piątek, 14 października 2016

19. Urodziny

Znalezione obrazy dla zapytania wielka sala
 Minął marzec. Dni robiły się coraz cieplejsze i coraz dłuższe. Uczniowie zaczęli tłumnie wylegać na błonia, chcąc odpocząć od dusznych pokojów wspólnych. Jednak większość nie wykorzystywała czasu na powietrzu aby po prostu się lenić. Spora część Hogwartyczyków siedziała po prostu z nosem w książkach, przygotowując się na czerwcowe egzaminy.
 Clarze i Laurel ta dziwna gorączka również się udzieliła. Prawie w ogóle już ze sobą nie rozmawiały, jeśli nie licząc krótkich przerw w nauce. Za to bliźniacy kompletnie olewali tę całą zadymkę na uczenie. Ilekroć któraś z dziewczyn próbowała ich przekonać do powtórzenia sobie jakiegoś przedmiotu, przynajmniej raz w tygodniu, zawsze padały te same słowa:
- Spokojnie, mamy przecież jeszcze cały miesiąc. Życie jest za krótkie, aby marnować je na książki. Poza tym mówicie jak typowe Krukonki.
 Niestety Fred i George mieli w zwyczaju wymawiać te słowa zazwyczaj przy Czarnym Jeziorze, więc bardzo często do zamku wracali cali mokrzy.
 Clarę denerwowało to bardziej, niż powinno. Próbowała sobie wmówić, że to przecież ich sprawa jak zdadzą, ale gdzieś z tyłu głowy coś jej piszczało, że przecież przez to mogą zostać wywaleni. Poza tym widocznie nie tylko ona tak sądziła. I Patrick, i Fiona, i Charlie, i Percy próbowali w jakikolwiek sposób nakłonić bliźniaków do nauki. Bezskutecznie.
- Naprawdę nie rozumiem o co im chodzi - westchnął Percy, kiedy pewnego dnia pomagał Clarze przygotować się do transmutacji. - Dobrze wiedzą, że to zaważa o ich edukacji... A im tylko żarty w głowach - dodał, ciężko wzdychając. - No dobrze, dość już o nich, podaj mi definicję...
 I tak dzień w dzień. Dziewczynka była tak zabiegana, że nawet przestała się porządnie wysypiać, co martwiło w szczególności Fionę. Ale tylko w nocy miała czas aby pomyśleć o tym co się zdarzyło parę tygodni wcześniej, w bibliotece.
 Kto mógł im zabrać mapę? I po co? Dlaczego w ogóle ich szpiegował? Jaki miał w tym cel? I czemu ją w końcu zwrócił? Miała tyle pytań, a odpowiedzi na nie pozostawały wciąż tajemnicą, co doprowadzało ją do szału. Nienawidziła czegoś nie wiedzieć.
 Przez ten cały stres powoli zaczynała się gubić w kolejnych dniach. Aż w końcu, po wyjątkowo wyczerpującym dniu, kiedy wreszcie udało jej się zasnąć, obudziło ją... Stukanie sowy w okno. Z jękiem zwlokła się z łóżka, przeklinając w duchu sam fakt, że zasnęła dopiero o trzeciej nad ranem.
 Ciężko wzdychając otworzyła ptakowi okno z zaskoczeniem rozpoznając w nim Morganę. Nie pamiętała, aby ostatnio pisała do rodziców, a oni z kolei nie mieli w zwyczaju odzywać się pierwsi. Także gdy tylko sowa wylądowała na jej łóżku z cichym pohukiwaniem, Clara natychmiast rzuciła się aby odwiązać list i małą paczkę od nóżki. Pełna najgorszych obaw otworzyła kopertę, jedną dłonią głaszcząc uszatkę po łebku.
Wszystkiego najlepszego, kochanie!
Nie byliśmy pewni, jak wysłać Ci ten prezent, ale na szczęście Morgana pojawiła się w porę, abyśmy mogli go do Ciebie przesłać. Ta sowa ma więcej rozumu niż na to wygląda! Mamy nadzieję, że Ci się spodoba.
Ściskamy Cię mocno!
Mama i Tata
 Przez chwilę wpatrywał się z niedowierzaniem w list. Sens słów tak wolno do niej docierał, że dopiero po minucie zrozumiała ich znaczenie. Naprawdę ma dziś urodziny? Z zaskoczeniem spojrzała na mały kalendarzyk stojący na biurku obok łóżka. Nie no szósty kwietnia, stało jak wół. Uderzyła się ręką w czoło. jak mogła zapomnieć o własnych urodzinach? Szczególnie, że Fred i George mieli je przecież pięć dni temu i sama im mówiła, jak zabawnie się złożyło, że są oni od niej starsi tylko o pięć dni!
 Śmiejąc się w duchu z własnego zapominalstwa sięgnęła po paczkę, jednym ruchem rozrywając szary papier. Na łóżko spadło małe pudełeczko. Zaciekawiona otworzyła je. Jej oczom ukazała się bransoletka zrobiona z trzech splecionych ze sobą, niebieskich rzemyków. Po prawej stronie ozdoby zwisała srebrna zawieszka o kształcie orła.
 Uśmiechnęła się do siebie. Nie była zaskoczona, że rodzice doskonale znali kolor i zwierzę jej domu - w końcu sama im o tym paplała dwadzieścia cztery godziny na dobę. Z trudem zapięła ją sobie na nadgarstku.
 Wtem zobaczyła jak do dormitorium wchodzi Laurel wraz z Fioną. Dopiero teraz zobaczyła, że łóżko przyjaciółki było puste, a granatowe kotary rozsunięte.
- Wszystkiego najlepszego! - zapiszczała blondynka, ściskając mocno Clarę. - Zdania wszystkich egzaminów!
- To mi się akurat przyda - odparła ze śmiechem dziewczynka, klepiąc Laurel po plecach. - Gdzie Pat? - zapytała, patrząc na piętnastolatkę. Dziewczyna zaśmiała się.
- Przecież wiesz. Czytałaś Historię Hogwartu - odparła, siadając na łóżku, obok brunetki. - Chłopcy nie mogą przecież wchodzić do naszego dormitorium, chyba, że chcą się boleśnie zranić, spadając ze schodów. A nie sądzę, aby Patch chciał dzisiaj skądś spadać.
- Masz rację - mruknęła Clara. - Powinnam to pamiętać, przecież zwykle mam tę książkę obok...
- Oj tam, nie przejmuj się. Dziś masz urodziny, więc masz dzień bez powtarzania - odparła Fiona, a widząc zdziwioną minę dziewczynki, dodała: - Tak, Patrick wie. W gruncie rzeczy sam na ten pomysł wpadł. A teraz otwórz swój prezent, chcę zobaczyć twoją minę.
 Od Fiony dziewczynka dostałą mały organizer, z którego bardzo się ucieszyła. Już dawno zaczęła się gubić co kiedy ma powtarzać, a taki zeszycik był dla niej na wagę złota. Przytuliła więc mocno dziewczynę, szepcząc:
-  Dziękuję.
 Piętnastolatka ze śmiechem odparła:
 - Nie ma za co.
 Wtedy brunetka zabrała się za prezent od Laurel który był pudełkiem pełnych czekoladowych żab. Blondynka dobrze wiedziała, że odkąd przyjaciółka natrafiła podczas podróży na kartę z Kennilworthym Whispem starała się zebrać całą kolekcję. Jej również podziękowała i wszystkie razem zeszły na dół.
***
 Ten dzień Clara później pamiętała do końca życia. Bądź co bądź były to jej pierwsze urodziny poza Hogwartem i w ogóle nie w domu. Kiedy tylko zeszła do pokoju wspólnego od razu podszedł do niej Patrick. W ręku trzymał książkę, którą od razu jej wręczył z cichym pomrukiem "wszystkiego najlepszego". Dziewczynka nawet nie spojrzała na okładkę, bo dla niej nie liczyło się co to, tylko sam gest, sama pamięć. Szczególnie ją doceniła właśnie teraz, gdy sama o nich zapomniała.
 Jednak nie tylko od Patricka coś dostała. Schodząc na pierwszą lekcję, spotkała bliźniaków, którzy również coś dla niej mieli. Ku zaskoczeniu Clary, Fred powiedział, że do prezentu dołożył się również Percy. Notując sobie w pamięci, aby w najbliższym czasie mu podziękować, wzięła od chłopaków paczkę, w której znajdowała się  maskotka kruka. Dziewczynka aż zapiszczała z radości, ściskając mocno i jedno i drugiego.
 Dalsza część dnia upłynęła jej bardzo przyjemnie. Lekcje sprawiały jej nagle o wiele mniej kłopotu niż zwykle. Nawet rozkojarzenie profesor Bowman nie działało jej na nerwy aż tak bardzo jak zazwyczaj. Poza tym z zadowoleniem przyjęła, że szósty wypadał w tym roku akurat w sobotę i lekcje trwały krócej, w dodatku tylko do obiadu. Potem mogła mieć czas wolny.
 Dlatego gdy szła w kierunku Wielkiej Sali, aby zjeść obiad, szczerzyła się tak, że Fred i George mogli przez to wpaść w kompleksy. Oczywiście jej dobry humor nie uszedł uwadze osobie, która przecież troszczyła się o nią najbardziej...
- Co się tak szczerzysz, Pond? - zapytała Ayers, z miną pełnego obrzydzenia przepatrując się dziewczynce. Ta zmarszczyła brwi.
- Nic ci do tego - odparła wyniośle, przegarniając włosy. Ślizgonka głośno zachichotała.
- Och jaka dorosła się znalazła - zapikała. - A nie wolałabyś...
- Clari? Coś się dzieje? - usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się, zauważając na Cedrika. Chłopak miał trochę... niepewną minę. Ręce miał za plecami, a zwężonymi, szarymi oczami przypatrywał się Jennie.
- Och, a ty nadal się z nią użerasz? Przecież nie jesteś zdrajcą krwi, tak jak ci żałośni Weasleye... - odparła spokojnie blondynka, skupiając swoją uwagę na Puchonie. Clara zacisnęła automatycznie dłonie w pięści.
- Zamknij się, Ayers - warknęła.
- Żadna szlama nie będzie mi mówiła jak mam się zachowywać, Pond - odparła Ślizgonka, zakładając ręce na piersi. Widać było, że Cedrik już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale uprzedził go Patrick, wychodzący zza rogu.
- Co tu się dzieje? - zapytał, obrzucając wzrokiem całą trójkę.
- Ayers własne nazwała Clarę szlamą Patrick - odparł Puchon, odwracając się w jego kierunku. Twarz bruneta stężała.
- Minus dwadzieścia punktów dla Slytherinu - odparł natychmiast Krukon, a gdy tylko AYERS próbowała zaprotestować, dodał: - I lepiej nic nie dopowiadaj, bo może być kolejne tyle.
 Dziewczynka aż pufnęła ze złością, ale nic już nie mogła zrobić. Obróciła się więc na pięcie, mrucząc coś pod nosem i poszła w kierunku Wielkiej Sali. Parick z kolei spojrzał na Clarę i Cedrika. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu wzruszył ramionami i poszedł w ślad za Jenną.
- Dzięki  powiedziała brunetka, odwracając się w stronę szatyna.
- Nie mnie dziękuj, tylko Patrickowi. On ją przegonił. Gdyby on się nagle nie pojawił, to zaraz mielibyśmy tu chyba pojedynek - odparł szatyn, śmiejąc się nieco nerwowo i mierzwiąc sobie głowy z tyłu głowy.
- W sumie też fakt. Ale ty pierwszy się odezwałeś - odparła, uśmiechając się do niego. Chłopak uniósł na nią wzrok, również się lekko uśmiechając.
- W każdym razie... -  zaczął. - Obiło mi się o uszy, że masz dziś urodziny, więc pomyślałem, że... dam ci to - powiedział, wyciągając przed siebie rękę w której znajdowało się... podłużne pudełeczko.  Zaskoczyna dziewczynka ostrożnie wzięła je i otworzyła. W środku, na granatowym atłasie leżało... pióro. Ale nie takie zwykłe. Było one długie, prawie ośmiocalowe. Dziewczynka natychmiast rozpoznała, że było ono orle i to w niezwykłym kolorze. Środek miało zwykłe, brązowe, ale końcówki zostały zafarbowane na niebiesko.
- Matko kochana, żebym ja go nie zgubiła - mruknęła cicho do siebie. Cedrik, wbrew sobie, się zaśmiał.
- Nie zgubisz, jestem tego pewien.
 Brunetka uśmiechnęła się do niego, Zamknęła wieczko pudełka i ostrożnie włożyła je do torby. Dopiero gdy to zrobiła mocno przytuliła Cedrika, niemalże stając na palcach aby dorównać mu wzrostem.
- Czyli rozumiem, że się podoba? - mruknął, uśmiechając się.
- Bardzo! Dziękuję! Dziękuję! - powiedziała uradowana, lądując wreszcie na stopach i puszczając go. W tym momencie rozległ się gong, obwieszczający obiad. - Idziesz ze mną? - zapytała. Chłopak tylko lekko skinął głową.
 Przez resztę krótkiej drogi Clara po prostu paplała, a Cedrik jej słuchał. I chyba żadnemu z nich nie przeszkadzała ta jednostronna rozmowa. W końcu często bywa tak, że osoby gadatliwe lepiej się czuję w towarzystwie tych małomównych. Gdy dotarli już do sali, Clara uściskała szybko Puchona na pożegnanie i podbiegła do stołu Krukonów. Automatycznie usiadła obok Laurel.
- Clar? Wiesz może co się stało Patrickowi? - zapytała blondynka, nachylając się w jej stronę. Dziewczynka odwróciła głowę, uważnie się przyglądając się chłopakowi. Irlandczyk faktycznie nie wyglądał... Jak zazwyczaj. Nieprzytomnym, tępym wzrokiem wpatrywał się w swój pusty talerz, uderzając w niego widelcem.
- Naprawdę nie wiem co mu jest - powiedziała brunetka, odgarniając włosy z twarzy.  - Długo tak siedzi?
- Odkąd tutaj przyszłam, a wiesz, że mam w zwyczaju być wcześniej na obiedzie. Zanim usiadł wyglądał na lekko... hm... zdenerwowanego? - odparła Laurel, nadal uważnie przyglądając się chłopakowi.
- Kogo obgadujecie? - usłyszały z tyłu głos Fiony. Clara wskazała oczami na Patricka. Piętnastolatka zmarszczyła brwi.
 - Co mu jest? Jeszcze kwadrans temu był w dobrym humorze...
- No właśnie o to chodzi, ze nie wiemy - westchnęła blondynka, opierając policzek na dłoni. - Przyszedł tutaj zdenerwowany, usiadł i nawet pozycji nie zmienił...
- Dziwne... - mruknęła dziewczyna. - Hej! Pat! - krzyknęła.
 Chłopak oderwał wzrok od talerza i spojrzał na Fionę.
- Słucham? - mruknął, poprawiając okulary.
- No właśnie o to chodzi, że nie słuchasz - odparła Fiona, siadając obok niego. - Gapisz się na ten talerz jak na wyrocznię. O co chodzi? Coś się stało? Znowu Forrester?
- Nie, ale tok myślenia ta osoba miała podobny - odparł, odwracając głowę  w jej kierunku, przy okazji zauważając, że Clara i Laurel również mu się przypatrują. Wywrócił oczami.- Naprawdę jestem tak interesujący, że wszystkie trzy musicie się na mnie patrzeć?
- Jeśli powiemy, że tak to odpowiesz na moje pytanie? - zapytała piętnastolatka, odgarniając włosy z ramienia, Chłopak założył ręce na piersiach, przyglądając się wszystkim trzem Krukonkom.
- No dobra - powiedział w końcu, zdejmując okulary i je przecierając. Zanim jednak je nałożył podniósł na nie wszystkie wzrok. Odetchnęła gdy wreszcie założył oprawki na nos. - Powiem wam o tym w pokoju wspólnym.
 Wszystkie trzy wywróciły oczami. Czasem Patrick był naprawdę nieznośny. Zamiast jak człowiek powiedzieć o co mu chodzi, to robi z tego jakąś wielką tajemnicę. Ale no cóż, co zrobić? Jeśli chłopak już raz coś postanowił to tak miało być i kropka. Nie pozostało więc im już nic innego jak jeść i  mieć nadzieję, że chłopak w końcu powie o co chodzi.
***
Heejoooo!
Wiecie co? Tak się złożyło, że wstawiam ten rozdział w przeddzień moich własnych urodzin ^^ LAe mam nadzieję, że się podobał! ^^ Dedyk dla Idy <3
Sonia <3

4 komentarze:

  1. Wrócę w najbliższej przyszłości xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale jak to w pokoju wspólnym xD A już miałam nadzieję, że teraz. Dobrze, że dzisiaj nadrobiłam, bo już rozdzialik czeka i nie muszę się zastanawiać xd

      Usuń
  2. Ta twoja gorączka przed egzaminami to taki przedsmak gorączki przedmaturalnej, szykuj się :v Jak ja się cieszę, że mam to już za sobą, omg!
    I podoba mi się prezent od Cedricka - sama bym nie pogardziła takim gustownym piórem #teamCedrick

    OdpowiedzUsuń