piątek, 10 lutego 2017

9. Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać

Znalezione obrazy dla zapytania biblioteka w hogwarcie
Następny tydzień minął Clarze dość męcząco. Nauki przybywało, zaczęły się pojawiać pierwsze sprawdziany i kartkówki. Dziewczynka uczyła się do nich najrzetelniej jak mogła, ale pogoda, która powoli zaczęła nawiedzać zamek, nie sprzyjała jej w tym. Nigdy nie potrafiła się uczyć w deszczu. Wiecznie przeszkadzał jej w skupieniu się na pracy. Sprawę pogarszało to, że jej dormitorium było na szczycie wieży, gdzie delikatny stukot kropli o szyby był najbardziej wyraźny.
Zazwyczaj lekko poddenerwowana szła do biblioteki, ale nie zawsze było to dobrym pomysłem. Atmosfera pomieszczenia często sprawiała, że czuła się dość sennie. Parę razy się zdarzyło, że niemal usnęła nad lekcjami. Sprawy jakoś nie polepszał fakt, ze codziennie w taką szarugę wychodziła z zamku, aby potrenować z Cedrikiem quiddticha.
Według chłopaka zaczynała robić znaczne postępy. Sama to czuła, chociażby przez fakt, że gdy raz bliźniacy stwierdzili, iż również chcą jej pomóc ograła ich. Obaj chłopcy jeszcze przez trzy dni utrzymywali, że dali jej wygrać, ale oczywiście nikt im nie wierzył. Czuła się gotowa na test selekcyjny a ten był coraz bliżej.
Westchnęła, próbując się skupić na wypracowaniu z eliksirów, który właśnie pisała. Wyjęła z torby miarkę, sprawdzając ile jeszcze jej zostało. Jęknęła, widząc, że do końca eseju brakowało jej tylko pięciu cali. Zrezygnowana uderzyła głową o stół, próbując się skupić na tym, co jeszcze mogłaby dopisać.
Po chwili wstała i podeszła w stronę półek. Przeszła na dział eliksirów, szukając jakiejkolwiek książki, która mogłaby jej pomóc. Sięgała właśnie po jedną  z nich, gdy jeden z woluminów upadł z hukiem za nią. Przestraszona podskoczyła, tym samym upuszczając książkę, którą sama wyjęła. Gdzieś za sobą usłyszała cichy śmiech.
— Halo? — zapytała, wychylając się zza półek. Jednak nikogo nie zobaczyła.
Nieco poddenerwowana zawróciła i kucnęła, aby podnieść obie książki. Swoją odłożyła na parapet. Chciała od razu zamknąć tę, która upadła, ale wtedy jej wzrok padł na tytuł rozdziału, na którym się otworzyła. Hatstall. Zaintrygowana wzięła obie książki i usiadła przy stoliku.
Tę o eliksirach położyła obok wypracowania a nadprogramową położyła na stole i zaczęła czytać:
"Hatstall - osoba, nad której przydziałem do domu w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart (str 220) Tiara Przydziału zastanawiała się dłużej niż pięć minut. Czarodziej (bądź czarownica) taki zdarza się raz na około pięćdziesiąt lat, czyli niezwykle rzadko. Niewiadomo, dlaczego tacy magowie sprawiają trud Tiarze. Z zasady hatstallowie to osoby o wybitnych zdolnościach magicznych. Większość z nich dokonała czegoś niezwykłego w bardzo młodym wieku lub cały świat czarodziejów zawdzięcza im coś wielkiego. Jednak, oczywiście, od tej zasady są wyjątki. Jedną z takich osób, określanych mianem hatstalla jest Peter Pettergiew (1960 - 1980), który został pośmiertnie odznaczony Orderem Merlina Pierwszej Klasy. Dla wielu mówi to samo za siebie. Pan Pettergiew otrzymał tę nagrodę za bohaterskie zachowanie w obliczu śmierci. Nie za żadne zasługi magiczne, tylko za zachowanie się jak bohater, pomagając (według Ministerstwa) spowolnić i ująć Syriusza Blacka, kryminalistę, najwierniejszego poplecznika Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Mimo oddania się sprawie pan Pettergiew nie wykazał się cechami typowego hatstalla..."
Clara urwała, marszcząc brwi. Kim jest Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? Na historii raczej się tego nie dowie, w końcu utknęli na wczesnym średniowieczu i od ponad dwóch tygodni nie mogli z niego wyjść. A sądząc po dacie narodzin i śmierci tego Pettergiew, Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać musiał być dość współczesnym czarodziejem...
— Czego się uczysz, Arie? — usłyszała tuż przy swoim uchu głos George'a. Krzyknęła, odwracając się  w jego stronę.
Obok niego, naturalnie, stał Fred. Oboje byli przemoczeni do suchej nitki i potworni ubłoceni. Zdegustowana uniosła brew.
— Co wyście tacy brudni? — zapytała Chłopcy spojrzeli po sobie.
— Mieliśmy trening — przyznał Fred, siadając na krześle naprzeciw Clary. Dziewczynka zmarszczyła brwi.
— Jaki tre... — zaczęła, ale po chwili urwała, zasłaniając usta dłonią. — O mój Boże! Kompletnie zapomniałam! — wykrzyknęła cicho.
— Tak mi się coś wydawało, że brakuje nam twojego słodkiego głosiku, wspierającego nas do walki, czy coś — odparł George, siadając obok brata. — Nawet Lauruś przyszła a tego to się chyba nikt nie spodziewał...
— Strasznie was przepraszam! — pisnęła, nadal trzymając dłoń przy ustach. — Po prostu miałam nawał lekcji, pisałam wypracowanie dla Snape'a, a sami wiecie jaki on jest i... jak chcecie, to będę wam odrabiała prace domowe przez tydzień no i... —  z każdym koljenym słowem mówiła coraz szybciej, aż finalnie nie dało się nic zrozumieć z jej potoku tłumaczeń. Urwała dopiero gdy usłyszała cichy śmiech bliźniaków.
— W porządku. Ten jeden, jedyny raz się nie gniewamy — powiedział George, biorąc do ręki książkę, którą czytała Clara. — Ej... tego chyba nie ma w podstawie programowej...
— Jakbyś ją w ogóle znał, braciszku... — dociął mu Fred. Chłopak przewrócił oczami, kartkując tomisko. Dziewczynka westchnęła.
— Więc... Na jakiej pozycji będziecie grać? — zapytała, chcąc rozluźnić trochę atmosferę. Mogło jej się wydawać, ale bliźniacy wyglądali na nieco skłóconych, co już samo w sobie było niezwykłe.
— Pałkarzy — mruknął Fred, łypiąc spod oka na brata. Clara nerwowo odgarnęła włosy.
— Stało się coś, o czym powinnam wiedzieć? — zapytała, lustrując wzorkiem każdego z Wealseyów z osobna. Ci wzruszyli ramionami.
— Nie — odparli równocześnie. Uniosła sceptycznie brew.
— Na pewno? — dopytywała.
— O! Widzę, że czytałaś o hatsatllach! — wykrzyknął nieco zbyt uradowany George. — Długo ci zajęło odszukanie znaczenia tego słowa, co?
— Em... tak? — powiedziała, rzucając im obu spojrzenie pod tytułem "jeszcze sobie pozmawiamy", po czym dodała: — I natrafiłam na wątek, którego nie rozumiem. Może bylibyście tak mili i to wytłumaczyli?
— Który? — zapytał Fred, pochylając się nad książką i przebiegając wzrokiem przez tekst. — Nie widzę tu nic niezrozumiałego...
— Kim jest Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? — zapytała, zabierając mu z rąk książkę i stukając palcem w odpowiednią frazę. Bliźniacy, zaskoczeni spojrzeli po sobie. George wymamrotał cicho słowo "mugolaczka", po czym zwrócił się do przyjaciółki:
— Nie jestem pewien, czy będziemy w stanie ci to dobrze wytłumaczyć, Arie...
— Dlaczego? Kim on był? — zapytała zaskoczona. Chłopcy ponownie spojrzeli na siebie. Fred wyciągnął Mapę i różdżkę z torby, stuknął w pergamin i mruknął:
— Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego...
Kiedy Mapa już się uaktywniła bracia spojrzeli na nią, wyraźnie czegoś szukając. Clara przez chwilę przypatrywała im się w milczeniu. Po co wyciągnęli Mapę? Tego czarodzieja nie mogło chyba być w szkole! Po chwili George wykrzyknął:
— O! Dwa korytarze stąd jest Patrick i Fia! Oni na pewno wyjaśnią ci to lepiej niż my!
— Ciii! — szepnęła Clara, przykładając palec do ust. — Bo pani Pince was usłyszy!
— Za późno... — jęknął Fred, widząc kątem oka zmierzającą w ich stronę bibliotekarkę. — Lepiej stąd zwiewaj, bo zaraz rozpęta się piekło...
— W bibliotece obowiązuje cisza, panowie Weasley i... CZY TO JEST BŁOTO?! — wrzasnęła czarownica.
 Chłopcy wyszczerzyli się w jej stronę niepewnie, a Clara naprędce zaczęła się pakować. Odprowadzona krzykami bibliotekarki odłożyła książkę o hatstalach na półkę i już kierowała się w stronę kontuaru biblioteki, kiedy z impetem wpadła na kogoś. Przestraszona spojrzała w górę, dostrzegając... profesor Goldberg.
— Bardzo panią przepraszam, pani profesor! — wykrzyknęła przestraszona dziewczynka. Nauczycielka uśmiechnęła się ciepło.
— Nic się nie stało, panno Pond. Wyglądasz na zmartwioną. Czy coś się stało?
Clara nerwowo przegarnęła włosy, przyglądając się kobiecie. W końcu... Czemu nie miałaby jej o to zapytać? W końcu uczy obrony przed czarną magią, powinna chyba mieć o tym jakieś pojęcie...
— Pani profesor... Kim jest Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać?
Nauczycielka spoważniała. Uważnie spojrzała na dziewczynkę, zastanawiając się. Po chwili jednak wyraz jej twarz złagodniał.
— Pochodzisz z rodziny mugolskiej, prawda? — zapytała. Clara pokiwała głową. — To dlatego nie wiesz. Cóż... Jest to dość długa historia. Proponowałabym usiąść... nie, nie tam — dodała, widząc, że stopy Krukonki automatycznie kierują się w stronę stołu bliźniaków. — Myślę, że panowie Weasleyowie mają jak na razie dość nauczycieli wokół siebie. Chodźmy w głąb biblioteki, moja droga.
I poszły na tyły pomieszczenia, siadając tuż przy wąskim oknie. Na dworze było już ciemno a deszcz ponownie zaczął stukać o szyby. Profesor Goldberg wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, sprawiając, że przed nimi pojawiły się srebrne smugi, które tylko czekały, aż kobieta rozpocznie opowieść.
— Zanim się urodziłaś magiczny świat był pogrążony w mroku. Ludzie bali się, uciekali, ukrywali, szczególnie ci o mugolskim pochodzeniu. Czarodziej odpowiedzialny za to wszystko nazywał się... Lord Voldemort — świetlista smuga uformowała się w cień mężczyzny o łysej głowie i wąskich, czerwonych oczach. Profesor Goldberg skrzywiła się nieznacznie. — Ten... czarodziej, choć dla większość z nas jest po prostu potworem... był bardzo potężny. Każdego dnia rósł w siłę. Głosił bardzo, bardzo złe poglądy. Nienawidził mugolaków i zabijał każdego, kto mu się przeciwstawił. To były bardzo mroczne czasy, panno Pond. Ludzie nie pamiętali gorszych. Nawet słynny Gellert Grindenwald nie mógł się równać ze strachem jaki zasiewał w sercach Ten, Którego Imienia nie Wolno Wymawiać. Człowiek ten miał wokół siebie grupkę zwolenników, nazywanych śmierciożercami — w tym mocnienie, wokół postaci Voldemorta pojawiła się grupka ludzi, których twarze ukrywały maski, a włosy spiczaste kaptury. Clara zadrżała. 
— Oczywiście byli tacy, którzy próbowali mu się przeciwstawić. W ten sposób straciliśmy wielu świetnych czarodziejów i czarownic naszego wieku. Sama - Wiesz - Kto się nie patyczkował. Zabijał każdego, kto ośmielił mu się przeciwstawić. Krążą również pogłoski, że nawet swoich zwolenników nie traktował ulgowo. Najgorsze było to, że nie wiedzieliśmy kto krył się pod maską śmierciożercy. To mógł być absolutnie każdy. W ten sposób przestaliśmy sobie nawzajem ufać. W oczach przeciętnego czarodzieja każdy obcy mógł okazać się zdrajcą. Unikaliśmy więc obcych czarodziejów i czarownic. Jedyną osobą, której Sama - Wiesz - Kto się bał był nasz dyrektor. To wokół niego skupialiśmy się w poszukiwaniu otuchy. Hogwart uchodził wtedy za najbezpieczniejsze miejsce na ziemi — po drugiej stronie Voldemorta utworzyła się nowa postać o wyglądzie Dumbledroe'a. Jaśniał on, sprawiając, że czarnoksiężnik wyglądał przy nim dość mrocznie. Wokół dyrektora pojawiło się kilka mniejszych postaci, chowających się za jego plecami.
 — Jednak to nie on ostatecznie pokonał Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. W Noc Duchów, tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku napadł na rodzinę Potterów, mieszkających w Dolinie Godryka. James'a i Lily zamordował, ale ich syn Harry... Przeżył. Przeżył zaledwie z blizną na czole, a Czarny Pan zginął. Wielu teologów magii próbowała to wytłumaczyć, ale żaden nie był w stanie. Po prostu tak się zdarzyło. Czarny Pan zniknął z powierzchni ziemi a Harry Potter stał się postacią wręcz mityczną, którego historia okrzyknęła Chłopcem, Który Przeżył — mroczne postaci i Albus Dumbledore znikli. Przed kobietami zawisła srebrzysta postać małego dziecka. Clara wpatrywała się urzeczona w nauczycielkę. Przez dłuższą chwilę towarzysza im cisza, przerywana tylko cichym stukotem deszczu o okno. Wtem obie usłyszały głośny krzyk:
— Żadnych czarów w biblio... Och, to ty, Tino — przed nimi pojawiła się postać pani Pince. Profesor Goldberg machnęła różdżką, sprawiając, że srebrzyste smugi znikły.
— Spokojnie, Irmo. Nikt tu nie chce łamać twoich zasad — odparła, uśmiechając się do niej pocieszająco. — Musiałaś mieć bardzo trudny dzień, prawda?
Bibliotekarka uśmiechnęła się a był to dość dziwny widok. Właściwie to, w co ułożyły się jej usta, trudno było nazwać uśmiechem. Bardziej grymasem, który miał go przypominać. Wyglądało to tak, jakby pani Pince nie robiła tego od bardzo dawna i już zapomniała, jak powinno to wyglądać.
— Żebyś wiedziała, moja droga — westchnęła. — Człowiek cały dzień pracuje, aby te książki wyglądały idealnie, zaklina je, dba o nie... A tu przychodzi taki... uczeń... ubłocony, ze swoim uśmieszkiem na twarzy i, wyobraź sobie, jeszcze się kłóci! Ja nie wiem, jak ty skupiasz ich uwagę na sobie, bez odejmowania im punktów!
— Mam swoje sposoby — odparła nauczycielka, delikatnie zaciskając palce na różdżce. — Posłuchaj, Irmo. Nie sądzisz, że najwyższy czas zamknąć bibliotekę? Może chciałabyś wstąpić do mojego gabinetu, napić się herbaty? — dodała z uśmiechem. Bibliotekarka pokiwała głową.
— Tak, chyba masz rację — powiedziała. — Za kwadrans powinnam u ciebie być.
I poszła. Gdy znikła już w głębi biblioteki, profesor Goldberg zwróciła się do Clary:
— Ty też już powinnaś iść. Cisza nocna już dawno się zaczęła, a pan Adair lub panna Ratio na pewno nie chcieliby ci dać za to szlabanu. Przekaż proszę to samo panom Weasleyom. Myślę, że wystarczy im złapanie jednego szlabanu na dzień, prawda?
— Dobrze — odparła dziewczynka, kiwając głową. — Dobranoc, pani profesor. I dziękuję.
— Dobranoc, panno Pond. I nie ma za co. Pomoc uczniom to mój obowiązek — powiedziała kobieta, uśmiechając się ciepło.
Clara szybko poszła do wyjścia biblioteki, gdzie już czekali na nią bliźniacy. Oboje mieli trochę markotne miny.
— Nienawidzę tej baby... — mruknął Fred, łypiąc spode łba na panią Pince. — Dwadzieścia punktów nam odjęła, rozumiesz? Za odrobinę błota! Dwadzieścia punktów!
— Och, współczuję — mruknęła trochę nieobecnie Clara. — A ja się natknęłam na Goldberg. W sumie wyjaśniła mi o co chodzi z Sami - Wiecie - Kim.
— Uff, kamień z serca — powiedział George. — Dobrze, że my nie musieliśmy ci tego wyjaśniać. A teraz wydaje mi się, że musimy, niestety, iść spać, bo Pat lub Fia nas przyłapią... A to się może nie skończyć nam dobrze...
— Skąd ten przypływ empatii? — zapytała zaintrygowana dziewczynka, kierując się w stronę obrazu profesora Fronsaca. Obaj chłopcy wzruszyli ramionami.
— Nieważne — odpowiedzieli. — Pilność w nauce.
— OK... I tak wam nie wierzę — odparła dziewczynka, przechodząc przez właz przejścia. — Co się w ogóle stało? W sensie pomiędzy wami...
— Nic — powiedzieli równocześnie. Clara wzruszyła ramionami.
— Jak nie chcecie, to nie mówcie. I tak się dowiem.
— W to akurat nie wątpimy. A teraz dobranoc, Arie.
— Dobranoc.
***
AVE, W KOŃCU MAM FERIE! Będę mogła ponadrabiać u innych, popisać, popoprawiać, przeczytać w końcu te 8. rozdziałów Frozenki... No żyć, nie umierać <3 Wreszcie, echh... ;-;
Dedyk dla Iduli <3
Sonia

3 komentarze:

  1. Jakoś nie mam weny na przejmujący a jednocześnie długi komentarz zawierający w swej treści sprawy ważne dla świata... Po prostu wszystko podsumuję :)
    Rozdział jest bardzo ciekawy, czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne opisanie tego wycinku historii czarodziejów przez Tinę. Zrobiła to tak, żeby nie przestraszyć Clar.
    Szkoda, że opuściła trening, ale to nic :D
    I co takiego bliźniacy ukrywają przed Clarą? Oberwie im się, jak to coś podejrzanego xD
    W ogóle lecisz jak burza, już 9 rozdział, a ledwo co się 1 pojawił ^^

    NMBZT

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem!
    Chyba trochę spóźniona, ale jestem. Niestety mi ferie skończyły się 2 tygodnie temu, więc mam dużo nauki teraz. No i czasu na kom też niewiele... bo w sumie całe przedpołudnie robiłam inne rzeczy... wgl to dzisiaj widziałam kawałek filmu Harry Potter! Tam było coś ze Harry spotkał jakąś dziewczynę ducha i ona mu powiedziała gdzie jest jakaś korona co on musi ją zniszczyć. I potem uciekał w bibliotece na miotle z tą Hermione i Ronem bo był taki ognisty smok. I była wielka wojna z Voldemortem który nie ma nosa :P
    W każdym razie strasznie mnie ciekawi, co też knują bliźniacy. No i fajna ta nauczycielka Goldberg :)
    NMBZT, pozdrawiam polski, biologię, angielski i matmę i fizykę...

    OdpowiedzUsuń