sobota, 17 września 2016

16. Mapa Huncwotów

 Następnego dnia największą trudność sprawiło im wstanie z łóżek. Clara i Laurel z jękiem zwlokły się z nich, narzekając po drodze na absurdalny pomysł rozmowy o wydarzeniach z nocy do drugiej nad ranem.
- A wy co takie śpiące? - zapytała z uśmiechem Fiona. - Przecież wcześnie położyłyście się spać...
 Clara westchnęła, opierając głowę na dłoniach, nieprzytomnie mieszając owsiankę. Prawda była taka, że nawet po nocnych rozmowach z Laurel ona sama długo nie mogła zasnąć. Za oknem zaczynało świtać kiedy udało jej się w końcu odpłynąć w objęcia Morfeusza, także spała jakieś trzy godziny, najwyżej cztery.
 Bardzo chciała opowiedzieć Fionie o przygodzie w Zakazanym Lesie. Wiedziała, że piętnastolatka raczej ich nie okrzyczy, w końcu nie była tak restrykcyjna jak Patrick, ale wolała nie ryzykować. Poza tym wątpiła czy dziewczyna może wiedzieć co widziała w Zakazanym Lesie.
 Właśnie ta tajemnicza kreatura zajmowała większą część myśli Clary podczas nocnego czuwania. Nienawidziła czegoś nie wiedzieć. Za każdym razem kiedy spotykała się z czymś, co przerastało jej umiejętności robiła to tak długo aż jej wyszło. Ale to było coś innego. Trudno było się dowiedzieć czegoś o zwierzęciu, które widziała tylko ona. Chociaż... Czy na pewno? Może powinna pójść do biblioteki i to sprawdzić?
 Prychnęła. Tak oczywiście, to byłaby szalenie miła rozmowa. Od razu sobie wyobraziła przebieg takiej konwersacji. "Dzień dobry pani Pince czy w bibliotece nie ma żadnych książek na temat niewidzialnych końskich zwierząt, których nie widzi nikt oprócz mnie?". Nauczycielka zapewne odesłałaby ją do stu diabłów albo do pani Pomfrey a ta do jakiegoś szpitala psychiatrycznego dla czarodziejów... W ogóle czy w magicznym świecie są wariatkowa? Jęknęła osuwając twarz po rękach i składając głowę na stół.
- Cara? Dobrze się czujesz? - zapytał z troską Patrick, kładąc jej dłoń na ramieniu. Dziewczynka uniosła wzrok, przywołując na twarz uśmiech.
- Wszystko w porządku - odparła. - Naprawdę.
 Ale chłopak nie wyglądał na przekonanego. Uniósł sceptycznie brwi, przyglądając się z uwagą jedenastolatce.
- Nie sądzę - odparł w końcu. - Uwierz mi, wiem jak to jest coś ukrywać. Potrafię rozpoznać kiedy ktoś mnie okłamuje. Mów.
 Clara przeniosła spojrzenie na Laurel. Jej oczy mówiły same za siebie. "Błagam pomocy". Na szczęście przyjaciółka, pomimo bycia "śniętą" w lot zrozumiała o co chodzi brunetce. Uniosła łyżkę i niby przypadkiem smagnęła nią w górę. Jednego nie obliczyła. Sztuciec przeleciał wraz z zawartością na stół Ślizgonów trafiając prosto w twarz... Jennę.
 Blondynka rozejrzała się uważnie szukając winnego. Widząc szyderczo uśmiechającą się Laurel chwyciła najbliższy owoc, rzucając nim prosto w Krukonkę. Ta jednak zdążyła się uchylić a jedzenie trafiło w kompletnie skonfundowaną Clarę. Wściekła brunetka chwyciła banana i rzuciła go w kierunku Ayers, ale ta  zdążyła tym razem się uchylić i owoc trafił w twarz dziewczynę za nią.
- BITWA NA JEDZENIE! - usłyszały z tyłu głosy bliźniaków.
  Na okrzyk Weasley'ów zareagowali wszyscy. W jednej chwili po całym pomieszczeniu zaczęły latać przeróżne artykuły spożywcze. Naturalnie najwięcej zamieszania robili wokół siebie Gryfoni i Ślizgoni. Oba te domy obrzucały się jedzeniem z taką zaciętością jakby to była sprawa życia lub śmierci. Mimo to Puchoni i Krukoni nie pozostawali im dłużni, choć nie ograniczyli się tylko do swoich domów.
 W pewnym momencie garstka leguminy trafiła prosto w twarz profesor McGonagall. Cała sala nagle zamarła, wpatrując się z niepokojem na nauczycielkę. Pani profesor z kamiennym wyrazem twarzy zmyła z twarzy papkę i... Ku zdumieniu wszystkich chwyciła oliwkę i rzuciła nią prosto w cicho chichocącego Dumbledore'a.
 Cała szkoła odetchnęła z ulgą i znów rzuciła się w wir zabawy. Clara, nieco już rozbudzona, ze śmiechem obrzucała stół Gryfonów, celując głównie w bliźniaków. Chłopcy oczywiście oddawali jej, uchylając się jednocześnie przed pociskami nadchodzącymi ze wszystkich stron. Odwróciła głowę chcąc coś krzyknąć do Laurel, gdy zobaczyła jak Wood, uchylając się przed jedzeniem, przemyka się do ich stołu i porywa blondynkę w górę.
- HEJ! - krzyknęły obie jedenastolatki, a Clara dodatkowo chwyciła przyjaciółkę za rękę.
- Wybacz, ale potrzebuję zakładnika! - odparł chłopak ze śmiechem. -  W swojego może nie będziecie walić!
 To mówiąc w miarę delikatnie wyrwał dłoń Laurel i tryumfalnie wrócił do swojego stolika z dziewczynką na plecach. Reszta szkoły szybko podłapała jego pomysł i w jednej chwili podział na domy przestał istnieć. Clara, nie wiadomo kiedy, znalazła się na pograniczu stołów Gryfonów i Puchonów z Fredem po jednej i Cedrikiem po drugiej stronie.
 Być może bitwa ta trwałaby cały dzień gdyby w końcu Dumbledore nie poczuł się w roli dyrektora tejże placówki. Wystrzelił z różdżki parę rakiet aby uciszyć salę i rzekł:
- No już, dobrze, dobrze. Jak wszyscy wiemy śmiech to zdrowie, ale już dawno czas na lekcje. No, zmykajcie!
 Uczniowie jęknęli z niechęcią, ale powoli zaczęli wychodzić z Wielkiej Sali, kierując się w różne części zamku na lekcje.
 Clara również wstała. Fred i George jeszcze się ociągali, rozmawiając z oboma braćmi. Dziewczynka uśmiechnęła się pod nosem widząc jak za nimi Laurel mówi coś do Wooda, wyraźnie coś z nim pertraktując. Stwierdziła, że raczej nie zamierza im przeszkadzać. Odwróciła więc głowę w stronę wyjścia, napotykając szare oczy Cedrika. Automatycznie uśmiechnęła się.
- Jesteś ciągle w owsiance, Ced - powiedziała unosząc dłoń i stając na palcach, aby wyjąć mu resztki jedzenia z włosów.
- Dzięki - odparł z uśmiechem. - Poza tym ty też. Na policzku.
 To mówiąc uniósł dłoń, wycierając jej z twarzy paciaję. Już miał odsunąć rękę, kiedy wyczuł coś, co na pewno nie powstało od jedzenia.
- Co ci się tu stało? - zapytał, pochylając się nad jej policzkiem. Clara zamarła.
- Gdzie? - zapytała, zgrywając głupią. Dotknęła palcami zadrapania. - Tu? Aaa... Długa, nudna historia, naprawdę... - i zaczęła paplać jak bardzo jest to nieważna sprawa. Urwała dopiero wtedy, gdy uniosła wzrok i zobaczyła jak Puchon stoi przed nią z założonymi rękami i sceptycznie uniesioną brwią.
- Im bardziej się tłumaczysz, tym mocniej utrzymujesz mnie w przekonaniu, że jednak jest to coś ciekawego. No mów, przecież wiesz, że nie pójdę z tym od razu do nauczycieli.
 Clara westchnęła. Dobra, jego się nie da oszukać. Tylko na przyszłość musi pamiętać aby ukrywać takie rzeczy... Może się nauczy zaklęcia kamuflującego? Coś takiego powinno raczej pomóc...
- No dobra... Ale musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz - powiedziała brunetka, bardzo poważnym tonem. Na ustach Puchona zaigrał jakiś ironiczny uśmieszek, ale wyprostował się i zasalutował.
- Oczywiście, proszę pani.
 Clara wywróciła oczami.
- No dobra... Byłam dzisiaj w nocy w Zakazanym Lesie. Nie sama.
- Zgaduję, że z Laurel. I z tymi twoimi przyjaciółmi... Jak oni mieli? Forge i Gred?
- Fred i George - poprawiła go automatycznie dziewczynka. - Tak z nimi. Coś nas po drodze rozdzieliło. No a potem spotkałam elfa... I centaury...
- Co dokładnie was rozdzieliło? - zapytał zaciekawiony chłopak. - Bo nie wierzę aby elf mógł ci zrobić taką szramę na policzku. A centaury z zasady nie atakują uczniów. Więc to musiało być to "coś".
- W sumie... Sama nie wiem... - odparła, opuszczając wzrok i znajdując jakiś szalenie ciekawy szczegół na swoim bucie. - Chodzi o to, że...
- Och, Pond! Nie wiedziałam, że masz chłopaka! - usłyszała gdzieś obok piskliwy głos Jenny. Natychmiast odwróciła głowę. Ślizgonka szła właśnie w jej kierunku pod rękę ze swoją przyjaciółeczką. O ile Clara dobrze pamiętała z Ceremonii Przydziału nazywała się Lila Ansie.
- Jakiś problem, Ayers? - zapytała brunetka, przesłodzonym tonem głosu. - Oczywiście oprócz mojego istnienia.
- A i owszem. Wielka szkoda aby taki przystojny chłopak jak ty, mój drogi, marnował się przy takiej szl...
- Dokończ to słowo a przekonasz się czy marnuję się tak jak sądzisz panno... - odparł Ced przesadnie uprzejmym tonem głosu.
- Ayers. Jenna Darcey Ayers - odparła Ślizgonka z fałszywym uśmiechem na ustach. - W każdym bądź razie, jeśli ci się znudzi ta... mugolaczka jeśli wolisz, choć ja lubię nazywać rzeczy po imieniu... To zwróć się do mnie.
- Dziękuję za propozycję, ale raczej nie skorzystam - odparł zimno Puchon.
- Zobaczymy - mruknęła na odchodnym dziewczynka. -Lila, idziemy.
 Clara i Cedrik odprowadzili je wzrokiem. Z ust Krukonki wymknął się warkot.
- Jak ja jej nienawidzę - mruknęła bardziej do siebie niż do chłopaka. Ten pokiwał lekko głową.
- No ale cóż poradzisz? Kwintesencja Slytherinu i tyle - odparł spokojnie. W tym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcje. - W każdym bądź razie... Pa, Clari - powiedział, przytulając ją krótko i sobie idąc.
 Jak zawsze w takich momentach brunetce zajęło chwilę otrząśnięcie się z szoku po przytuleniu. Dopiero po paru minutach zorientowała się, że ma przecież lekcje i pognała w kierunku sali  od obrony przed czarną magią. Skorzystała z tego, że profesor Bowman jak zwykle nic nie widzi i cicho zajęła miejsce obok Laurel.
- O czym rozmawiałaś z Woodem? - wyszeptała. Przyjaciółka uśmiechnęła się z rozmarzeniem.
- Ustalaliśmy warunki mojego wypuszczenia - odparła blondynka, tłumiąc chichot. - Finalnie stanęło na tym, że muszę go przytulać za każdym razem gdy go zobaczę - odparła. Clara zaśmiała się cicho.
- Och nie, jak ty to zrobisz, przecież to jest taaakie trudne dla ciebie - powiedziała sarkastycznie. Laurel tylko wywróciła oczami.
 W tym momencie jakiś Gryfon popukał brunetkę w ramię.
- Pssst. Kartka do ciebie - powiedział, podając jej kawałek pergaminu. Clara nawet nie musiała się zastanawiać od kogo mogła być. Podziękowała szeptem i rozwinęła rulonik w taki sposób, aby również Laurel mogła zobaczyć co tam jest napisane. Po lekcjach? Na siódmym piętrze? F. i G.
 Obie spojrzały na siebie, uśmiechając się. Clara odszukała wzrokiem Freda i George'a. Gdy upewniła się, że oboje na nią patrzą skinęła głową. Obaj chłopcy unieśli kciuki do góry, szczerząc zęby. Krukonka z zadowoleniem oparła się o krzesło.
***
 Tego dnia dla Clary koniec lekcji nadszedł bardzo szybko. Przyjemnie było patrzeć jak uczniowie powoli ogarniają się po porannej bitwie na jedzenie. Właściwie każdy wyglądał tego dnia na szczęśliwego. Oczywiście oprócz profesora Snape'a. Po szkole natychmiast rozbiegła się plotka o tym, że podczas bitwy mistrz eliksirów dostawał jedzeniem najwięcej razy ze wszystkich nauczycieli. Poza tym podobno podczas niej Snape obrywał nie tylko artykułami spożywczymi, ale ktoś rzucił w niego również łajnobombą. Osobiście Clara miała swój typ kto mógł go tym rzucić. A nawet dwa typy. Rude w gwoli ścisłości.
 Jeszcze milej było patrzeć jak Laurel praktycznie na każdej przerwie przytulała Wooda. Samego chłopaka to raczej śmieszyło, ale Clara miała swoją teorię co do tego warunku. Nie miała pojęcia jak, ale sądziła, że Laurel w jakiś sposób nauczyła się środowego planu obrońcy Gryfonów na pamięć. I tu blondynka raczej nie miałaby jak się wytłumaczyć. Tego dnia często schodziła ze swojej drogi niby "przypadkiem" znajdując się pod klasą gdzie trzecioklasiści mieli lekcję. Ale Clara wyjątkowo darowała sobie przytyki na ten temat. Skoro Laurel nie mówiła nic na temat jej porannej rozmowy z Cedrikiem to ona nic nie powie o tym niecodziennym zachowaniu.
 Teraz wraz z przyjaciółką wspinały się po schodach na siódme piętro. Musiały przyznać, że poruszanie się po nich wychodziło im coraz lepiej. W ostatnich tygodniach tylko raz nastąpiły na znikający stopień. No i udało im się zapamiętać przedziwny układ przesuwania się schodów.
 Wreszcie dotarły na górę. Bliźniacy już na nie czekali. George trzymał w ręku tajemniczy pergamin.
- To co? Gotowe? - zapytał Fred z uśmiechem. Obie pokiwały głową.
- Tylko tak... Na środku korytarza? - zapytała Clara, rozglądając się niepewnie. - Prefekci mogą mieć niedługo patrol...
- Spokojnie, pomyśleliśmy o tym - odparł Fred z uśmiechem. - W trakcie naszych szlabanów, przypomnieliśmy sobie o przejściach obrazowych o których nam mówił Patrick. Przypadkiem odkryliśmy dwa. Jeden za obrazem Tymoteusza Nieśmiałego, wiecie tego portretu przy zielarstwie... Paranoik, mówię wam... Hasło to "płonące skórki", prowadzi na korytarz na piątym piętrze. Ale spokojnie, nie musimy iść tak daleko - powiedział szybko, widząc zniesmaczoną minę Laurel. - Bo odkryliśmy przejście jeszcze na tym piętrze. Tego no... Astronoma... Jak on miał?
- Uranus Bonner. Ten Francuz - odparł Clara.
- Właśnie. No to na korytarzu jego przejścia będziemy się rozwodzili nad tym kawałkiem papieru - powiedział George. - Chodźcie za mną miłe panie.
 Dziewczynki zaśmiały się i ruszyły za bliźniakami wgłąb korytarza. Minęli tylko jeden zakręt i znaleźli się przed obrazem mężczyzny o rudej, koziej bródce, brązowych oczach i czatnej tiarze czarodzieja nasadzonej na głowę.
- Hasło? - zapytał z wyraźnym, francuskim akcentem.
- Parszywy kundel - odparł Fred. Astronom pokiwał głową i odsunął się tak, aby czwórka Hogwartyczków mogła przeleźć mu przez ramy.
 Korytarz w którym się znajdowali był bardzo ciemny. Dopiero gdy zaświecili sobie różdżkami mogli zobaczyć, że był dość obszerny i wyglądał na całkiem nowy, nie to co reszta zamku. Był łukowato zbudowany i mimo, że szeroki to dość niski. Bliźniacy już dotykali głowami sklepienia. Z westchnieniem cała czwórka usiadła po przeciwnych stronach, opierając się plecami o ścianę.
- No to... Kto pierwszy? - zapytał Fred. Spojrzeli po sobie.
- Ja mogę - odparła Clara. - Na świętach była u mnie ciocia. Powiedziała mi, że jest taki stary, mugolski sposób na ukrycie atramentu. Kiedy mugole chcą ukryć to, co napiszą, używają tak zwanego atramentu sympatycznego.
- Sympatycznego? Czemu on jest taki sympatyczny? Uśmiecha się czy co? - zapytał zaskoczony Fred. Clara wywróciła oczami.
- To po prostu taka nazwa. I w sumie nawet nie jest do końca atramentem. Najczęściej sokiem z cytryny. Mugole maczają w nim pióro i piszą. Kiedy wyschnie nie widać go. Aby odczytać wiadomość trzeba ogrzać papier.
- Hm... Brzmi świetnie... Tylko jakoś nie ma tu kominka... - odparł George.
- Od czego są czary? - zapytała brunetka. Machnęła różdżką, wyczarowując mały płomień. - George, daj mi kartkę.
 Chłopak posłusznie podał jej pergamin. Dziewczynka zaczęła przejeżdżać nim nad płomieniem, ale nic się nie działo.
- OK, ten pomysł odpada. Kto dalej?
- Cóż... Wraz z George'm złożyliśmy się na ujawniacz - odparł Fred, wyjmując z kieszeni coś, co wyglądało jak zwykła gumka do ścierania ołówka. Tylko w odróżnieniu od tych zwykłych, ta była jaskrawoczerwona. Clara bez słowa podała im kartkę. Chłopcy zaczęli delikatnie trzeć, ale również to nie poskutkowało. - Laurel? Jakieś pomysły?
- Mam dwa zaklęcia - odparła spokojnie blondynka, pocierając lekko nadgarstek. - Tylko nie wiem od którego zacząć.
- Od tego, którego jesteś mniej pewna - odparła Clara, podświadomie już wiedząc jakich dokładnie zaklęć Laurel chce użyć. Krukonka zakasła rękawy, wyjmując różdżkę.
- Aperacjum - powiedziała, dotykając jej końcem pergaminu. Błysnęło... ale nic się nie pojawiło. Dziewczynka wzruszyła ramionami. - OK, zostało nam w takim wypadku jeszcze jedno - powiedziała.-  Zaklęcie Odkrywające Scarpina.
 Ponownie przyłożyła koniec różdżki do pergaminu i powiedziała:
- My, Laurel Alice Burton, Clara Rose Pond, Fred Weasley i George Weasley, uczniowie szkoły Hogwart, rozkazujemy ci ujawnić swoje tajemnice.
 W tym momencie zaczęło się dziać coś dziwnego. Na kartce papieru pojawiły się kolejno słowa, jakby pisane niewidoczną ręką.
Pan Rogacz przesyła pozdrowienia nadobnym damom i szlachetnym panom, sugerując panom Weasley'om przefarbowanie włosów na kolor bardziej przyjemny dla oka.
- Przepraszam bardzo, że co? - oburzył się George. Dziewczynki spojrzały po sobie, dusząc w środku śmiech. Wtedy pojawił się drugi wpis, napisany kompletnie innym charakterem pisma.
Pan Glizdogon dołącza się do pana Rogacza i pragnie wyrazić zdziwienie co tak piękne panie robią w towarzystwie pryszczatych młodzieńców.
- To są PIEGI nie pryszcze - wkurzył się Fred.
- Widocznie panowie mają na ten temat inne zdanie - odparła Clara, utrzymując kamienną twarz. Na pergaminie za to pojawiły się kolejne słowa.
Pan Łapa zastanawia się co panna Burton, dziewczyna z tak dobrego rodu, wyprawia, chowając się w przejściu z dwoma chłopakami.
 Laurel zrobiła się czerwona na twarzy.
- Robię co mi się żywnie podoba a tobie nic do tego! - warknęła. - I nie zapomnij kto trzyma przy tobie różdżkę ty zapyziała...
 Ale  pergamin nie zamierzał przestać. Zaraz po słowach pana Łapy pojawiły się kolejne.
Pan Lunatyk pragnie wyrazić ubolewanie nad tym, jaka bardzo musiał zubożeć dom szlachetnej Ravenclaw, skoro przyjęto do niego dziewczynę, która nie potrafi odróżnić rodzaju męskiego od żeńskiego. Jednocześnie pragnie zaznaczyć, że tylko jedna osoba w tym korytarzu rozumie zasadę "mowa jest srebrem a milczenie złotem".
- Lori... Spokojnie - powiedziała Clara, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki. - Przynajmniej już wiemy czym jest ta kartka. Papierem, które obraża każdego kto rzuci na nią zaklęcie,
Pan Rogacz w imieniu szlachetnych panów pragnie wyrazić najwyższe oburzenie, ze panna Pond ma takie niskie mniemanie o nas, Huncwotach.
- Panna Pond nazywa po postu rzeczy po imieniu - warknęła. - Poza tym czym innym szlachetni Huncwoci mogliby być? Obraziliście po kolei każdego z nas, także wniosek nasuwa się sam.
- Clar, daj spokój, to nie ma sensu - odparł Fred, którego twarz była bardziej czerwona niż jego włosy. - Może lepiej chodźmy stąd póki Filch nas nie nakryje... Mam dość szlabanów z nim. Choć nie powiem, że nie było warto...
Pan Łapa chciałby usłyszeć tę historię, zaznaczając, że każdy szlaban ma sens, jeśli było warto.
- No to słuchaj uważnie panie Łapo - odparł George, opierając się wygodniej o ścianę. - Zacznijmy od tego, że nasz kochany woźny to zupełne nie zabawowy człowiek... Zupełnie nie rozumiem dlaczego... W każdym bądź razie stwierdziliśmy, że na korytarzu zrobiło się strasznie nudno... I delikatnie mówiąc... trochę go pokolorowaliśmy... Ale oczywiście nasza przeurocza kotka skoczyła zaraz po Filcha. Do dziś żałuję, że na czwartym piętrze nie ma żadnych tajnych przejść.
 Przez chwilę kartka milczała. Później pojawił się napis.
Pan Glizdogon pragnie pogratulować panom Weasley'om wspaniałego pomysłu i wyraża ubolewanie nad tym, ze panowie nie znają wszystkich tajnych przejść Hogwartu.
- Trochę ciężko byłoby nam je odkryć skoro są tajne, nieprawdaż? - zapytała sceptycznie Clara. - Ale fakt, znanie takich przejść byłoby bardzo przydatne, szczególnie gdy człowiek się może spóźnić na lekcje...
Pan Lunatyk cieszy się, że szlachetne Krukonki wiedzą co to znaczy poświęcić się nauce, nadmieniając, że znajomość tajnych przejść bywa przydatna w każdej sytuacji.
- Tak, ale najpierw trzeba je poznać, nieprawdaż? Albo chociaż trafić na ich trop... A jak na razie mamy tylko przejścia obrazowe... - westchnęła Laurel, opierając policzek na dłoni.
 Tym razem pergamin milczał nieco dłużej niż byli oni przyzwyczajeni. W końcu pojawił się napis.
Pan Rogacz, w imieniu wszystkich Huncwotów pragnie ogłosić iż panowie Weasley'owie oraz panny Burton i Pond są godni dostąpienia zaszczytu używania Mapy Huncwotów. Życzymy miłej zabawy w uprzykrzaniu życia woźnemu i braku spóźnień na lekcje. Aby uaktywnić Mapę należy stuknąć różdżką i powiedzieć "uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego", a  żeby Mapa nie ukazała się oczom osób niepowołaniach na koniec użytkowania radzimy rzec "koniec psot".
 Bliźniacy, Clara i Laurel spojrzeli po sobie.
- Myślicie, ze można im zaufać? - zapytała niepewnie brunetka. - W końcu ich nie znamy..
- Oj, dawaj, Arie! Co najgorszego może się stać? - odparł George, wyciągając swoja różdżkę.
- Możemy wybuchnąć? - powiedziała Laurel nagle ze strachem przyglądając się domniemanej mapie.
- To zamknij oczy - odparł Fred
- To w żadnym wypadku nie pomoże mi gdy wybuchnę - odparła blondynka, zakładając ręce na piersi. - Poza tym...
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - przerwał jej George, stukając końcem różdżki w pergamin.
 Natychmiast na kartce zaczęły się pojawiać czarne linie, łączące się, krzyżujące, zbiegające w każdym z rogów, a potem na samym szczycie, wyskoczyły zielone, ozdobne litery układające się w słowa:
Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW
 Była to rzeczywiście mapa. Ukazywała ona wszystkie szczegóły Hogwartu i przylegających doń terenów szkolnych. Niektóre linie wychodziły poza nią, gdzie, jak domyślała się Clara, leżała wioska Hogsmeade.
 Jednak nie to najbardziej ich zaskoczyło. W prawie każdym pomieszczeniu znajdowały się ciemne kropeczki, opatrzone imionami i nazwiskami. Cała czwórka uczniów spojrzała po sobie.
- To. Jest. GENIALNE! - pisnęła Clara, zabierając George'owi mapę z rąk. - I spójrzcie! Te kropki się poruszają... Czyli możemy na spokojnie wyjść, sprawdzając, czy nie natkniemy się po drodze na Filcha, nauczycieli czy prefektów!
- Błogosławieństwo! - wykrzyknął uradowany Fred. - Matko moja, w życiu tej mapy nikomu nie oddam! Będę ją trzymał aż do końca mojej edukacji tu a potem moje dzieci ją będą mieć...
- Wstrzymaj konie, Alonso - powiedziała Laurel, delikatnie wyjmując mapę z rąk Cary. - Z tytułu, że wszyscy ją odkryliśmy to musimy się nią jakoś dzielić... W sensie, oczywiście, każdy będzie mógł z niej korzystać, ale to nie byłoby fair, gdybyście mieli ja wy non stop. 
- Proponuję losy - odparła Clara, wyjmując z głębin swojej torby dwa złamane pióra. Jedno było dłuższe od drugiego, ale jeśli by się je złapało pod odpowiednim kątem to wyglądały na równe. - Ta osoba która wyjmie dłuższe pióro będzie miała mapę w swoim dormitorium przez dwa tygodnie. I potem wymiana.
- Brzmi uczciwie - mruknęła Laurel, patrząc z ukosa na bliźniaków.
- Dawaj siostro - oparł George, zacierając ręce.
 Clara ukryła pióra w dłoni, wyciągając przed siebie pięść z nimi ogonkami do góry. Blondynka sięgnęła po jedno a rudzielec po drugie.
- Jest! - wykrzyknął chłopak, unosząc w górę dłuższe z nich. Dziewczynka pufnęła, ale zaraz się uspokoiła.
- Przynajmniej zaczniecie lepiej unikać Filcha - powiedziała z ironicznym uśmiechem na ustach. - A teraz łaskawie sprawdźcie czy się tu nie kręci, abyśmy z Clarą mogły bezpiecznie wrócić do dormitoriów.
- Nie ma sprawy - odparł Fred, przejmując mapę od Laurel. - Filch, Filch... On ma na imię Argus?! OK, teraz rozumiem, czemu jest tak wredny... Jest na siódmym piętrze... Ale przejdziecie w głąb korytarza i traficie na sam dół Wielkich Schodów... Chwila! Zaczekajcie! - krzyknął, widząc, że obie dziewczynki już wstawały. - W pokoju wspólnym Ravenclawu nadal siedzi Patrick... Z Fioną...
- Co oni tam robią o tej porze? Jest druga w nocy! - jęknęła Clara. - Prędzej tu zasnę niż oni się stamtąd zmyją!
- Spokojnie... Już idą... - odparł George, zaglądając bratu przez ramie. - Dobra, droga wolna. Widzimy się rano! Dobranoc!
- Dobranoc - odparły obie idąc w głąb przejścia.
***
Dzieeeeeeeeeń dobry!! 
Tak, miał być wczoraj, ale trudno jest dzisiaj XD Trudno...
Dedyk dla Idy <3
Sonia

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Kom bd krótki i szybki. Bardzo mi się podoba, i zastanawiam sie, czemu tu tam pusto :/ Fajna ta mapa! Przydałaby się mojej kl, kiedy idzie baba od polaka...
      No ale do rzeczy. Czekam na kolejny i mam nadzieję, że ktoś się t jeszcze zjawi *.* Czy tylko ja to czytam?

      Pozdro z Polskiego xD :*

      Usuń
  2. Dziękuję za dedyk ^^
    Ogólnie to już na priv pisałam refleksje co do niektórych fragmentów. Ale i tutaj wyrażę pochwałę dla twoich huncwotów ^^
    NMBZT

    OdpowiedzUsuń
  3. Mapa Huncwotów, ale czaaaad!
    Sama bym czymś takim nie pogardziła u siebie w szkole, chociaż jak się tak zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że z moimi doświadczeniami mogłabym opracować swoją własną... (pomysł do rozpatrzenia).
    Ach, i 'wstrzymaj konie, Alonso' - moje serduszko fana F1 kupiłaś, nawet jeśli było to niezamierzone XD

    OdpowiedzUsuń