piątek, 21 października 2016

20. Szlamy i Kruki

Znalezione obrazy dla zapytania ravenclaw common room
 Pokój wspólny Ravenclawu. Dla wielu Krukonów to jedno z najpiękniejszych pomieszczeń w całym Hogwarcie, może dlatego, że nie znali i nie mogli poznać wyglądu innych domów. Był to okrągły, obszerny, dwupoziomowy pokój, utrzymany w zimnym odcieniu błękitu i ciepłym brązie. Drewnianą, ciemną podłogę niemal w całości pokrywał puszysty, ciemnogranatowy dywan upstrzony białymi punkcikami, do złudzenia przypominającymi gwiazdy. Sufit był niemalże odzwierciedleniem podłogi, z tą tylko różnicą, że w całości utrzymano go w barwach nocy i spomiędzy niego nie prześwitywały brązowe punkciki.
 Na poręczach półkolistego sklepienia czyjaś troskliwa, zapewne skrzacia, ręka porozwieszała ciemnogranatowe draperie z czegoś, co, jak twierdzili ci wyżsi uczniowie, co dawali radę ich dotknąć, przypominało jedwab bądź aksamit.
 Na ścianach zamiast tapet, drewnianych paneli czy wystających bądź zgładzonych kamieni zawieszono potężne arrasy, obejmujące swoją rozległością całą ich powierzchnię. Wyglądem przypominały trochę średniowieczne gobeliny. Oczywiście przeważająca większość z nich miała błękitne tło i wyszyto je srebrną nicią. Przedstawiały one różne etapy z życia założycielki ich domu - Roweny Ravenclaw.
 W głębi pokoju usytuowano kominek skąd zimą buchał ciepły ogień. Na nim ustawiono duży, ozdobny zegar, na którego tarczy namalowano cyfry od jedynki do dwunastki w równych odstępach. Po obu jego stronach, na obudowie. wyrzeźbiono długie skrzydła. Pod nim była wnęka, w której ustawiono kilka mniejszych książeczek.
 Naokoło kominka ustawiono brązowe i błękitne kanapy i sofy. Niestety, osoba która projektowała ten pokój, chyba zupełnie zapomniała, że meble powinny być utrzymane w jednej epoce. I tak wokół paleniska stały stonowane siedziska, które wyglądały jak żywcem wyjęte ze starożytnej Grecji, renesansu czy średniowiecza, ale uczniom to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Większość twierdziła, że w ten sposób ich pokój wspólny jest jedyny  w swoim rodzaju i byli pewni, że architekt wnętrz nie zrobił czegoś podobnego w innych domach.
 Po przeciwnej stronie kominka znajdowała się łukowato sklepiona wnęka. W punkcie, gdzie zbiegały się oba łuki powieszono średniej wielkości emblant z godłem Ravenclawu - brązowym orłem na niebieskim tle.
 Pośród Hogwartyczków bardzo często wypływał temat pomylenia gatunków ptaków Krukonów. W końcu każdy szanujący się uczeń doskonale wiedział co oznacza słowo "raven" i dla wszystkich pozostawało zagadką, czemu w godle zamiast kruka widniał orzeł. Mało komu przypadło do gustu wyjaśnienie, że projektant może po prostu nie potrafił odróżnić tych dwóch drapieżników. Jeszcze gorzej kończyło się spekulacje, czy Rowena była naprawdę taka mądra, za jaką uchodziła. Taki delikwent zazwyczaj z "przypadku" dostawał całkiem silnym zaklęciem od przechodzącego akurat Krukona.
 W rozległej wnęce powieszono rzędami miliony ciemnobrązowych półek. Na nich znajdowały opasłe tomiska, podręczniki i zwoje pergaminu. Obok niej stał posąg, wykonany z białego marmuru. Przedstawiał on wysoką i bardzo piękną kobietę, o delikatnych rysach twarzy, której wyraz, mimo lekkiego, tajemniczego uśmiechu, sprawiał wrażenie surowego, często straszącego pierwszaków.
 Wielu starszych uczniów lubiło nieco postraszyć jedenastolatków, że jeśli nie zrobią pracy domowej na czas i  bez dokładnego przygotowania, to posąg ożyje, aby ich okrzyczeć. Dzieci z magicznych rodzin rzadko kiedy dawały się na to nabrać, ale te o mugolskim pochodzeniu wierzyły w to, co dawało efekt bardzo sumiennej pracy już od pierwszych lat nauki.
 Długie włosy sięgały jej do pasa a na głowie miał delikatny diadem. Od razu wiadomo było, po kim córka Roweny Ravenclaw odziedziczyła urodę. Wyrzeźbiono jej również długie, powłóczyste szaty, a u jej stóp, na cokole, wygrawerowano słowa, które układały się w napis: Kto ma olej w  głowie, temu dość po słowie.
 Wokół pokoju, w różnych jego miejscach ustawiono również mnóstwo biurek i krzeseł, które z zasady były zawalone zwojami papieru, piórami i buteleczkami z atramentem o różnych kolorach. Zazwyczaj Krukoni walczyli o miejsca albo przy kominku, szczególnie zimą, albo przy nielicznych, wąskich, lancetowatych oknach. Większość z nich było zdania, że podczas intensywnej nauki warto jest czasem oderwać wzrok i wyjrzeć przez szybę w poszukiwaniu inspiracji do kolejnego eseju. A było na co popatrzeć.
 Okna wychodziły głownie na błonia oraz na Czarne Jezioro, które szczególnie ładnie wyglądało o świecie i o zmierzchu, czyli w porach, w których Krukoni zwykle zaczynali swoją naukę. Poza tym ci bardziej lubujący się nie tylko w nauce, ale też o artystycznej żyłce próbowali uwiecznić ten widok, dlatego też wokół okien często stały również sztalugi.
 Jednak oprócz przepięknego widoku na wodną, skrząca się w słońcu ciemniejącą nocą, taflę z okien widać  było też ciemną linię Zakazanego Lasu. Czasem w nocy słychać było stamtąd przejmujące wycie czy jakieś dziwne odgłosy, często budzące mieszkańców domu. Na nieszczęście prefektów ci młodsi uczniowie często tak się ich bali, że nie potrafili później zasnąć, albo celowo zostawali w pokoju wspólnym dłużej. Wiele nerwów zostało zszarganych, kiedy próbowano przekonać wystraszonych Krukonów do powrotu do łóżek.
 Poza tym oprócz biurek, w całym pokoju porozrzucano rożne przedmioty potrzebne do nauki, w których przeważały lunety i lunaskopy, oraz małe rzeźby z kamienia, głównie przedstawiające wyobrażenia kruków i orłów. A gdy uczniowie stwierdzali, że już najwyższy czas na sen, wchodzili po drewnianych schodach na półpiętro, gdzie kierowali się do jednych z dwóch drzwi, prowadzących wyżej, do dormitoriów.
 Półpiętro nie było już tak bogato urządzone jak pokój niżej, dlatego też cieszył się mniejszą popularnością. Zwykle przesiadywała tu albo drużyny quiddticha tuż przed meczem lub sam kapitan, ustalając strategię. Czasem były tam też osoby zainteresowane sztuką różdżkarstwa, które dłubały w drewnie, próbując stworzyć coś na kształt rzeźbionej różdżki. Takie ewenementy często były uznawane za dziwaków. W końcu powszechnie wiadomo było, ze pan Ollivander rzadko kiedy przyjmuje na praktyki osoby obce, nie spokrewnione w żadne sposób z jego rodziną.
 Patrick, korzystając z tego, że niemal wszyscy Krukoni są na błoniach, usiadł przy stoliku, którego okna wychodziły na Czarne Jezioro, uważając na ustawione niedaleko sztalugi. Wszystkie trzy dziewczyny ustawiły sobie krzesła po przeciwnej stronie biurka i usiadły, uważnie przyglądając się Patrickowi. Szczególnie Fiona wydawała się być zainteresowana tematem.
- No dobrze - zaczął Irlandczyk, pochylając się do przodu i splatając ręce przed sobą. - Myślałem o tej całej idei czystej krwi - przyznał w końcu. Piętnastolatka uniosła brew.
- Dlaczego? - zapytała. - Zawsze unikałeś tego tematu. Sam mówisz, że to głupota.
- Powiedzmy, że natchnienie znalazłem, odejmując Slytherinowi dwadzieścia punktów za słowo "szlama". I to w dodatku użyte na Clarze, co tym bardziej popchnęło mnie do rozmyślań - odparł spokojnie. - Właśnie, Clar, długo znasz tę dziewczynę? Co to za jedna?
- Spotkałyśmy się pierwszy raz na Pokątnej. Wtedy jeszcze była dla mnie miła. A potem, w pociągu, kiedy szukała Laurel, bo coś tam jej zrobiła, to się dowiedziała, że jestem mugolaczką... i powiedziała to słowo... No i Fred i George się strasznie na nią wkurzyli... W ogóle co ono znaczy? Bo Cedrik też się zdenerwował, kiedy ostatnio próbowała go na mnie użyć...
- To naprawdę wredne słowo - odparła Laurel. - Wybacz, że ci go nigdy nie wytłumaczyłam, ale temat jakoś nie wypłynął... W każdym razie szlamą nazywa się dziecko, które urodziło się w rodzinie mugolskiej... czyli takiej o BRUDNEJ krwi, niegodnej, według rodowitych czarodziejów, uprawiania magii ani, jak oni to mówią, "mieszania" się  z tymi o tak zwanej czystej krwi... Ale to okropne słowo, normalni czarodzieje go nie używają...
- Dokładnie, brawo, Lori. Kontynuując... Siedziałem na obiedzie i rozmyślałem o tej filozofii czystej krwi, o jej zdrajcach i o... mugolakach.
- Kim są zdrajcy krwi? - zainteresowała się brunetka. Pierwszy raz słyszała takie określenie, a brzmiało dla niej równie obraźliwie co szlama. Patrick westchnął, poprawiając okulary.
- Zdrajcy krwi to czarodzieje którzy przyjaźnie odnoszą się do mugolaków i ich nie dyskryminują. To są właśnie, według mnie, ci normalni ludzie, którzy nie patrzą na to, kto gdzie się urodził tylko na ich zaangażowanie i charakter. Niestety stare rody typu Black, Malfoy, Yaxley, Gaunt czy Ayers nie rozumieją tego. Według nich tacy czarodzieje nie zasługują na nic innego jak tylko na pogardę. Dlatego większość Ślizgonów nieprzychylnie odnosi się do Weasley'ów, a Forrester do mnie. Zdradziliśmy naszą krew poprzez zadawanie się z mugolakami, a moja mama wyszła za czarodzieja z rodziny mugolskiej, dlatego ja, według Forrestera, jestem "przeklęty" i "niegodny bycia czarodziejem".
- To jest chore - odparła Fiona, kręcąc głowa. - Nie można przecież oceniać człowieka po tym, gdzie się urodził. Rodziny się przecież nie wybiera, rodzinę się kocha taką, jaka jest.
- No właśnie. Dlatego się nad tym dzisiaj zastanawiałem i może dlatego byłem taki... nieobecny na obiedzie. Same pomyślcie. Po pierwsze, od kogo się wzięła ta cała filozofia czystej krwi? Od Salazara Slytherina. On, może nie jako pierwszy, ale jako udokumentowany... hm... przypadek? Publicznie zaczął dyskryminować mugolaków. Przecież właśnie o to poszło założycielom - o dzieci urodzone w mugolskich rodzinach. Merlinowi dzięki, że inni mu się sprzeciwili, a Salazar opuścił szkołę. A potem co? Założył rodzinę, tym samym szerząc swoją chorą ideologię. Ile razy podczas wielu rewolucji ktoś w ministerstwie tworzył petycję aby powybijać wszystkich mugolaków lub zabronić im dostępu do nauki? Dlaczego osoby czystej krwi tak gardzą tymi urodzonymi w niemagicznych rodzinach i popadają w paranoję jak Gauntowie czy Blackowie?
 Nastała cisza. Patrick nie spieszył się z odpowiedzią na pytanie, które właśnie zawisło w powietrzu. Clara lekko zmarszczyła brwi. To, o czym mówił chłopak wydawało jej się... dziwne. Czym mugolaki zasłużyły sobie na taką nienawiść wśród czarodziejów o tej czystej krwi? Nie potrafiła wymyślić żadnego logicznego argumentu, co mocno ją frustrowało.
- Bo w naturze człowieka leży to, że boją się nieznanego - powiedział w końcu Patrick. - Szykanują mugolaków, bo nie wiedzą w jaki sposób zdobyli oni umiejętności magiczne. Można by rzec, że boją się ich. W tych rodach, które mają obsesję na punkcie czystości krwi, których członkowie poślubiają własnych kuzynów, aby nie skazić jej związkiem z mugolakiem... No takie małżeństwa raczej nie są brane z miłości, jak na przykład u Blacków... moim zdaniem panuje wielki, choć nieuzasadniony strach przed tym, że osoby narodzone w rodzinach niemagicznych w jakiś sposób, znany tylko im, wykradną magię czystokrwistym, uczyniając z nich równych mugolom. Oczywiście, jest to głupotą, bo gdyby kradnięcie magii było możliwe to wtedy nie istnieliby charłaki.
- Kim są charłaki? - zapytała zdezorientowana Clara, zerkając na Fionę. Jednak dziewczyna również wyglądała na zaskoczoną. Dopiero wtedy brunetka sobie przypomniała, że piętnastolatka również jest mugolaczką. Chociaż sądziła, że skoro jest starsza, to powinna wiedzieć nieco więcej niż ona. Jednak Fia wyglądała na niemal tak samo zdezorientowaną jak dwunastolatka.
- Charłak to odwrotność mugolaka. Osoba narodzona w rodzinie czystej krwi, ale bez zdolności magicznych. Zazwyczaj takie osoby zostają wydziedziczane z rodów, tak jak Marius Black - odparł Patrick. Fiona uniosła sceptycznie brew.
- Od kiedy jesteś specjalistą w genealogii rodu Black i im podobnych, Pat? - zapytała, zakładając ręce na piersi. -To niepodobne do ciebie, przecież brzydzisz się tym tematem.
- Ktoś zostawił na biurku "Skorowidz czystości Krwi". A skoro już leżało to pod moim nosem, to głupio było nie przeczytać - mruknął, uśmiechając się nieśmiało do dziewczyny. Piętnastolatka przewróciła oczami. - No dobrze, ale kontynuując. Nadal się zagłębiając w temat niechęci do mugolaków musiałem też nieco ogarnąć samych mugoli, co było dość trudne.
- Chodzisz na mugoloznastwo, Patty - przypomniała mu Fia. - Zdajesz z tego SUM. Twoi dziadkowie to mugole.
- Tak, ale oni nie znają się na czarodziejach. Tylko tata, a nie wyobrażam sobie, abym na świętach zaczął z nim rozmawiać o czystości krwi.
- Ale... - próbowała oponować dziewczyna, jednak chłopak zakrył jej dłonią usta.
- Cicho - syknął. Przez chwilę przyglądali się sobie, w czym Fiona uniosła sceptycznie brwi i założyła ręce na piersi. Kontakt wzrokowy w końcu przerwał Patrick, słysząc tłumiony chichot Clary i Laurel.- A wam co tak wesoło?
- Nic, nic - odparła blondynka, próbując się opanować. - Tylko teraz zastanawia mnie, co się dzieje z wami, kiedy wszyscy Krukoni już wyjdą z pokoju wspólnego i wasza dwójka zostaje sama...
- Laurel! Walnij się czasem w ten blondwłosy łeb! - wykrzyknął chłopak, piorunując ją wzrokiem. - Ech... Kontynuując... - westchnął, ponownie poprawiając okulary. - Czarodzieje zawsze uważali się za lepszych od mugoli. Gardzili nimi, uważali ich za głupich...
 Clara skinęła lekko głową. Sama przecież doskonale pamiętała chwilę, w której w myślach naśmiewała z niemagicznych ludzi. W końcu wydawało jej się to niemożliwe, że mugole do tej pory nie wiedzieli nic o tej prawdziwej magii. Dopiero w ostatnich miesiącach zorientowała się, że czarodzieje pilnują, aby inni nie dowiedzieli się o ich świecie. W końcu po to zostało wymyślone zaklęcie zapomnienia. W końcu gdyby mugole dowiedzieli się, że tuż obok ich szarego, nudnego świata istnieje ten magiczny, wszystko by powariowało. Bądź co bądź, kto nie marzyłaby po prostu machnąć różdżką i rozwiązać wszystkie ich problemy? A raczej... tak sądzą mugole.
- ...Fineas Black* został nawet wydziedziczony, za obronę praw mugoli. Jeden z niewielu zdrowo myślących w tej rodzinie, doprawdy.. W każdym razie większość rodów czystej krwi uważa mugoli za zwykłe zwierzęta, głupie i nierozumne... bez urazy dziewczyny, mówię jak jest... A już sam fakt, że ich dzieci w jakiś sposób "zdobywały" umiejętności magiczne w ogóle ich przerażał. Stąd ta niechęć. Ze strachu przed nieznanym... A cała ideologia czystej krwi... Nakręcana przez wieki, przez zwykłych konserwatystów, trzymająca się starych praw, propagującą ten "brud" w krwi mugoli, nie idąca z duchem czasu... - zakończył Patrick.
 Na moment nastała cisza. Wszyscy w spokoju trawili to, co zostało przed chwilą powiedziane. Irlandczyk miał rację. Wszystkie były o tym przekonane. Gdyby chłopak, nie daj Boże, powiedziałby to gdzieś indziej, w środowisku czystokrwistych zapewne zostałby wyśmiany albo szykanowany przez całe życie. Clara nie łudziła się z tym. Choćby na przykładzie Ayers, wiedziała jak te "szalone" rody odnosiły się do wszelkiej krytyki.
 Wtem do pokoju wspólnego wpadł zielonooki chłopak z roku Clary i Laurel. Rozglądał się przez chwilę, a gdy wzrokiem napotkał dziewczynki, szybko do niech podbiegł.
- Weasley'owie proszą was, abyście zeszły na dół - powiedział, bez żadnych ceregieli stylu "Hej, co u was?" Obie dziewczynki wymieniły spojrzenia.
- OK, już idziemy - mruknęła blondynka, zsuwając się z krzesła.
 Bliźniacy faktycznie stali u dołu schodów. Obie dziewczynki po uśmiechach poznały, że knują coś, co na pewno skończy się dla nich szlabanem.
- O co chodzi? - zapytała Clara.
- No cóż... stwierdziliśmy z Fredem, że skoro zwiedziliśmy już wszystkie dostępne w Hogwarcie przejścia, oprócz tych portretowych... to przydałoby się zwiedzić jeszcze te wychodzące poza mapę...
- Zwariowaliście? - uprzejmie zdumiała się brunetka. - A egzaminy? Macie je zdać! Nie interesuje mnie to, że się nimi nie przejmujecie!
- Dlatego, droga pani profesor, planujemy zrobić to PO egzaminach, abyś swoje sumienie utrzymała w czystości - odparł George, śmiejąc się cicho. - Wchodzicie w to?
- W sumie... - zaczęła Laurel, niepewnie patrząc na przyjaciółkę. - Aż żal będzie nie skorzystać... - dopowiedziała, widząc, ze Clara lekko kiwa głową. Obaj chłopcy od razu się rozpromienili.
- W takim razie widzimy się czternastego czerwca, po kolacji przed głównym wejściem - powiedział spokojnie Fred. - Pa!
 I poszli, zostawiając osłupiałe dziewczynki  przy schodach.
- Jak zwykle... - mruknęła cicho Clara. - My nie mamy nic do powiedzenia...
***
*Mam tu na myśli Fineasa Blacka II, syna Fineasa Nigellusa Blacka
Heeejo!
Jak tam u Was? Żyjecie? Ja umieram... na poniedziałek mam do napisania rozprawkę, za która zupełnie nie wiem jak się zabrać, poza tym muszę tę napisać felieton, recenzję jakiejś książki historycznej, list na angielski.... I pani od matmy chyba za mocno nas kocha, bo zadała nam multum zadań... meh...
Dziś rozdział taki mocno hm... filozoficzny? Trochę o społeczności Hogwartu i trochę o czystej krwi... No mam nadzieję, ze przypadł Wam do gustu.
Dedyk dla wszystkich, którzy czytają "z  ukrycia" i nie komentują, co mnie boli w serduszko </3
Sonia

4 komentarze:

  1. Cześć!

    To nie ładnie straszyc jedenastolatków... nie nie nie! Rozdział bardzo m imię podoba. Błędów nie widzialam, jestem charlakiem! XDD coś mi się psuje, bloger szwankuje... jestem zmęczona, obolałe, zła, smutna... co jest na to dobre? COLE I CZEKOLADA! ALE NIE mogę, muszę się trzymać diety niskofosforsnowej, cóż... XD no to tak: kocham cie Diggory


    Abyss


    Niech Moc Będzie z tobą

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam kompletnie pomysłu na komentarz. E dodatku m trochę do zrobienia, także... no, ale słuchaj! Podoba mi się bardzo! Opis pokoju był fajny i wyjaśnienie o mugolavh też :) jak następnym razem przyjdę to kom będzie dłuższy... wybacz za tą długość xd
    No to NMBZT ;)

    Meg

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis Ravu pominęłam, bo już go czytałam, ale fragment o czystości krwi pochłnęłam w całości, mimo znanych mi fragmentów. Uwielbiam go. Jest naprawdę ładnie napisane i idealnie podkreśla tę filozofię. Myślę, że czarodzieje w głębi duszy wiedzą, że mają się czego bać że strony mugoli. Widzieli II WŚ, wiedzą czego można dokonać bez magii.
    Nie trzeba dużo się zastanawiać by zrozumieć, że czarodzieje z jednym zabijającym zaklęciem są niczym w porównaniu do mugoli dysponujących rakietami dalekiego zasięgu, granatami, bombami i karabinki maszynowymi. Dobra, kończę z tą delikatną dygresją xD
    NMBZT

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, opis dormitorium jest MEGA! Chciałabym tam zamieszkać, z moim kujonowatym podejściem jestem idealną kandydatką do Ravenclawu. Kwestia czystości krwi nasuwa się samoistnie - zawsze chodzi o to, wystarczy spojrzeć na Shadowhunters (powołuję się na to, bo jestem na świeżo, tak? :v). Generalnie podział na lepszych i gorszych jest od zawsze, jestem ciekawa, jaką rolę odegra u ciebie.

    OdpowiedzUsuń