piątek, 3 czerwca 2016

3. Zakupy na Pokątnej

 
 Kiedy wyszli z Gringotta na zalaną słońcem ulicę Pokątną, odezwał się pan Pond:
- Nie sądzę, aby rozsądne było, abyśmy wszyscy chodzili do tych samych miejsc, aby zakupić potrzebne rzeczy. Proponuję się rozdzielić.
 McGonagall z uznaniem pokiwała głową.
- Dobry pomysł, panie Pond. Ja pójdę po ingrediencje do eliksirów, panna Pond po szaty i książki, a państwo po zakup pozostałych rzeczy, prócz różdżki. Spotkamy się tutaj, pod bankiem, za jakąś godzinę.
 Wszyscy się na to zgodzili. Pan Pond rozdzielił mniej więcej po równo pieniądze i każdy poszedł w inną stronę. Clara, trochę skołowana barwnością Pokątnej, nie wiedziała dokąd właściwie ma się udać. Toteż stanęła na ulicy, bezradnie rozglądając się wokół siebie.
- W czymś ci pomóc, kochanie? - usłyszała kobiecy głos. Natychmiast się odwróciła.
 Przed nią stała niższa, dość korpulentna kobieta. Rude włosy miała rozwichrzone, a z jej jasnobrązowych oczu biło wręcz matczyne ciepło. Uśmiechała się przyjaźnie do Clary.
- Jeśli pani by mogła, proszę pani- powiedziała nieśmiało dziewczynka. - Czy wie pani, gdzie mogłabym zakupić szaty i książki?
- Do Hogwartu, tak, kochanie? - zapytała kobieta, wciąż ciepło się uśmiechając. - Jeśli chodzi o szaty idź prosto, a natrafisz na sklep madame Malkin. A księgarnię znajdziesz nieopodal lodziarni. Nazywa się "Esy i Floresy". Trafisz sama, czy mam pójść z tobą?
- Dam sobie radę. Bardzo pani dziękuje za pomoc - odparła wesoło Clara, automatycznie dygając przed czarownicą. Wtem obie usłyszały jak z drugiego końca ulicy ktoś krzyczy "mamo". Obie obróciły się w tamtym kierunku.
 Stało tam sześć osób. Pięciu na sześciu z nich było chłopcami, wszyscy o płomiennorudych włosach i, w przeważającej większości,  niebieskich oczach, choć dwóch chłopców, wyglądających na bliźnięta oraz wysoki chłopak, mieli brązowe tęczówki.
- Już idę! - odkrzyknęła czarownica i poszła w tamta stronę.
 Clara przez chwilę stała i się im przyglądała. Gdy zobaczyła, że kobieta wskazuje w jej stronę natychmiast się zarumieniła. Zauważyła, że chłopcy, wyglądający na bliźniaków pomachali do niej, więc nieśmiało odwzajemniła gest i poszła we wskazaną przez ich matkę stronę.
 Nie wędrowała długo. Prawie natychmiast dojrzała wspomniany przez kobietę sklep. Wiszący nad nim szyld w kolorze fioletowym głosił: MADAME MALKIN - SZATY NA WSZYSTKIE OKAZJE. Popchnęła drzwi. Dzwoneczek przy nich zabrzmiał, wywabiając zza lady przysadzistą, uśmiechniętą czarownicę ubraną na fiołkowo-różowo. Clara stwierdziła, że to musi być właścicielka sklepu.
- Hogwart, tak, kochanie? - powiedziała, zanim brunetka zdołała otworzyć usta. - Ostatnio wiele z was mnie odwiedza... Ale w końcu lipiec, co się dziwić, wszyscy chcą być przygotowani do szkoły...
 Poprowadziła ją w głąb sklepu. Kazała dziewczynce wejść na stołek, włożyła jej przez głowę czarną szatę i zaczęła zaznaczać szpilkami właściwą długość, cały czas paplając. Clara poprzez grzeczność udawała, że jej słucha, ale myślami była gdzie indziej.
 Hogwart... Właściwie jak wygląda ta szkoła? Jest normalnym budynkiem z internatem obok, czy może ogromnym zamczyskiem, pilnowanym przez smoki? A jak może wyglądać nauka? Wiedziała już, że istnieją takie przedmioty jak transmutacja i eliksiry, ale z pewnością to nie są jedyne przedmioty. Przecież tyle książek musiała kupić...
 No właśnie... Czy inni będą od razu wiedzieli co i jak się robi? Czy ci uczniowie, którzy od początku wiedzieli, że są czarodziejami uczyli się w domu? Ale czego? Patrząc na listę książek mogła tylko się domyślać jak będą nazywać się kolejne lekcje...
 Tak się zatopiła we własnych myślach, że ledwo do niej dotarł głos madame Malkin.
- Gotowe, skarbie.
 Zeszła pospiesznie ze stołka. Wzięła paczkę ze swoimi szatami od kobiety, zapłaciła i zaczęła szukać księgarni. Na jej szczęście nie była daleko. Prawie natychmiast zobaczyła szyld z wielkim, ozdobnym napisem "Esy i Floresy". Śmiało przekroczyła jej próg.
 Wnętrze było bardzo przyjemne dla oka, szczególnie dla takiego mola książkowego jak Clara. Wzdłuż ścian poustawiane były półki sięgające aż po sufit. Na nich stały księgi oprawione w skórę, wielkie jak płyty chodnikowe, maleńkie, oprawione w jedwab, rozmiarów znaczków pocztowych, książki pełne przedziwnych symboli, a nawet były takie, w których nic nie było. Clara stała przy półkach uważnie je oglądając, zupełnie zapominając, że miała coś kupić.
 Wtem od strony drzwi zabrzmiał kolejny dzwoneczek. Zaciekawiona dziewczynka spojrzała w tamtą stronę. Do księgarni weszły dwie osoby - kobieta i dziewczynka. Sądząc po jasnych włosach i nieco bledszej skórze brunetka uznała, że muszą to być matka z córką.
- Jenna, idź rozejrzeć się, ja wszystko kupię-zwróciła się matka do dziewczynki. Ta spokojnie skinęła głową i ruszyła w kierunku półek, mijając po drodze Clarę, która w tej chwili trzymała w ręku jakiś opasły wolumin.
- Co czytasz? - usłyszała głos nieznajomej tuż przy uchu.
- Em...- zająknęła się Clara, odwracając okładkę tak, aby mogła zobaczyć tytuł. - Dzieje współczesnej magii - odpowiedziała, odwracając się w kierunku dziewczyny. Zauważyła, że w odróżnieniu od matki ma ona zielone oczy.
- Ty też do Hogwartu? - zapytała lekko wyniosłym tonem głosu. Clara pokiwała głową. - Fajnie. Jesteś tu sama?
- W księgarni owszem. Rodzice poszli po kociołek, teleskop i wagę, a mnie wysłali po książki i szaty - odparła brunetka, uśmiechając się lekko. Dziewczynka odwzajemniła uśmiech, choć na jej wyniosłej twarzy wydawał się być nieco fałszywy.
- Jenna Ayers - powiedziała blondynka, wyciągając w jej kierunku dłoń. Dziewczynka lekko ją uścisnęła mówiąc:
- Clara Pond.
- Jak myślisz, do jakiego domu cie przydzielą? - zapytała Jenna, patrząc kątem oka czy jej matka nie wyszła już z księgarni. Na jej szczęście jeszcze stała, rozmawiając z księgarzem.
- Nie mam pojęcia - odparła spokojnie brunetka. W sumie naprawdę ciekawe jak przydzielają do tych domów... Zanotowała sobie w pamięci, aby zapytać sprzedawcę o jakieś książki o Hogwarcie.
- Ja bym chciała być w Slytherinie... Mówię ci, cała moja rodzina tam była,  okryłabym się hańbą, gdybym trafiła gdzie indziej... Chociażby do takiego Gryffindoru - Jenna aż się wzdrygnęła, wypowiadając tę nazwę. - Chociaż lepszy Gryffindor niż Hufflepuff... Wtedy to bym chyba rzuciła szkołę i przekonywała rodziców, aby mnie zapisali do Beauxbatons, a ty?
- Tak, masz rację - odparła nieprzytomnie Clara, odkładając "Dzieje współczesnej magii" na półkę i biorąc jakąś inną książkę. Naprawdę potrzebuję tej książki o Hogwarcie, pomyślała.
- A twoi rodzice są jednymi z nas prawda? Nie są mugolami? Bo wiesz, moim zdaniem nie powinni wpuszczać mugolaków do szkoły... Te dzieciaki brudnej krwi w ogóle nie wiedzą,że są czarodziejami dopóki nie dostaną listu lub nauczyciel ich nie odwiedzi, możesz to sobie wyobrazić? - mówiła Jenna z prawdziwym obrzydzeniem. Clara już otwierała usta, aby coś odpowiedzieć, kiedy usłyszały głos pani Ayers.
- Jenno, chodź. Wychodzimy.
- No to pa - rzuciła jeszcze Jenna.
- Do zobaczenia w Hogwarcie- odparła Clara, trochę szczęśliwa,że dziewczyna już poszła. W jej obecności czuła się naprawdę nieswojo. Jakiś szósty zmysł podpowiadał jej, że źle by z nią było, gdyby napomknęła, że właśnie dziś się dowiedziała, że jest czarownicą...
 Dziesięć minut później wyszła z księgarni. Oprócz książek z listy dźwigała jeszcze "Historię Hogwartu", poleconą jej przez księgarza. Naprawdę się cieszyła, że istnieje coś o jej przyszłej szkole. Od razu wiedziała, że nad nią przysiądzie, jak tylko wróci do domu.
 Gdy podeszła do banku Gringotta okazało się, że profesor McGonagall i jej rodzice już na nią czekali. Ku zaskoczeniu dziewczynki obok zakupów z listy, przy nodze jej taty stała klatka z ciemnobrązową sową uszatką.
- Co tak długo? - zapytała mama, uśmiechając się do niej.
- Trochę się zgubiłam - przyznała Clara. - Ale jakaś pani wskazała mi drogę. No i jestem.
- Doskonale - odezwała się profesor. - To pozostaje nam tylko wstąpić do Ollivndera. To jedyne miejsce w Anglii gdzie sprzedają różdżki. Proszę za mną.
 Poprowadziła ich w stronę bardziej zacisznej części ulicy. Sklep wyglądał trochę nędznie, szczególnie w porównaniu do księgarni, o banku Gringotta nie wspominając. Złuszczone złote litery nad drzwiami układały się w napis: OLLIVANDEROWIE: WYTWÓRCY NAJLEPSZYCH RÓŻDŻEK OD 382 R. PRZED NOWĄ ERĄ. Na zakurzonej wystawie leżała na wyblakłej, kiedyś zapewne purpurowej poduszce jedna, jedyna różdżka.
 Kiedy przekroczyli próg zabrzmiał dzwoneczek. Był to naprawdę maleńki sklep, zupełnie pusty, jeśli nie liczyć krzesła z wysokim oparciem i wąskich pudełek piętrzących się od podłogi do sufitu, jak półki w "Esach i Floresach".
- Dzień dobry - rozległ się cichy głos. Pondowie aż podskoczyli.
 Znikąd pojawił się staruszek o wielkich oczach, które w półmroku błyszczały jak księżyce.
- Dzień dobry - odpowiedziała cicho Clara, wysuwając się lekko do przodu.
- Witam, panie Ollivanderze - powiedziała profesor McGonagall. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło.
- Witaj, droga Minerwo. Jakże miło cie znów zobaczyć. Jodła, dziewięć i pół cala, włókno ze smoczego serca, prawda?
- Tak, dobrze pan pamięta - odparła profesor. - Przyszliśmy znaleźć różdżkę dla tej młodej damy - dodała, popychając Clarę lekko ręką. Dziewczynka uśmiechnęła się nieśmiało do starszego pana.
- Pani nazwisko? - zapytał Ollivander, mrużąc oczy i wyciągając srebrną taśmę.
- Clara Pond- odparła cicho dziewczynka, patrząc na rodziców. Oboje uśmiechnęli się do niej  zachęcająco.
- Która ręka ma moc, panno Pond?
- Eee... Jestem praworęczna - wyjąkała Clara.
- Proszę więc ją wyciągnąć. O, tak.
 Zmierzył jej rękę od ramienia do palca wskazującego, potem od nadgarstka do łokcia, a następnie odległość ramienia do podłogi, od kolana po pachy, a wreszcie obwód głowy.
- Każda różdżka od Ollivandera ma rdzeń z jakiejś potężnej substancji magicznej, panno Pond. Używamy włosów jednorożca, piór z ogonów feniksa i smoczych serc. Nie ma dwóch jednakowych różdżek, podobnie jak nie ma dwóch jednakowych jednorożców, smoków czy feniksów. No i nigdy nie odniesie się równie zadowalających rezultatów, używając różdżki innego czarodzieja.
 Clara z takim zafascynowaniem słuchała pana Ollivandera, że dopiero po chwili zorientowała się, iż taśma sama ja mierzy; straszy mężczyzna kręcił się przy pudełkach, zdejmując kilka z nich.
- Dość - powiedział, a magiczna taśma zwinęła się w kłębek i opadła. - No dobrze, panno Pond. Proszę spróbować tej. Włókno z smoczego serca, wiąz, dwanaście cali. Proszę nią machnąć.
 Brunetka wzięła różdżkę w dłoń. Uniosła ja na wysokości ramienia i już chciała nią machnąć, gdy lekkie drżenie dobiegło z jednego z pudełek. Zaskoczona zamarła, patrząc pytająco na pana Ollivandera.
 Ten podszedł do drżącego pudełka i wyjął z niej inną różdżkę, uważnie się jej przyglądając.
- Skoro tak... - mruknął bardziej do siebie niż do jego publiczności. - Bardzo proszę, panno Pond. Widocznie ta chce być użyta przez panią. Heban, włos z głowy jednorożca. Jedenaście i trzy czwarte cala. Nieco sztywna.
 Dziewczynka wzięła hebanową różdżkę. Gdy tylko dotknęła jej placami poczuła jakiś przyjemny dreszcz. Natychmiast machnęła nią ze świstem w dół. Z jej końca wystrzeliły niebieskawe iskierki. Profesor McGonagall z uznaniem pokiwała głową, a jej rodzice zaczęli klaskać. W trybie natychmiastowym kupili różdżkę, po czym spokojnie wyszli ze sklepu, żegnając się z panem Olivanderem.
 Gdy wyszli z Dziurawego Kotła czarownica rzekła:
- Proszę mi wybaczyć, ale muszę już was opuścić. Obowiązki związane ze szkołą mnie wzywają. Panno Pond, tu jest pani bilet do Hogwartu - to mówiąc, podała dziewczynce kopertę. - Pierwszy września, stacja King's Cross. Godzina odjazdu i peron są napisane na bilecie. W każdym razie... Do widzenia państwu. Mam nadzieję, ze wkrótce się spotkamy w Hogwarcie, panno Pond.
- Do widzenia - pożegnała się dziewczynka i uśmiechnęła się.
 Czuła, że to początek naprawdę wielkiej przygody.
***
Jezuuuuu rozpływam się XDD Ukrop taki z nieba się leje, że nie da wytrzymać, ech... Mam nadzieję, że rozdział się spodobał ^^ Zrobił wprowadzenie do kanonu itp, więc jest OK, a niedługo wyjeżdżamy wszyscy razem do Hogwartu wiii ^^ 
Dedyk dla Pysoiwatej <3
Do zobaczenia w następny pt ^^
Sonia

9 komentarzy:

  1. Sonia SONIAAAAAAA!!! Nie rozpływaj się!!! U mnie jest 28°c. Ale chce więcej takich tych. No, rozdziałów. Jako że tu nie ma Heńka to postaram się o coś dłuższego. A to serio wyzwanie, bo moje komy ostatnio wychodzą jakoś dziwnie krótkie. Więc ja osobiście coś czuję, że ta cała Jenna będzie prześladować Clarę. W końcu ona jest krunkonką. Fuj, te różdżki są obrzydliwe. Jak można trzymać serce smoka? Bleeee... czekam aż ona będzie strasza. Wtedy będzie ciekawe. I poważnie? Oni muszą się ubierać w sutannę księdza? No spoko... ta ruda jest dziwna. To ona ma 6 dzieci czy jak? Nie wiem... nieważne.
    Jednak nie będzie Zbytnio długo. Jakoś mi nie idzie xD wracam ma dwór. Paa!
    NMBZT!

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też krótko!! Rozdział najlepszy!!😂😃😃 Super!!! Jadę po babcie więc słabe Wi-Fi. Przed chwilą skomentowalamna SW u cb Sonia. Ja lece
    Papa
    NMBZT

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że naprawdę niezłe :D Podoba mi się twoja dbałość o szczegóły w opisach. Coś przeczuwam, że panna Pond wyląduje w Gryffindorze (chodź ja jestem za Slytherinem :D)
    1."po czym spokojnie wyszli ze sklepy, żegnając się z panem Olivanderem." - wyszli ze sklepu.
    2. Zwracałabym uwagę, czy myślniki od zdania oddzielają dwie spacje czy w ogóle, bo w innym przypadku-wygląda to - chaotycznie ;)
    Pozdrawiam i również zapraszam na opowiadanie c:
    www.lukanukaadv.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się,że Ci się podoba ^^ Jeśli chodzi o myślniki - nigdy nie wiem jak jest dobrze,także wezmę Twoje spostrzeżenie pod uwagę ^^

      Usuń
  4. Cześć! Dziękuję za dedykację!
    Wczoraj (dzisiaj ok. drugiej w nocy) nawet dałam radę przeczytać pierwszy rozdział i wreszcie wzięłam się za resztę.
    Czemu mam wrażenie, że to wszystko idzie tak łatwo? xD McGonagall przyszła sobie do nich i ot co. c: Ale poza tym wszystko jest okay ^^ Szkoda tylko, że Clara jest taka młoda, bo wiesz... dzieci to jednak dzieci, mam nadzieję, że sobie jednak poradzisz z tym wyzwaniem. c:
    Pakupki zrobione, ale czy dobrze przeczytałam, że ktoś powiedział, iż jest lipiec? W takim razie jeszcze kawał czasu zanim pójdzie do tego Hogwartu. ;< Nadgonisz to jakoś, co? xD
    Więcej rozmów na gg, proszę, o wiele więcej. ^^
    Właśnie wpadłam na pewien pomysł dotyczący mojego bloga (w planach), o którym Ci wspominałam. :) Jupiii! *-*
    Wspominałam, że mnie inspirujesz?
    Pozdrawiam! ;*;*;*

    OdpowiedzUsuń
  5. EvilRay ma rację. Ostatnio moja Czytelniczka zwróciła mi uwagę na pauzy, minusy i dywizy i podesłała mi link: http://fontnieczcionka.pl/trzy-znaki-czyli-dywiz-polpauza-i-pauza
    Warto zajrzeć!
    Poza tym zwróć też uwagę na pisanie przecinków. Prawidłowo: ...poszła, więc...
    Nieprawidłowo: ...poszła,więc... albo ...poszła ,więc...
    Ogólnie rozdział jest okey! Idę dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. GENIALNE *.* Więcej proszę takich tekstów xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Będąc tobą, pewnie połączyłabym ten rozdział z poprzednim, bo mówią niemal o tym samym, no i tutaj coś faktycznie się zadziało.
    Dlaczego państwo Pond są tacy spokojni?! Dlaczego rozdzielają się jak gdyby nigdy nic, jakby co tydzień jeździli na zakupy do magicznej dzielnicy i kupowali sowy jako zwierzątko domowe?!
    Ale czytam dalej, bo widzę potencjał w twoim stylu!

    OdpowiedzUsuń