piątek, 5 sierpnia 2016

11. Quiddtich


 
Nastał listopad i na dworze zaczęło robić się coraz zimniej. Góry wokół szkoły pobielały, a jezioro lśniło jak stalowa tafla. Rano trawniki pokrywała szadź a witrażowe, wąskie okna szron.
 Wraz z nadejściem listopada rozpoczął się sezon quiddticha, o czym uprzejmie poinformował Clarę Fred. Brunetka naprawdę bardzo się ucieszyła, słysząc to od niego. Od dawna marzyła, aby zobaczyć, jak gra wygląda w praktyce, bo Quiddtich przez wieki, mimo że świetnie obrazował jej zasady i historię, nie wspominał nic o emocjach towarzyszących rozgrywkom. No, może  pomijając liczne wzmianki ze starych wydań "Proroka Codziennego", gdzie podczas wprowadzonych zmian, ludzie obrzucali przedstawiciela Ministerstwa Magii koszami.
 Nadchodzący mecz więc był dla Clary życiem, stawiała go nawet ponad naukę. Na jej szczęścia nie spowodowało to jakiś gorszych ocen. Patrick i Fiona chętnie udzielali pomocy jej i Laurel w odrobieniu prac domowych, mimo iż sami w tym roku mieli zdawać SUMy (Standardowe Umiejętności Magiczne). Uważali, że pomoc dziewczynkom jest świetnym sposobem na powtórkę materiału z klasy pierwszej, więc ich oceny utrzymywały poziom.
 Od Nocy Duchów i pamiętnej sprzeczki pomiędzy Patrickiem a Derrikiem, on i Fiona byli dla siebie jakoś przesadnie mili. Może i nie używali zdrobnień czy czegoś w tym stylu, ale atmosfera między nimi była pełna fałszu i słodyczy. Nie raz i nie dwa Clara i Laurel chciały zabrać swoje książki, aby im nie przeszkadzać, ale za każdym razem prefekci sadzali je na miejscu, mówiąc, że jeszcze przecież brakuje im dwóch czy trzech cali do skończenia eseju z takiego czy innego przedmiotu.
 Raz, kiedy pod wymówką wyszukania jakiejś frazy w książce, Clara oddaliła się znacznie od prefektów, niemal od razu wpadła na Cedrika, niechcący wytrącając mu książki z rąk.
- Och, przepraszam! - wykrzyknęła, klękając, aby pomoc mu je pozbierać. Puchon tylko się uśmiechnął.
- Naprawdę nic się nie stało - rzekł, klepiąc ją lekko po ramieniu. Dziewczynka pokręciła głową, wzdychając.
- Weźmy zbierajmy je trochę wolniej - mruknęła, jakby w zwolnionym tempie sięgając po jedno z tomisk, który był tylko o kilka cali dalej od niej. Cedrik spojrzał na nią zdumiony.
- Dlaczego? Coś nie tak?
 Brunetka ponownie westchnęła, przegarniając nerwowo włosy do tyłu.
- Powiedzmy, że atmosfera między Fioną a Patrickiem jest mało sprzyjająca odrabianiu prac domowych - powiedziała, zaciskając dłoń w pięść. - Naprawdę nie wiem, o co może chodzić, ale od Nocy Duchów są dla siebie przesadnie mili... Ja wiem, że Patrick nieco przesadził wieczorem, ale to nie jego wina no i...
 Urwała, czując rękę na swojej własnej. Uniosła głowę, napotykając jego ciepłe, szare oczy. Z lekkim opóźnieniem zauważyła, że się uśmiecha, co automatycznie i u niej wywołało uśmiech, choć może nieco bledszy niż zazwyczaj.
- Nie martw się tym tak - powiedział, nie spuszczając wzorku z niej. - Załatwią to jakoś między sobą, w końcu jedno drugiemu wybaczy.
- Obyś miał rację - mruknęła smętnie Clara, odwracając głowę i przypatrując się prefektom. W tym momencie Patrick spojrzał w jej kierunku.
- Clara? Co tak długo? - powiedział. Dziewczynka natychmiast wstała.
- Po prostu nie mogę jej znaleźć - odparła. - Ale poradzę sobie, naprawdę, zaraz ją przyniosę - dodała szybko, widząc jak Patrick już wstaje. Nie chciała, aby zobaczył Cedrika, który z niewiadomych przyczyn działał na niego jak płachta na byka.
- Niech ci będzie - westchnął brunet, opadając z powrotem ciężko na krzesło. 
 Uspokojona jedenastolatka odwróciła się w kierunku Puchona.
- Widzisz? - jęknęła cicho. - I tak już od tygodnia! Albo on albo Fiona są jakoś nazbyt opiekuńczy w stosunku do mnie i Laurel! Nawet bliźniaków próbują przyhamować!
 Cedrik uśmiechnął się. Jakieś filuterne iskierki zatańczyły mu w oczach.
- Jak już mówiłem, to minie - odparł. 
 W tym momencie z głębi biblioteki ktoś zaczął wołać go po imieniu. Chłopak natychmiast odwrócił głowę w tamtą stronę. Mimo że brunetka nie widziała wyrazu jego twarzy, mogła przysiąc, iż wywrócił oczami.
- Muszę lecieć - powiedział, odwracając się na powrót w jej kierunku.
- A... no... OK - mruknęła Clara. Na widok jej zawodu szatyn się uśmiechnął.
- Ale spokojnie, pewnie znowu na mnie wpadniesz - powiedział, a dziewczynka zaśmiała się. - Idziesz na mecz w sobotę?
- Oczywiście! Tyle czekam, aby wreszcie zobaczyć, jak wygląda mecz quiddticha na żywo! Nie przegapiłabym tego! - odparła Clara.
- W takim razie do zobaczenia w sobotę - powiedział raźno. Podszedł do niej, uściskał ją krótko i odszedł w głąb biblioteki. 
 Brunetka wpatrywała się nieco nieprzytomnie w dal za nim. W jej głowie kołatała tylko jedna myśl. ON ją właśnie PRZYTULIŁ! Co z tego, że krótko, zrobił to! Szybko wybrała byle którą książkę i udając, że ją skrzętnie wertuje, poszła w stronę Patricka, Fiony i Laurel. Do końca pisania eseju uśmiech nie schodził jej z ust.

 Rankiem w sobotę cała szkoła mówiła tylko o jednym - o meczu quiddticha. Szczególne podekscytowani byli Gryfoni i Ślizgoni, ponieważ to ich domy miały zagrać tego dnia. Jednak Puchoni z Krukonami też byli bardzo ciekawi wyników tego starcia; w końcu od niego zależało, kto z kim później zagra.
 Także przy stole Raveclawu trwała ożywiona dyskusja. Laurel i Fiona rozmawiały o szansach obu stron, za to Clara z Patrickiem o graczach poszczególnych drużyn.
 Osobiście brunetka, tak samo jak przeważająca część Krukonów, kibicowała Gryfonom. Oczywiście jednym z czynników takiego wyboru był fakt, że miała przyjaciół w tym domu. Poza tym starszy brat bliźniaków, Charlie, miał grać na pozycji szukającego.
- Mówię ci, ten Weasley to naprawdę dobry gracz. Nie zdziwiłbym się, gdyby pewnego dnia powtórzył zagranie Plumptona. No i poza tym ich obrońca, Wood, też dobrze sobie radzi. Mimo że na pierwszym swoim meczu od razu oberwał tłuczkiem w głowę, to się zrehabilitował w następnym - opowiadał jej żywo chłopak. Clara z uciechą kiwała głową. 
 Właśnie takiego Patricka wolała później pamiętać - radosnego, pomocnego chłopaka z głową na karku, a nie bezlitosnego, zimnego drania jakim się pokazał w Noc Duchów. Jednak w tym momencie w ich rozmowę wtrącił się trzeci głos.
- Tak, doprawdy Wood widowiskowo oberwał tym tłuczkiem w głowę. O ile dobrze pamiętam już w pierwszej minucie, tak Patuś?
 Clara spojrzała w górę. Nad nimi pochylał się oczywiście Forrester z zawadiackim uśmiechem na ustach. Patrick lekko zacisnął dłoń w pięść. Atmosfera obniżyła się o jakieś dziesięć stopni, a powietrze wokół nich jakby zgęstniało. Fiona natychmiast przerwała swoją rozmowę z Laurel, rzucając brunetowi ostrzegawcze spojrzenie.
- Tak, masz rację, Forrester - odparł niebezpiecznie spokojnym tonem głosu chłopak.
- Po nazwisku to po pysku, Adair - warknął w odpowiedzi blondyn. Brunet odwrócił w jego kierunku głowę, uśmiechając się przekornie.
- To czemu do mnie się zwróciłeś po nazwisku, Forrester? Zapomniałeś już smaku piany w ustach? - odparł. Przez twarz blondyna przemknął cień strachu. Jednak po chwili się opanował.
- Cóż, nie trzeba mi przypominać - odparł tym samym spokojnym tonem głosu co Patrick.
- W takim wypadku ja nie mam tu nic do roboty - stwierdził na pozór pogodnie prefekt, wstając. - Idziemy? - dodał, zwracając się do dziewczyn. Wszystkie trzy również wstały. - Do zobaczenia na meczu, Forrester.
- Cóż, mógłbym się z tobą założyć, Adair, że dzisiejszy mecz może być bombowy - mruknął na odchodnym blondyn, szczerząc się nieprzyjemnie.
***
 O jedenastej na stadionie zebrała się chyba cała szkoła. Wiele osób miało przy sobie lornetki aby lepiej widzieć co się dzieje na boisku, mimo ławek umieszczonych bardzo wysoko.
 Clara, Laurel, Fiona i Patrick wybrali jedną z najwyższych ławek, aby mieć dobry widok. Obie jedenastolatki niemal skakały w miejscu z podekscytowania. Żaden z towarzyszących im prefektów jakoś nie miał serca ich uspokajać. Zbyt przyjemnie się patrzyło, jak z niecierpliwością czekały na rozpoczęcie.
 Po chwili, która dla obu dziewczynek wydawała się wiecznością, zawodnicy wyszli z dwóch przeciwnych stron boiska z szatni. Drużyna Gryfonów grała w szkarłatnych szatach, a Ślizgonów w szmaragdowych. 
 Brunetka bez trudu domyśliła się, który z zawodników to Charlie Weasley. Był niski, choć odrobinę wyższy od bliźniaków, i krępy. Poza tym Clara zauważyła charakterystyczne dla jego rodziny piegi i nieco przydługie, rude włosy. Na piersi coś mu błyszczało; dziewczynka domyślała się, że mogła to być odznaka kapitana drużyny.
 Obie drużyny stanęły na samym środku boiska po obu stronach pani Hooch, która pełniła funkcję sędziego. Trzymając miotłę w ręku powiedziała coś do obu kapitanów, spoglądając głównie na tego Ślizgonów. Po tym Charlie i Ślizgon uścisnęli sobie dłonie, a potem dosiedli mioteł. Po chwili rozległ się gwizdek i zawodnicy poderwali się do góry.
- ...Anna Duke natychmiast przejmuje kafla... cóż za gracja, taka piękna dziewczyna...
- JORDAN!
- Przepraszam, pani profesor.
 Przyjaciel bliźniaków, Lee Jordan, próbował swoich sił w komentowaniu meczu. Jego popisy, z tego co zauważyła brunetka, kontrolowała profesor McGonagall i, sądząc po jej minie, chyba nieco żałowała tej decyzji.
- Świetnie prowadzenie, przerzuca teraz kafel do Victorii Upstar... z powrotem do Duke i... och nie, nurkuj Anno, to tłuczek... AJ! Nie wyminęła, Gryfoni stracili kafla, przy piłce Ślizgoni... Kapitan Ślizgonów, Veron Pure, leci w kierunku bramek... jest coraz bliżej... no niech których z pałkarzy mu w końcu przywali tym tłuczkiem! Em... to był żart pani profesor, tylko żart... rzuca.. TAK! Wood obronił!
 Clara i Laurel natychmiast podskoczyły z radości, oklaskując Wooda wraz z resztą szkoły, prócz Ślizgonów, którzy zaczęli głośno buczeć. Ku swojemu zdziwieniu dziewczynka usłyszała, że jęki rozległy się również w jej loży. Zaskoczona spojrzała w dół. Wywróciła oczami, widząc, że prowodyrem był Derrik. Naprawdę, on i Jenna powinni się kiedyś poznać, pomyślała, ale w tym momencie jej myśli zajął inny fakt.
- GOL DLA GRYFONÓW! - krzyknął Lee. 
 Buczenie Ślizgonów zostało niemal zagłuszone radosnymi okrzykami innych domów. Forrester, dla upustu złości, wyrzucił zaciśniętą pięść w powietrze. Kątem oka Clara zauważyła, że Patrick uśmiecha się kpiąco, oklaskując kolejny gol Gryfonów.
- Dobrze, piłka ponownie po stronie Ślizgonów... Leci Pure, a za nim dzielnie Duke, nie spuszcza go z oka... I zamachuje się...  Wood ponownie obrania... TO BYŁ JAWNY FAUL!
 Cała szkoła wydala z siebie okrzyk czystego wzburzenia. Jeden z tłuczków pomknął prosto w stronę obrońcy, który nie zauważył go, będąc zajętym oddawaniem Victorii kafla. Metalowa piłka trafiła go prosto w brzuch, zwalając go niemal z miotły.
- O MÓJ MERLINIE! - wykrzyknęła Laurel, wychylając się z loży, obserwując uważnie Wooda. - Nic mu nie będzie prawda?! - wykrzyknęła z paniką w oczach. Fiona delikatnie pociągnęła ją na siedzenie.
- Nie, nic mu nie jest - odparła, klepiąc ją po ramieniu. - Nie dostał aż tak mocno, choć wyglądało to dość groźnie...
- Dobrze... po tym oczywistym, odrażającym oszustwie...
- Jordan! - warknęła profesor McGonagall.
- To jest... po tym jawnym, oburzającym faulu...
- Jordan ostrzegam cię...
- No już dobrze, pani profesor, nie trzeba mi odbierać megafonu... Pałkarz Ślizgonów, Terry Hopikns, nieprzepisowo wprowadził tłuczka w pole karne obrońcy, gdy kafla tam nie było, omal nie zabijając Wooda, co oczywiście, może się zdarzyć każdemu, także rzut wolny dla Gryfonów... Wybija Upstar, bez kłopotów, kafel wciąż w posiadaniu Gryfonów... a nie wróć, Jeremy Switch, ścigający Ślizgonów zabrał jej kafel... broń Wood, broń! O niee...
 Ślizgoni ryknęli z radości. Patrick cicho zaklął, ale Fiona tym razem nie chciała mu zwrócić uwagi, bo sama była wściekła, czego nie można było powiedzieć o Derriku.
 Dalej było już tylko gorzej. Obrońca Gryfonów, być może osłabiony przez trafienie w brzuch, nie zdołał obronić jeszcze pięciu bramek. Clara zacisnęła jedną rękę w pięść, a drugą skrzyżowała palce, modląc się, aby Gryfoni wygrali. Nie zniosłaby tryumfującego uśmieszku Derrika i Jenny oraz zawiedzionych min bliźniaków...
 Lee tez miał problemy z zachowaniem spokoju.
- Także po kolejnych startach punktów, prowadzą Ślizgoni... e... sami widzicie ile i... Och teraz przy kaflu Duke... podaje do Upstar, a Upstar, do Evanline Fox... Zaraz, zaraz, czy to nie był znicz?!
 Po widowni przeszedł pomruk, a obrońca Ślizgonów, Miles Bletchley, sam powiódł wzorkiem, szukając złotej piłeczki, co wykorzystała Fox, przerzucając kafel przez obręcz, tym samym zdobywając trzeci gol dla Gryfonów.
- To oszustwo! Specjalnie to zrobił! - pieklił się na dole Derrik, tak jak reszta Ślizgonów. Jednak pani Hooch i profesor McGonagall nie uznały tego za nagięcie zasad, w szczególności, ze Charlie Weasley i szukający Ślizgonów, Terence Higgs również drgnęli, uważnie wypatrując złotej piłeczki.
 Następnie Gryfoni wbili Ślizgonom jeszcze cztery gole, wyrównując wynik. Po piątym nieobronionym przez Bletchley'a golu Forrester poderwał się z ławki i wyszedł z  loży.
- Co on kombinuje...? - mruknął Patrick tak cicho, że tylko siedząca obok niego Clara go usłyszała.
- Och daj spokój, pewnie się wkurzył, że Ślizgoni przegrywają i sobie poszedł - odparła, ale nie przekonała prefekta.
 Irlandczyk wstał i ruszył za blondynem. Brunetka wzruszyła ramionami w odpowiedzi na pytające spojrzenie Fiony i z powrotem skupiła się na grze.
 Obie drużyny szły łeb w łeb, sprawiając, że podniecenie na widowni rosło z każdą sekundą. Nagle, gdy obaj szukający w tym samym momencie zobaczyli znicz, rozległ się huk. Przestraszone dziewczyny natychmiast odwrócił głowy w kierunku, z którego doszedł ich dźwięk, jednak nic nie zauważyły. Laurel z Clara wymieniły spojrzenia.
 Natychmiast przecisnęły się przez Krukonów, zmierzając w tę samą stronę co wcześniej Patrick. Kierowały się mniej więcej w dół, idąc niezauważone wzdłuż boiska. Wtedy to zobaczyły.
 W obłoku czarnego dymu stał Patrick z Derrikiem. Obaj mieli osmalone włosy, a prefektowi nawet przekrzywiły się okulary. Nad nimi stał Snape, widocznie wymyślając i jednemu, i drugiemu.
 Dziewczynki podeszły bliżej.
- I co wy sobie myślicie, zakłócać mecz w takiej chwili...
- Ale panie profesorze...
- Cicho, Adair. Stałeś przy nim w chwili wybuchu, czyli byłeś w to zamieszany...
- Próbowałem go powstrzymać, panie profesorze...
- Nie ma nikogo, kto mógłby to potwierdzić...
 Dalsze słowa Snape'a zagłuszył głośny ryk Gryfonów, Puchonów i Krukonów. Charlie Weasley lądował na boisku, trzymając triumfująco wyrywającego się znicza w ręku. Dziewczynki zaklaskały, nie spuszczając jednak wzroku ze Snape'a, który nadal mówił coś do chłopaków, a wnioskując z ich min, nie było to nic miłego.
 Kiedy uczniowie zaczęli tłumnie opuszczać boisko, a gwar trochę opadł, obie usłyszały głos nauczyciela eliksirów.
- Reasumując, skoro ustaliliśmy, że obaj jesteście za to odpowiedzialni... - Patrick mruknął coś cicho pod nosem. - Ravenclaw traci czterdzieści punktów, a was dwóch widzę na szlabanie we wtorek, o ósmej wieczorem, w skrzydle szpitalnym, bo ostatnio nocniki tam nie są myte tak często, jak powinny. I powinniście wiedzieć, że profesor Flitwick dowie się o waszym karygodnym zachowaniu.
 I odszedł, łopocąc połami czarnej szaty, mijając zmartwiałe Clarę i Laurel. Kiedy tylko nauczyciel oddalił się na tyle, że niemal zniknął im z oczu, Patrick zwrócił rozwścieczony wzrok w kierunku Derrika.
- Coś ty sobie myślał?! - wybuchnął, zaciskając ręce w pięści. - Teraz jestem zmuszony siedzieć z tobą w ten cholerny wtorek...
- Myślisz, że mi to odpowiada? - warknął Forrester, wyłamując sobie palce. - Nie mam najmniejszej ochoty siedzieć z kimś o krwi tak nijakiej jak twoja... Matka czarownica, ale twój stary to jakiś szlamowaty...
 Patrick nie dał mu dokończyć zdania. Jego pieść wylądowała mu na twarzy. Coś chrupnęło, ale dziewczynki nie były pewne, czy to była żuchwa Forrestera, czy pięść Patricka, bo żaden z nich nie okazał bólu.
 Derrik rzucił się wściekły na Irlandczyka. Dopiero wtedy Clarę i Laurel coś ruszyło, bo podbiegły do nich, krzycząc:
- Przestańcie! Narobicie tylko sobie jeszcze więcej kłopotów!
 Ale oni za bardzo zatracili się w bójce, aby zwracać na nie uwagę. W takim wypadku jedenastolatki zaczęły przerażone rozglądać się za jakąś pomocą. Wtem ich wzrok padł na szatnię Gryfonów, z której właśnie wychodziło dwóch chłopców.
- POMOCY! - krzyknęły tak głośnio, że obaj Gryfoni się odwrócili.
 Widząc, co się dzieje podbiegli. Clara zobaczyła, że byli to Charlie i obrońca, Wood. Obaj natychmiast rzucili się w wir walki, próbując rozdzielić Krukonów.
- Clara! - krzyknął Charlie. Dziewczynka, nieco zaskoczona, że siedemnastolatek zna jej imię, poskoczyła. - Leć po Fionę! Migiem!
 Brunetka pokiwała głową i natychmiast pobiegła w stronę trybun, rozpaczliwie poszukując wzrokiem Fiony. Jednak znajomej postaci dziewczyny nigdzie nie było widać. Przerażona i zrezygnowana odwróciła się, wpadając na kogoś.
- Przepraszam... - wymamrotała, niepewnie podnosząc wzrok do góry.
 Ku własnemu zdziwieniu zobaczyła, że wpadła na chłopaka bardzo podobnego do bliźniaków. Przez moment mu się przypatrywała, mając wrażenie, że gdzieś go już widziała. Na widok rogowych okularów przypomniała sobie - był z rodzicami na Pokątnej.
- Percy? Widziałeś może krukońskiego perfekta, dziewczynę, o, mniej więcej tego wzrostu z ciemnymi, kręconymi włosami? - zapytała, odgrzebując w pamięci jego imię.
 Chłopak spojrzał na nią zaskoczony.
- Clara, tak? Przyjaciółka Freda i George'a? - zapytał, poprawiając okulary. - Kierowała się w stronę zamku, rozmawiając z jakimś Puchonem o brązowych włosach...
- O! Dziękuję! Dziękuję! - krzyknęła na odchodnym, biegnąc w stronę zamku.
 Niemal natychmiast wyhaczyła wzrokiem Fionę rozmawiającą z, o zgrozo, Cedrikiem.
- Fiona! Cedrik! - krzyknęła, dobiegając do nich zadyszana.
- Clara? Co się stało? - odparła przestraszona Fiona, kładąc jej dłoń na ramieniu.
- Chodź... ze... mną... na... na boisko - wydyszała, biorąc ją za rękę.
- Po co? Co się stało? - zapytała coraz bardziej zdenerwowana Krukonka, ale dała się pociągnąć. Za nimi pognał Cedrik.
 Kiedy dotarły wreszcie na boisko, Charlie stał pomiędzy dwoma chłopakami, trzymając różdżkę dokładnie między nimi. I Patrick, i Derrik wyglądali okropnie. Brunet miał pęknięte okulary, a z rozciętej wargi kapała mu krew. Blondyn za to miał podbite oko i głęboką ranę na policzku. Wood za to klęczał przy Laurel, która płakała.
- CO TU SIĘ DZIEJE!? - wydarła się Fiona. Patrick zerknął na nią.
- Nic takiego, Fia - odparł, powracając wzorkiem w stronę Derrika. - Po prostu mała bójka z Forresterem, nic szczególnego.
- Co ty w ogóle odwalasz?! - piekliła się dalej dziewczyna. - A, Charlie... Możesz cofnąć Zaklęcie Tarczy, w mojej obecności się nie pobiją...
- Jesteś tego pewna? - zapytał chłopak, patrząc na obu Krukonów. - Bo i tak trudno było ich powstrzymać, Laurel niechcący też dostała...
- A właśnie, propo... Laurel, tak? - zapytał Wood, wstając. Clara z zaskoczeniem zauważyła, że mówi on ze szkockim akcentem. Kiedy siedział wyglądał na niższego, ale gdy wstał od razu "wyrósł". Był szeroki w barach, i jak na trzynastolatka, dość wysoki. Jego czekoladowe oczy z niepokojem spoglądały na Laurel, a prawa ręka powędrowała do brązowych włosów, mierzwiąc je nerwowo. - Powinienem chyba ją zabrać do skrzydła szpitalnego, bo to rozcięcie nie wygląda najlepiej... i narzeka na tę nogę...
- Przywaliliście jeszcze Laurel?! Gdzie wyście mieli oczy?! W ogóle po co?! Dlaczego?! - krzyczała piętnastolatka.
 Ani jeden ani drugi nie odpowiedzieli. Clara instynktownie przysunęła się do Cedrika, przyglądając się tej smutnej scenie. O co w ogóle chodzi? Dlaczego Forrester tak bardzo nienawidził Patricka i to z wzajemnością?
 Zapadła cisza, przerywana tylko szlochami Laurel. Charlie w końcu cofnął zaklęcie. Przez chwilę Patrick i Derrik mierzyli się wzrokiem, po czym blondyn prychnął, odwrócił się i ruszył w stronę zamku, nie omieszkując przy tym dać z bara prefektowi, ale ten nawet nie drgnął.
- Coś ty sobie myślał?! - darła się Fiona, zaciskając ręce w pięści. - Ty, który zawsze brzydziłeś się przemocą, wolałeś rozmawiać, pokojowo załatwiać problemy... Patrick, co się z tobą stało?
 Nadal cisza. Wzrok Clary chodził od  Patricka do Fiony, czując jak łzy zbierają jej się w oczach. Patrick, pomyślała, co się z tobą dzieje?
- Po prostu postanowiłem, że nie dam sobą więcej pomiatać - odparł chłopak tak cicho, że prawie go nie usłyszeli. - Nie dam mu powodu do kpin, ani ze mnie, ani z mojego ojca, ani tym bardziej z ciebie! Mam dość ponad czterech lat udręki z nim, rozumiesz?!
 Fiona wpatrywała się w niego z niedowierzaniem w oczach.
- Patrick... ja...
- Nie wiedziałaś, prawda? - syknął prefekt, zanosząc się zimnym śmiechem. Clara aż zadrżała. Co w niego wstąpiło? - Ten dureń gotów jest ZABIĆ mugolaka, wszystko przez te jego chore poglądy! Nie mam pojęcia, co on robi w Ravenclawie! Z takimi poglądami powinien być w Slytherinie!
- Patrick... Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie powinieneś się zniżać do jego poziomu - powiedział cicho Charlie. - Sam zobacz, co ty robisz... Przerażasz nie tylko nas, ale i Clarę, i Laurel.
 Dopiero teraz Patrick zobaczył obie dziewczynki. Clara, która w tym momencie sobie uświadomiła, że Cedrik opiekuńczo otacza ją ramieniem, spojrzała mu w oczy. Kątem oka zobaczyła, że Laurel, przy pomocy Wooda, wstaje.
- Przecież nie musisz sobie z tym radzić sam, Patty - powiedziała Fiona, tym razem już bez cienia złości w głosie, a raczej z nutką rozpaczy czy nawet prośby. - Daj sobie pomóc, błagam cię...
 Prefekt spojrzał na całą zebraną wokół niego szóstkę osób, jakby zobaczył ich pierwszy raz w życiu. Clara zauważyła, że oczy zaczęły mu się szklić. Opuścił głowę, wpatrując się w ziemię. Cały się trząsł.
- Ta... chyba... Chyba macie rację - mruknął. Fiona pobiegła do niego i mocno go przytuliła. Chłopak, nieco zaskoczony, poklepał ją niezdarnie po plecach.
- Stłukły ci się okulary - mruknęła, zdejmując mu je i wyjmując różdżkę. Jej końcem stuknęła w oprawki, mówiąc Oculus reparo. Stłuczone szkiełka natychmiast się scaliły. - Proszę - powiedziała cicho, nie patrząc na niego.
- Em... Może my powinniśmy pójść? - wyszeptał Cedrik. Clara niepewnie kiwnęła głową, patrząc czy Laurel też się zgadza. Po krótkim skinięciu ze strony blondynki powiedziała, równie cicho:
- OK.
- Dasz radę chodzić? - zapytał Wood Laurel.
- Oczywiście - odparła blondynka, próbując zrobić krok, ale niemal natychmiast syknęła z bólu.
- Lepiej nie kłamać, szczególnie, jeśli chodzi o zdrowie - odparł Wood, schylając się i biorąc ją na ręce. Laurel zaczerwieniła się, ale nic nie powiedziała. I tak, wraz z Charlie'm poszli w stronę zamku, zostawiając Fionę i Patricka samych.
***
Mhm... No cóż, nie jest źle. W sumie to mój jak dotąd ulubiony rozdział... W ogóle znacie to uczucie kiedy w planach jesteście daleeeeko, ale jakoś nie możecie napisać sensownego rozdziału? Bo w sumie ja tak mam... Mój zeszycik z rozplanowaniem fabuły stanął w miejscu na początku wydarzeń z HpiKP a jakoś nmg się zmusić do napisania rozdziału który się pojawi za miesiąc.... Ach, życie... Aaaaanywaaaay... Dedyk... Właśnie, dedyk hm... A jak raz bez dedyku, taka szalona jestem XD
Sonia

5 komentarzy:

  1. Rano trawniki pokrywała szadź,(bez przecinka) a witrażowe, wąskie okna szron.
    Wraz z nadejściem listopada rozpoczął się sezon na (bez tego „na”) quiddticha, o czym uprzejmie poinformował Clarę Fred.
    Od dawna marzyła, aby zobaczyć(,) jak gra wygląda w praktyce, bo Quiddtich przez wieki mimo,(przecinek nie tutaj, tylko przed mimo) że świetnie obrazował jej zasady i historię, nie wspominał nic o emocjach towarzyszących rozgrywkom. No, może pomijając liczne wzmianki ze starych wydań "Proroka Codziennego", gdzie podczas wprowadzonych zmian(,) ludzie obrzucali przedstawiciela Ministerstwa Magii koszami.
    Raz, kiedy pod wymówką wyszukania jakiejś frazy w książce, Clara oddaliła się znacznie od prefektów(,) niemal od razu wpadła na Cedrika, niechcący wytrącając mu książki z rąk.
    - Obyś miał rację - mruknęła smutno (smętnie) Clara, odwracając głowę i przypatrując się prefektom.
    Nie chciała(,) aby zobaczył Cedrika, który z niewiadomych przyczyn działał na niego jak płachta na byka.
    Mimo że brunetka nie widziała wyrazu jego twarzy, mogła przysiąc, iź (iż – literówka) wywrócił oczami.
    - Oczywiście! Tyle czekam, aby wreszcie zobaczyć(,) jak wygląda mecz quiddticha na żywo!
    Podszedł do niej, uściskał ją krótko i odszedł wgłąb (W GŁĄB) biblioteki.
    ON ją własnie (właśnie – literówka) PRZYTULIŁ!
    Szybko wybrała byle którą książkę i udając, że ją skrzętnie wertuje(,) poszła w stronę Patricka, Fiony i Laurel.
    Szczególne podekscytowani BYLI Gryfoni i Ślizgoni, ponieważ to ich domy miały zagrać tego dnia. Jednak Puchoni z Krukonami też BYLI bardzo ciekawi wyników tego starcia;
    Mimo, (bez przecinka) że na pierwszym swoim meczu od razu oberwał tłuczkiem w głowę, to się zrehabilitował w następnym - opowiadał jej żywo chłopak.
    Clara z uciechą (uśmiechą?) kiwała głową.
    Patrick lekko zacisnął dłoń w pięść. Atmosfera obniżyła się o jakieś dziesięć stopni(,) a powietrze wokół nich jakby zgęstniało.
    - Cóż, mógłbym się z tobą założyć, Adair, że dzisiejszy mecz może być bombowy - mruknął na odchodnym blondyn(,) szczerząc się nieprzyjemnie.
    Wiele osób miało przy sobie lornetki, aby lepiej widzieć(,) co się dzieje na boisku, mimo ławek, (bez przecinka) umieszczonych bardzo wysoko.
    Trzymając miotłę w reku (ręku – literówka)(,) powiedziała coś do obu KOPITANÓW, spoglądając głównie na KAPITANA Ślizgonów.
    Jego popisy, z tego co zauważyła brunetka, kontrolowała profesor McGonagall i(,) sądząc po jej minie, chyba nieco żałowała tej decyzji.
    Buczenie Ślizgonów zostało niemal zagłuszone (kim, czym? Radosnymi okrzykami – bez wśród) wśród radosnych okrzyków innych domów. Derrik(,) dla upustu złości(,) wyrzucił zaciśniętą pięść w powietrze.
    - O MÓJ MERLINIE! - wykrzyknęła Laurel, wychylając się z loży, obserwując uważnie Wooda(.) - Nic mu nie będzie prawda?! - wykrzyknęła z paniką w oczach.
    - No już,(przecinek nie tu tylko po dobrze) dobrze pani profesor, nie trzeba mi odbierać megafonu...
    a nie wróć, Adrian Puccey, ścigający Ślizgonów(,) zabrał jej kafel... broń Wood, broń! O niee,,,(…)
    Obrońca Gryfonów(,) być może osłabiony przez trafienie w brzuch, nie zdołał obronić jeszcze pięciu bramek.
    Nie zniosłaby tryumfującego uśmieszku Deriika (Derrika – literówka) i Jenny oraz zawiedzionych min bliźniaków...
    Zaraz(,) zaraz, czy to nie był znicz?!
    wzorkiem, szukając złotej piłeczki, co wykorzystała Fox(,) przerzucając kafel przez obręcz, tym samym zdobywając trzeci gol dla Gryfonów.
    Po piątym nie obronionym (nieobronionym) przez Bletchley'a gola (golu – literówka) Derrik poderwał się z ławki i wyszedł z loży.
    Natychmiast przecisnęły się przez Krukonów(,) IDĄC w tę samą stronę co wcześniej Patrick. Kierowały się mniej więcej w dół, IDĄC niezauważone wzdłuż boiska.
    Obaj MIELI osmalone włosy, a prefekt MIAŁ nawet przekrzywione okulary.
    Coś chrupnęło, ale dziewczynki nie były pewne, czy to była żuchwa Derrika(,) czy pieść Patricka, bo żaden z nich jakoś (bez tego jakoś brzmiałoby lepiej) nie okazał bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widząc(,) co się dzieje podbiegli.
      - A właśnie, propo... Laurel(,) tak? - zapytał Wood, wstając. Clara z zaskoczeniem zauważyła, że mówi on (bez on lepiej by brzmiało)ze szkockim akcentem. Kiedy siedział(,) wyglądał na niższego, ale gdy wstał od razu "wyrósł". Był szeroki w barach i(,) jak na trzynastolatka(,) dość wysoki.
      Ani jeden ani drugi nie odpowiedzieli (nie odpowiedział).
      Charlie w końcu cofnął zaklęcie. Przez chwilę Patrick i Derrik mierzyli się wzrokiem, po czym blondyn prychnął, odwrócił się i ruszył w stronę zamku, nie nieomieszkając (omieszkując) przy tym dać z bara prefektowi, ale ten nawet nie drgnął.
      Nie mam pojęcia(,) co on robi w Ravenclawie!
      Kątem oka zobaczyła, że Laurel, przy pomocy Wooda(,) wstaje.
      - Lepiej nie kłamać, szczególnie(,) jeśli chodzi o zdrowie - odparł Wood, schylając się i biorąc ją na ręce.
      Rozdział rzeczywiście bardzo fajny. Sporo się dzieje, jest też wyjaśniona minitajemnica zachowania Patricka. Podoba mi się postać Wooda. Bardzo ładnie go wykreowałaś. Trochę brakuje mi bliźniaków, ale akurat w tym rozdziale raczej nie było dla nich miejsca. Masz trochę powtórzeń i literówek, no i przecinki.
      Tak, też mam tak, że myślę już o połowie historii, a nie chce mi się napisać następnego rozdziału.
      Pozdrawiam!
      E.M.S.

      Usuń
  2. Nie chcę mi się czytać tego, co wytkbęła Tobie E.M S, ale znalazłam mały błąd, który prócz literówek zwrócił moją uwagę.
    " O niee,,," - tutaj chyba powinny być kropeczki xDDD
    Ogólnie to dopiero dzisiaj rozdział przeczytałam, dzięki twoim przypomnieniu xdd
    Rozdział długo strasznie, ale czysto się go szybko, szczególnie przy opisie meczu i bójki.
    Czystokrwiści są serio wkurzający. Derrik szczególnie. Gościu nie ma w sobie chyba nic pozytywnego :/
    Ale Patrick też genialny... Żeby nie widzieć Lauren...

    Czekam na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A kto tu przybył? Ja ;)
    Ja jeszcze tu jestem, czytam. Co prawda nie do końca rozumiem zasad gry w to coś w co oni tam grali, ale wiem że rozdziały są bardzo ciekawie. Tych ludzi jest tam tyle że też się gubię XD
    Clara ma 11 lat i już się zakochała... szybka jest tyle powiem ;)))
    Cóż ja mogę dodać? Chyba nie umiem pisać komentarzy na temat... :/
    NMBZT :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dziwię się, że to twój ulubiony rozdział, bo mój też - zaczyna się dziać, yeah! Ciekawa jestem, dokąd doprowadzi konflikt chłopaków i co jest jego przyczyną. I quidditch! Więcej quidditcha!

    OdpowiedzUsuń