wtorek, 17 maja 2016

1. Rewelacje profesor McGonagall

 
 Młoda, jedenastoletnia dziewczyna przetarła leniwie oczy. Jedną ręką sięgnęła po budzik, aby sprawdzić która godzina, a drugą poprawiła opadające na oczy włosy. Nienawidziła poranków.
 Spojrzała niebieskimi oczami w stronę tarczy zegarka. Jedenasta. Hm... No nie tak źle. Zawsze mogła być to pierwsza po południu, co już się zdarzało.
 Ziewając, wstała z łóżko, otworzyła drzwi i wolnym krokiem podreptała w stronę łazienki. Z jednej z szuflad wyjęła gumkę, którą związała swoje długie, ciemne włosy. Chlapnęła parę razy sobie wodą w twarz, co od razu ją otrzeźwiło.
 Już mniej martwa ruszyła z powrotem w stronę pokoju. Machinalnie przebrała się, pościeliła łózko i zeszła na dół, do rodziców.
 Mama krzątała się po kuchni, przygotowując późne śniadanie. Była dość wysoką, ciemnowłosą kobietą o przenikliwych, zielonych oczach. Tata, który o dziwo jeszcze nie wyszedł do pracy, siedział przy stole, czytając gazetę.
- Dzień dobry - powiedziała szatynka przeciągając się i siadając obok mężczyzny.
- Dzień dobry. Wyspałaś się? - zapytał, unosząc swoje niebieskie oczy sponad gazety. Kiwnęła głową.
- Skoro tak, to wyjdź na ganek i przynieś listy, Claro - powiedziała spokojnie mama, odwracając się w kierunku córki i wycierając ręce o fartuch.
 Z lekkim ociąganiem Clara wstała i skierowała się wgłąb korytarza. Otworzyła drzwi, a lekki wiaterek rozwiał jej włosy.
 Przykucnęła i podniosła dwa listy. Już miała wracać do domu, aby je oddać rodzicom, kiedy poczuła jak coś ciepłego i miękkiego ociera jej się o nogi. Zaskoczona spojrzała w dół. Zobaczyła burego kota z ciemnymi obwódkami wokół oczu, przypominające trochę okulary. Mruczał głośno i wpatrywał się w dziewczynkę. Mimowolnie uśmiechnęła się i pogłaskała zwierzę po głowie, czytając równocześnie adresy na kopertach,
 Pierwszy z nich był zaadresowany do państwa Pond - czyli do jej rodziny - a drugi do ich sąsiadów. Widocznie listonosz jak zwykle pomylił domy.
- Clara! - usłyszała głos matki z głębi domu.
- Już idę! - odparła.
 Zwróciła się w stronę drzwi, z zaskoczeniem zauważając, że kot gdzieś zniknął. Wzruszyła ramionami i weszła do domu.
 Rzuciła listy na stół a sama ponownie usiadła przy stole, nalewając sobie soku i nakładając sobie trochę jajecznicy.
- Co tak długo? - zapytała z ciekawością pani Pond, przy okazji rozrywając list.
- Jakiś kot mnie zaczepił - odparła Clara między jednym a drugim kęsem. Jej mam pokiwała głową.
- Rozumiem. Który to już w tym miesiącu? Czternasty? Piętnasty? - zapytała, a w jej oczach pojawiły się filuterne błyski. Dziewczynka wywróciła oczami.
- To nie moja wina,że się do mnie łaszą za każdym razem jak wyjdę na dwór... - odparła wzdychając. Pani Pond uśmiechnęła się pod nosem.
- Och, spójrz, Brad. Pan Florian znów pomylił nasz adres z tymi biednymi Blackwoodami - powiedziała pani Pond do męża. Ten pokiwał głową, zwijając przeczytaną gazetę w rulonik.
- Za stary już jest na te pracę - powiedział, zabierając się za swoją porcję jajecznicy. - Na jego miejscu już dawno przeszedłbym na emeryturę, ot co.
 Reszta śniadania minęła w milczeniu. Clara dość szybko zjadła swoją porcję, ale jeszcze nie odeszła od stołu. Sprawiała ważenie, jakby chciała o coś zapytać, co zauważyła pani Pond.
- Coś nie tak, skarbie? - zapytała. Dziewczynka uniosła wzrok.
- Zapisaliście mnie już do gimnazjum? - zapytała trochę niepewnie. Kobieta spojrzała na męża, nim odpowiedziała.
- Jeszcze nie. Ale pewnie wkrótce to zrobimy - odparła spokojnie, zatykając jakiś zabłąkany kosmyk ciemnych włosów za ucho. Clara skinęła głową, wstając od stołu. Szybko umyła swój talerz i poszła do siebie na górę.
 Prawie natychmiast rzuciła się na łóżko. Usiadła na nim z wyprostowanymi nogami i odgarniając włosy z twarzy wzięła książkę do ręki i zaczęła czytać.
***
 Przeczytała już pół książki, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Mama krzyknęła, że już idzie. Rozległ się rumor na dole,ale po skrzypieniu Clara domyśliła się, ze drzwi w końcu zostały otwarte.
- Dzień dobry. Pani Pond, jak mniemam? Czy zechciałaby mnie pani wpuścić do środka i zawołać córkę? - rozległ się w korytarzu jakiś kobiecy, spokojny głos. Dziewczynka natychmiast dopadła do okna wyjrzeć kto teraz stoi na ganku, rozmawiając z jej mamą.
 Zobaczyła wysoką kobietę o czarnych włosach spiętych w ciasny, bułeczkowaty kok. Nie widziała jej oczy, ale dała radę dojrzeć prostokątne okulary. Nieznajoma nosiła ciemny sweter i długą, ciemnobrązową spódnicę do kostek, przywodzącą Clarze na myśl stroje zakonnic.
- A... Ale, s-skąd pani... - wyjąkała jej mama, ale natychmiast się zreflektowała. - Oczywiście, może pani wejść. Zaraz zawołam męża i córkę. CLARA! ZEJDŹ PROSZĘ NA DÓŁ!
 Dziewczynka natychmiast wykonała polecenie praktycznie zbiegając po schodach i automatycznie kierując się w stronę pokoju gościnnego. Zobaczyła tam już swojego tatę oraz nieznajomą jej kobietę. Dopiero teraz Clara zobaczyła,że miała ona zielone oczy. 
- Dzień dobry - powiedziała nieśmiało i przycupnęła obok taty na szkarłatnej kanapie.
 Natychmiast stwierdziła,że nie jest to osoba z którą warto zadzierać. Pomimo łagodnego uśmiechu sprawiała wrażenie kogoś surowego, aczkolwiek uczciwego.
 Nic więc dziwnego, że pani Pond trochę onieśmielona postawą nieznajomej niemal drżała podając jej herbatę i pytając, czy życzy ona sobie cukru.
- Nie, dziękuję, pani Pond - odmówiła spokojnie i poczekała aż mama Clary również zajmie miejsce. - Nazywam się Minerwa McGonagall-przedstawiła się spokojnie kobieta, biorąc łyk herbaty. - Jestem nauczycielką i wicedyrektorką w szkole o nazwie Hogwart.
- Pardon? - odezwał się jej tata, pochylając się lekko do przodu. - Mogłaby pani powtórzyć, pani McGonagall?
- Pani profesor jeśli już, panie Pond - odparła McGonagall. - Hogwart. Jest to szkoła dla ludzi niezwykłych,a  taką osobą jest właśnie państwa córka. Nie jest to szkołą dla osób... Hm... Przeciętnych, uczniowie są specjalnie wybierani.
- W jaki sposób dowiedziała się pani o Clarze, pani profesor? - zapytała pani Pond, przyglądając się nauczycielce. Kobieta uśmiechnęła się.
- Była tam zapisana już od swoich narodzin - odparła raźno, upijając łyk herbaty.
- Jak to? - zdziwił się z kolei pan Pond. - My jej na pewne tam nie zapisywaliśmy...
- Nic dziwnego. Osoby niemagiczne, jak państwo, nawet o tym nie wiedzą. Hogwart to nie jest zwyczajna szkoła. To szkoła magii.
***
Hejka ^^ Mma nadzieję, że pierwszy rozdział się podobał... Już niedługo (mam nadzieję) następny, także raczej nie będziecie czekać jakoś baaardzo długo.
Sonia

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej ile zajmuję XDDD
    OK. Noo to informuję, że mam wenę na kom, boo, blog jest nowy (a potem paczem a tu 3 linijki xd)
    Więc na początek. Znasz miejsce zdanie o HP. Ale! Baaaardzo pozytywnie mnie zaskoczyłaś!!! Ktoś robi opowiadanie o 11-latce... ciekawe. Takie... unikalne. Teraz trzeba tylko dodać różdżki i sukienki XDD no dobra. Wstawać o 11? Ciekawe, ja zwykle śpię do 8:30 w soboty xd KOTKI!! SONIA KOTKI!!! Sama mam jednego. Za to masz 6+. A teraz wena uciekła...
    Mimo wszystko wydaje mi się, że Woodsowie są zamieszani w tą akcję z czarodziejami. Nie wiem czemu, ale mój mózg tak wydedukował. Ale zapewne się myle. Jak jesteś ciekawa opinii, to mówię że tu bd czytać. I nie z "przymusu i uprzejmości" (nienawidzę tego zestawu słów) tylko dlatego, że mi się podoba ^^
    Tralalala... co ja tu jeszcze mam napisać? Ni ma pojęcia.
    Nom tom bendem siem zbierać.
    NMBZT!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jedenasta. Hm.. No nie tak źle. Zawsze mogła być to pierwsza po południu, co już się zdarzało." - jedno z pierwszych zdań, a ja już je kocham xDD Ale czasem tak fajnie pospać do popołudnia <3 Szkoda, że mama budzi mnie zawsze o 10 na śniadanie :___:

    "Zobaczyła tam już swojego tatę raz nieznajomą jej kobietę. Dopiero teraz Clara zobaczyła,że miała ona zielone oczy." - chwilę się zastanawiałam o co chodzi i się skapnęłam, że tam powinno być "oraz" xDD No i ten przecinek bez spacji po nim :D

    Ogólnie rozdział świetny. McGonagall taka jaka powinna być. Idealnie napisane jej kwestie, zachowany charakter. Jest ona jedną z moich ulubionych postaci w książce, więc dlatego tak bardzo się na niej skupiam za każdym razem :D
    No a Clara taka fajna dziewczynka. No i mugolaczka, co ważniejsze :)

    Do następnego! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Harry Potter… Szczerze, ta seria średnio mi się podobała. Czytałam, oglądałam, no nic. Chyba to przez głównego bohatera. ;x Jakoś nie polubiłam go.
    Ale list do szkoły magii bym chciała. To nie fair.
    Wena była i zniknęła. Łe.
    Clara! Moja bratnia dusza. xd
    Czekam z wielką niecierpliwością nn! C;

    Co by tu innego napisać… A niech będzie.
    NMBZT! <;


    OdpowiedzUsuń
  6. Hejka! Cóż mogę powiedzieć? Rozdział fajny. Mam jednak kilka zastrzeżeń. Spróbuj nie nadużywać słó takich jak "dość" (niekiedy brzmi to zbyt kolokwialnie), "teraz", "już" itd. Wcześniej sama używałam tych zwrotów bardzo często, aż ktoś zwrócił mi uwagę. Teraz moje teksty są o wiele lepsze, dzięki tak niewielkiej zmianie.
    "Chlapnęła parę razy(...)" - to też nie brzmi dobrze.
    To tyle odnośnie uwag. Idę dalej :) (Nie miej mi za złe, że wytykam rzeczy, które uważam za błędy. Z własnego doświadczenia wiem, że to bardzo pomaga ;) )

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie no mega. Zazdro talentu, u mnie jedno zdanie by nawet dobrze nie wyglądało :D A więc już zapowiada się super i za chilke czytam reszte ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczynamy zgodnie z umową... :v
    I jak na początek, to bardzo mi się podoba, bo to takie - tak mi się przynajmniej wydaje - bardzo potterowskie rozpoczęcie, wprowadzające w klimat. I jakbyś dawała więcej opisów, to byłabym całkiem ukontentowana.
    Idę dalej!

    OdpowiedzUsuń