czwartek, 14 lipca 2016

9. Lekcja latania

Uwaga pierwszoklasiści!

Od dwunastego października rozpoczną się lekcje latania na miotłach. Każdy uczeń pierwszej klasy powinien się stawić na boisku tego właśnie dnia. Uczniowie Gryffindoru i Slytherinu będą mieli lekcje o dziewiątej rano, a Ravenclawu i Hufflepuffu o siedemnastej. Prosimy o punktualność. 
Taka informacja pojawiła się w nocy z dziewiątego na dziesiątego października w pokoju wspólnym Krukonów. Gdy tylko pierwsi uczniowie wylegli z dormitoriów i ją zobaczyli natychmiast się rozbudzili. Przy śniadaniu mówiło się tylko o jednym - o lataniu.
 Ze stołu obok Clara dosłyszała głośne narzekania Jenny, jak to uczniowie pierwszych klas nigdy nie zasilają reprezentacji domów w quidditchu. Brunetka przewróciła oczami. Naprawdę nie rozumiała tego całego podniecenia lataniem.
- Coś się stało, siostrzyczko? - usłyszała głos Patricka obok.
 Od pamiętnej pomyłki Fiony w bibliotece Clara i Patrick dla żartu zaczęli się nazywać "bratem" i "siostrą". Ku ich zdumieniu większość Krukonów była pewna, że ta dwójka jest prawdziwym rodzeństwem. Dziewczynkę szczególnie to bawiło, ponieważ zadawało jej się, że uczniowie chyba ignorują fakt, iż ona i prefekt mają kompletnie inne nazwiska.
 Teraz uniosła się na łokciach, spoglądając na niego.
- Cała ta podnieta na latanie - zaczęła, zataczając ręką koło. - Zupełnie jej nie rozumiem. A co jeśli któreś z nas spadnie? Rozbije sobie głowę? Trafi do szpitala? - Za każdym kolejnym pytaniem głos jej się trochę podnosił, zdradzając, jak bardzo się boi. Patrick poklepał ją po ramieniu.
- Będzie dobrze. Po to pani Hooch tam jest - aby nic wam się nie stało. Jestem pewien, że was dobrze przypilnuje.
 Dziewczynka ponownie westchnęła, przysłuchując się nieprzytomnie historii Laurel. Jej przyjaciółka ni z gruszki, ni z pietruszki zaczęła opowiadać o sobie niezwykłe opowieści, oczywiście dotyczące latania na miotle. Teraz właśnie mówiła, jak to brawurowo uciekła przed mugolskim "hepilkopterem czy jakoś tak". Brunetka pokręciła głową, wstając od stołu.
- Laurel? Idę do pokoju wspólnego- zwróciła się do blondynki.
- Tak, tak, oczywiście - odparła jedenastolatka, ale Krukonka odniosła wrażenie jakby kompletnie jej nie usłyszała. No cóż, najwyżej potem poprosi Patricka o powiedzenie jej, gdzie się podziała.
 Ciężkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali, kierując się prosto w stronę wieży Ravenclawu. Miała zaufanie do Patricka, ale... To cale latanie brzmiało naprawdę niebezpiecznie. Nie miała pojęcia czy da sobie z tym radę. A tego nie da się po prostu nauczyć się z książki, trzeba się sprawdzić w praktyce... Co jeśli spadnie i się zabije? Na ile w ogóle takie miotły się wznoszą?
 Pogrążona w ponurych myślach nie zauważyła idącego na wprost niej chłopaka. Naturalnie na niego wpadła i oboje się przewrócili.
- Przepraszam! - wykrzyknęła zawstydzona Clara, czując jak jej policzki oblewa szkarłatny rumieniec. Jednak nieznajomy tylko się uśmiechnął.
- Nic się nie stało- odparł, wstając i podając jej dłoń. Brunetka nieśmiało ją chwyciła, a ten pomógł jej wstać. - Jak masz na imię?
- Clara. Clara Pond - odparła, odgarniając nerwowo włosy z czoła. - A ty?
- Cedrik Diggory - odparł, uśmiechając się do niej. - Co ci tak zaprząta myśli, Claro Pond?
 Jedenastolatka przyjrzała mu się uważniej. Wyglądał na starszego, ale nie za dużo - co najwyżej o rok. Wnioskując z barw krawatu i odznaki po lewej stronie piersi był on Puchonem. Niektóre z brązowych kosmyków opadły mu zawadiacko na czoło, a w szarych oczach dopatrzyła się tylko czystej ciekawości. Westchnęła.
- To... Ech, to dość głupie - odparła, odwracając wzrok gdzieś w bok. Cerdik uniósł brwi.
- Widocznie nie, skoro aż tak cię to zmartwiło - odparł. Clara wywróciła oczami, ale przyznała, że  to był celny traf.
- Pierwszoroczni mają wkrótce lekcję latania- zaczęła powoli, uważnie mu się przyglądając. - A ja po prostu nigdy nie dosiadałam takiej latającej miotły... I... - urwała, nieco wstydząc się swojej otwartości.
- ...boisz się, że coś ci się stanie, prawda? - dokończył za nią chłopak. Brunetka pokiwała głową, czując jak rumieniec znowu wpełza jej na policzki. - Coś ci powiem, Claro Pond- powiedział, uśmiechając się. - To może wyglądać strasznie, ale to nie znaczy, że nie jest fajne. Kiedy tylko wzniesiesz się o te parę stóp...
- STÓP!? - wykrzyknęła przerażona Krukonka. Puchon spojrzał na nią nic nierozumiejącym wzrokiem.
- Co? Nie wiedziałaś, że miotły się wznoszą na stopy? - zapytał zaskoczony. Clara nie odpowiedziała, wpatrując się w swoje buty. Nie wiedziała teraz czy powinna mu powiedzieć o swoim mugolskim pochodzeniu. Mimo, że spędziła w Hogwarcie już miesiąc, nadal nieco się tego wstydziła. No, może nie tyle wstydziła, co bała się reakcji innych. Wiedziała, że Fred, George, Fiona, Laurel i Patrick nie maja nic do tego, ale w końcu byli jej przyjaciółmi. Co innego przyznanie się przed Ślizgonem - zaraz by poleciały w jej stronę obelgi. Ale jak zareaguje Cerdik?
- No... W sumie nawet nie miałam jak... - odparła, nadal na niego nie patrząc. A szkoda, bo Puchon na te słowa tylko lekko się uśmiechnął.
- Jesteś pewnie mugolakiem, tak? - zapytał. Ku uciesze Clary w jego głosie nie słychać było odrazy, z jaką Jenna wymawiała to słowo. Po prostu zwyczajne, lekkie stwierdzenie. - No cóż, to raczej wszytko wyjaśnia... W lataniu na miotle nie ma naprawdę nic strasznego. Sama to zrozumiesz jak poczujesz ten wiatr we włosach i swobodę...
- Ty chyba sporo latasz, skoro tak mówisz, Cedriku Diggory - odparła dziewczynka, choć zdanie to brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
- Jestem szukającym Hufflepuffu, Claro Pond. Trochę trudno by mi było szukać znicza, nie umiejąc się utrzymać na miotle, nie sądzisz?
 Dziewczyna zaśmiała się.
- Czy ja wiem... Zawsze możesz złapać znicz, skacząc z miotły w dół. Może się nad tobą zlituje i pozwoli się złapać, aby twoja śmierć nie poszła na marne - powiedziała, mrugając do niego. Chłopak uśmiechnął się.
- Pewnie masz rację - odparł. - Także widzę, że już z tobą lepiej. Ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy w lataniu, szukaj mnie przy stole Hufflepuffu, Claro Pond.
- Będziesz pierwszym, do którego się zwrócę, Cedriku Diggory - stwierdziła dziewczynka, robiąc już parę kroków w stronę korytarza prowadzącego na Wielkie Schody. Jednak zanim znikła za zakrętem, odwróciła się jeszcze w kierunku Puchona i uśmiechając się do niego promiennie zamachała mu na pożegnanie. Chłopak powtórzył jej gest i skierował się w stronę Wielkiej Sali.
***
 Dwa dni później szła za Laurel w kierunku boiska quidditcha. Przyjaciółka, widząc, że coś jest nie tak, próbowała podnieść ją na duchu, ale  słabo jej szło. Clara po prostu zbytnio się zestresowała całą tą sytuacją. Nadal miała w głowie rozmowę z Cedrickiem i powtarzała sobie jego słowa, ale niewiele jej to pomagało.
 Jak na początek października dzień był dość ciepły i nawet słoneczny. Gdyby brunetka tak bardzo nie denerwowała się wizją lotu, zapewne cieszyłaby się z tego powodu. A tak z przybitą miną schodziła wraz z uczniami po łagodnym zboczu ku gładkiej, płaskiej łące, za którą majaczyła się ciemna linia Zakazanego Lasu.
 Gdy tam doszli, okazało się, że Puchonów jeszcze nie ma. Na widok leżących w równym rzędzie około dwudziestu mioteł Clara pobladła. W tym momencie przypomniała sobie, jak Fredowi i George'owi przypadkiem wyrwało się, że te szkolne są okropne, bo mogą ściągać w różne strony albo wpaść w wibracje. Czując, że robi jej się słabo, przysiadła na ziemi, chowając głowę w kolanach.
- Hej... - usłyszała obok siebie głos Laurel. - Nie przejmuj się, to tylko dwie godziny, dasz radę...
- No nie wiem - wymamrotała w swoje kolana. - A co jak spadnę?
 Nie musiała nawet podnosić głowy, aby wiedzieć, że przyjaciółka wywróciła oczami.
- Przecież pani Hooch właśnie po to jest, aby nic takiego się nie stało. Patrick ci to tłumaczył chyba już z dziesięć razy.
- Tak, ale...
 Dalsze jej słowa zagłuszyły szmery przybyłych Puchonów. Z głębokim westchnięciem wstała, czując, że robi się jej niedobrze. Nieprzytomnym wzrokiem patrzyła na pierwszoklasistów. Chociaż... chwila...
- Cedrik! - wykrzyknęła zarówno ucieszona co i zdziwiona. Ku własnemu zdumieniu natychmiast podbiegła w jego kierunku i mocno go przytuliła. Puchon, lekko zaskoczony, nieśmiało poklepał ją po plecach. Jedenastolatka odsunęła się od niego, nieco się czerwieniąc. 
- Co ty tu robisz? Nie to, żeby mi to w jakiś sposób przeszkadzało... - dodała szybko, widząc jego rozbawioną minę. - Po prostu sądziłam, że tylko nasz rocznik nie ma w tym momencie nic do roboty.
- Profesor Bowman się rozchorowała - odparł spokojnie Cedric. - Wiec uznałem, że przyjdę, bo z tego co wynikało z ogłoszenia w pokoju wspólnym Hufflepuffu, teraz właśnie miałaś mieć to przerażające latanie- mówiąc to, zrobił do niej minę, a dziewczynka natychmiast się roześmiała. Musiała przyznać, że obecność Cedrika jej pomogła. Czuła się już nieco pewniej.
- Oho, widzę, że pani Hooch już do was idzie - dodał, spoglądając przez ramię. Po czym odwrócił się do Clary, kładąc ręce na jej ramionach. - Jakby co, będę siedział na trybunach. Nie martw się, wszystko będzie w porządku. Miotła jest trochę jak koń: gdy wyczuje, że się boisz, w życiu nie zmusisz jej do lotu. Powodzenia.
 To mówiąc oddalił się w stronę trybun.
- Uau! - wykrzyknęła cicho Laurel, gdy Clara do niej podeszła. - Kto to był? Jeszcze mi go nie przedstawiałaś!
- Nikt specjalny - spróbowała zbyć ją brunetka, ale ta nie dawała za wygraną.
- Na nikogo specjalnego od razu się rzucasz? - zapytała, sarkastycznie unosząc brew. - No dawaj, powiedz mi!
 Dziewczynka wywróciła oczami.
- No dobra, niech ci będzie - powiedziała, w końcu się poddając. - To Cedrik Diggory, uczeń Hufflepuffu, z drugiej klasy. Po prostu raz na niego wpadłam i nieco mnie pocieszył, jeśli chodzi o tę całą sprawę z lataniem... No w sumie jemu łatwo mówić, jest szukającym Puchonów...
- Fred i George będą zazdrośni - stwierdziła blondynka, lekko się śmiejąc.
- Nie mają o co - odparła natychmiast Clara. - To przecież tylko pomocny znajomy...
- Pomocny znajomy, o którym nie wie pewnie nawet Patrick. Daj spokój, przecież..
- Weź się, Laurel! Toż...
 Dalsze jej słowa przerwał ostry, kobiecy głos.
- Na co wy czekacie? - zawołała nowo przybyła czarownica. Clara stwierdziła, że musiała to być pani Hooch. Miała ona krótkie, szare włosy i żółte oczy, przypominające nieco jastrzębie. - Niech każdy stanie przy miotle. No, dalej, nie ociągać się!
 Dziewczynka niepewnie spojrzała na swoją miotłę. Wyglądała na niepokojąco starą; brunetka miała wątpliwości czy nie rozleci się za moment ze starości. Przełknęła ślinę, próbując się skupić na słowach Cedrika, o tym, jak przyjemnie będzie, gdy już oderwie stopy od ziemi.
- Wyciągnijcie prawą rękę nad miotłą-  zawołała pani Hooch - i powiedzcie "Do mnie"!
- DO MNIE! - wrzasnęli wszyscy.
 Miotła Clary nie ruszyła się z miejsca, za to ta Laurel od razu wskoczyła jej do ręki. Brunetka westchnęła. Cedrik miał rację, miotła zapewne wyczuwała strach w głosie.  Dziewczynka rozejrzała się, z ulga zauważając, że nie tylko jej nie wyszło za pierwszym razem. Wzięła więc głęboki wdech i powtórzyła, tym razem bardziej stanowczo:
- Do mnie!
 Teraz miotła jej usłuchała. Natychmiast podskoczyła jej do ręki, a Clara mocno ją ścisnęła. Odnajdując wzrokiem Cedrika, uśmiechnęła się do niego, a ten pokazał jej oba kciuki uniesione w górę.
 Pani Hooch pokazała im, jak dosiąść miotły, żeby z niej nie spaść, a następnie przeszła wzdłuż szeregów, ewentualnie korygując wszystkie niedociągnięcia.
- Uwaga! Kiedy usłyszycie gwizdek, odepchnijcie się mocno nogami od ziemi! Utrzymujcie miotły w równowadze, wznieście się na kilka stóp i lądujcie, wychylając się lekko do przodu. Na mój gwizdek... trzy... dwa... jeden!
 Gdy tylko gwizd rozszedł się echem po błoniach wszyscy natychmiast odepchnęli się od ziemi. Clara również, czując jak chłodny wiatr rozwiewa jej włosy, a szata delikatnie łopocze na wietrze. Głowę miała zadartą i wznosiła się coraz wyżej. Mimowolnie uśmiechnęła się. Teraz strach, który czuła na dole, wydawał się być irracjonalny. Przecież tu, w powietrzu było tak cudownie... Instynktownie zadarła nico kij, aby wzlecieć jeszcze wyżej...
 Nagle usłyszała ostry krzyk.
- Wracaj, dziecko!
 Zdezorientowana spojrzał w dół. Wszyscy uczniowie już wylądowali, tylko ona wciąż znajdowała się w powietrzu. Zawstydzona wychyliła się lekko do przodu, zgrabnie opadając na ziemię.
- Coś ty tam sobie myślała!-  mówiła nadal rozeźlona nauczycielka. Clara opuściła oczy.
- Przepraszam, pani profesor - wymamrotała. Kobieta z lekka się uspokoiła.
- No dobrze... Ale żeby mi to był ostatni raz! - powiedziała, grożąc jej palcem. Dziewczynka uśmiechnęła się słabo, stając ponownie obok Laurel.
 Dalsza część zajęć minęła jej bardzo przyjemnie. Gdy pani Hooch uznała w końcu za stosowne ich wypuścić, do obu Krukonek podszedł Cedrik.
- Widzę, że minął ci ten strach, co, Claro? - zapytał uśmiechając się do niej. Dziewczyna odgarnęła włosy z twarzy, ale również się uśmiechnęła.
- Miałeś całkowitą rację - odparła. - W powietrzu jest naprawdę cudownie!
 W tym momencie Laurel lekko odchrząknęła, przypominając przyjaciółce o swoim istnieniu. Brunetka wywróciła oczami tak, aby zobaczyła to tylko blondynka, ale powiedziała:
- Cedrik, to jest moja przyjaciółka, Laurel Burton.
 Chłopak uścisnął jej lekko dłoń. Dziewczynce nie podobał się wzrok przyjaciółki. Wyglądała jakby go oceniała pod jakimś względem. Jednak gdy się odezwała, głos miała przyjazny.
- Więc grasz na pozycji szukającego, tak? - zapytała, uśmiechając się.
- Tak - odparł chłopak, kierując się wraz z nimi w stronę Wielkiej Sali. - Jak Ślizgoni zagrają za miesiąc z Puchonami, to się o tym przekonasz na własne oczy - odparł, uśmiechając się lekko.
- Och, nie chodziło mi o to, że ci nie wierzę...
 Resztę drogi spędzili na dyskusji o szansach wygranej Hufflepuffu ze Slytherinem. Clara jednak niezbyt brała udział w tej rozmowie. Bardziej się skupiła na chłopaku. Stwierdziła, że podoba jej się sposób w jaki się śmieje i jak odgarnia nieposłuszne włosy z czoła. Z lekkim opóźnieniem dotarło do niej, że się z nimi żegna, a na jego "cześć" odpowiedziała jakąś minutę po Laurel.
- Kim był ten chłopak?- zapytał Patrick, gdy wraz z przyjaciółką usiadły obok niego. Dziewczynka walnęła głową o stół, machając ręką, jakby się opędzała od natrętnej muchy. Za to blondynka zaśmiała się.
- To Cerdik Diggory - poinformował chłopaka. - Szukający Hufflepuffu.
- Nie podoba mi się - mruknął Irlandczyk, biorąc kęs zapiekanki. Clara podniosła głowę, spoglądając na niego z wyrzutem.
- Kto ci się nie podoba, Pat? - usłyszeli wysoki głos Fiony.
- Nowy kolega Clary - odpowiedziała za niego Laurel, kompletnie ignorując piorunujące spojrzenia przyjaciółki.
- Ten Puchon?-  zapytała Fiona, przełażąc przez ławkę i siadając po drugiej stronie Patricka. - W sumie zastanawiało mnie właśnie, czemu tak wypadł z pokoju wspólnego Puchonów. Jakby się paliło! W ogóle wyglądał jakby nie chciał skorzystać  z dwóch godzin przerwy jak normalny uczeń. Musiał cię bardzo polubić, Claro.
- Kto musiał bardzo polubić Clarę? - usłyszeli z tyłu głos George'a.
- O Boże, czy WSZYSCY nagle musieli przyjść, aby porozmawiać o moich znajomościach?! Jeszcze tylko brakuje tu Ayers! - wybuchła dziewczynka, czerwieniąc się nieco na twarzy.
- No wiesz, musimy sprawdzić, czy twoje towarzystwo jest odpowiednie- rzekł Fred, szczerząc zęby.
- I kto to mówi - mruknęła brunetka, dopijając sok. Dyskretnie odwróciła głowę, widząc, że i Cedrik również rozmawia teraz z kilkoma osobami na raz, wyglądając na trochę zdenerwowanego. Jednak widząc wzrok Clary, uśmiechnął się lekko do niej, a ona natychmiast to odwzajemniła. - Zadaję się z wami, niżej są tylko Ślizgoni.
- No wiesz co! - wykrzyknął Fred z udawanym oburzeniem.
- Ranisz! - dodał George. Brunetka tylko wywróciła oczami.
- Słuchajcie, ostatnio widziałam dwa portrety Borysa Szalonego w różnych częściach szkoły - powiedziała, spoglądając na bliźniaków z ukosa. - Nie sądzicie, że warto to sprawdzić?
- W Noc Duchów? Przed albo po uczcicie - podchwycił szybko George. Laurel i Clara pokiwały głowami. - No to jesteśmy umówieni. Czołem! - rzucili i oddalili się w stronę stołu Gryfonów.
***
Tak, UMIEM w dni tygodnia. Wiem, że jest czwartkowa noc. ALE. Równo za tydzień wyjeżdżam, więc rozdział zapewne pojawi się w środę, a chciałam mieć jakąkolwiek spójną przerwę. Poza tym pragnę zaznaczyć, ze nadchodzący rozdział jest jednym z moich ulubionych. Wiąże się z nim też pewna zabawna historia, ale o  niej powiem raczej później, pod następną notką.
Dedyk dla Olgi 
Sonia

5 komentarzy:

  1. Przeczytałam. Ale jest późno i serio nie mam weny na kom, więc jeszcze tu wrocę jutro.
    A nie, przepraszam, dzisiaj xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Btw, czemu wyświetla, że napisałam komentarz 15 godzin później? XDD

      Usuń
    2. Jestem padnięta, zmęczona i dziwna. Rozdział jest genialny bo jest CEDRICZEK! Mój mążuś daje mi wenę. DOstałam depresji po oglądaniu filmu -.- Jestem po wakacjach i zaraz jadę na kolejne... Ach... Żyć nie dadzą. HP HP HP BHP. BHP? Yyyy.... piszę głupoty wieć,,,,, paa. Dzikujw za dedyk, Sonia ♥♥♥
      Olga Diggory

      Usuń
  2. - Cała ta podnieta na latanie - zaczęła, zataczając ręką koło. - Zupełnie jej nie rozumiem. A co jeśli któreś z nas spadnie? Rozbije sobie głowę? Trafi do szpitala? – (Z)a każdym kolejnym pytaniem głos jej się trochę podnosił, zdradzając, jak bardzo się boi.
    Jej przyjaciółka ni z gruszki(,) ni z pietruszki zaczęła opowiadać o sobie niezwykłe opowieści, oczywiście dotyczące latania na miotle.
    Teraz właśnie mówiła(,) jak to brawurowo uciekła przed mugolskim "hepilkopterem czy jakoś tak".
    Nie miała pojęcia, (chyba bez) czy da sobie z tym radę. A tego nie da się po prostu nauczyć się z książki, trzeba się sprawdzić sprawdzić (dwa razy masz słowo sprawdzić) w praktyce...
    - STÓP!? - wykrzyknęła przerażona Krukonka. Puchon spojrzał na nią nic nie rozumiejącym (nierozumiejącym) wzrokiem.
    Mimo, że spędziła w Hogwarcie już miesiąc, nadal NIECO się tego TROCHĘ wstydziła (wykasowałabym albo nieco albo trochę).
    - Będziesz pierwszym, do którego się zwrócę, Cedriku Diggory - stwierdziła dziewczynka, robiąc już parę kroków w stronę korytarza, (bez przecinka) prowadzącego na Wielkie Schody.

    Skąd wiedziała, że z drugiego roku? Ona tylko domyśliła się, że jest od niej starszy najwyżej o rok, ale chyba nikt dosadnie nie utwierdził jej w tym przekonaniu.

    Odnajdując wzrokiem Cedrika(,) uśmiechnęła się do niego, a ten pokazał jej oba kciuki uniesione w górę.
    Z lekkim opóźnieniem dotarło do niej, że się z nimi żegna, a na jego "cześć" odpowiedziała jakąś minute (minutę) po Laurel.
    - Ten Puchon?- zapytała Fiona, przełażąc przez ławkę i siadając po drugiej stronie Patricka. - W sumie zastanawiało mnie właśnie, czemu tak wypadł z pokoju wspólnego (PW nie pisze się wielkimi literami?) Puchonów.
    W ogóle wyglądał jakby nie chciał skorzystać z dwóch godzin przerwy, (bez przecinka) jak normalny uczeń. Musiał cię bardzo polubić, Claro.

    Po pierwsze świetnie oddałaś strach Clary, chociaż trochę mi go brakowało, jak już dziewczyna siedziała na miotle, ale wtedy to ona miała co innego w głowie (Cedrik :D) Po drugie wielki plus za to, że nie ma już całkowicie nic „wyjętego” z książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga, uwaga: lubię Cedricka! Wydaje się całkiem w porządku i sama chciałabym mieć takie wsparcie podczas pierwszej lekcji latania... Nie wspominając o tym, że chciałabym mieć lekcje latania. Ale fajnie byłoby poczytać także o innych postaciach - rozumiem skupianie się na Clarze, ale hej, masz dużo innych postaci, przybliż nam je trochę!

    OdpowiedzUsuń