piątek, 28 października 2016

21. Tajemnica

Znalezione obrazy dla zapytania wierzba bijąca
 Ku wielkiemu strachowi Clary i Laurel czerwiec nadszedł tak szybko, że ani się obejrzały, a już rozpoczynały się egzaminy. Obie były tym faktem bardzo zestresowane. Każdego dnia, po śniadaniu stawały przed drzwiami jednej z kilku sal lekcyjnych wraz z resztą pierwszaków w milczącym oczekiwaniu na wpuszczenie.
 Zwykle jednak Krukoni byli uciszani przez resztę uczniów, którzy skarżyli się, że ich stresują. Ci jednak zazwyczaj wzruszali ramionami i wracali do spokojnego powtarzania na głos materiału z danego przedmiotu.
 Oczywiście nie wszyscy wyklinali za to Krukonów. Osoby, które czuły się nieprzygotowane, stały zazwyczaj blisko nich z uwagą ich słuchając, mając rozpaczliwą nadzieję, że zdołają jeszcze coś zapamiętać. Zwykle pierwszaki z domu Ravenclaw zupełnie ignorowali ich słuchaczy, będąc zbyt skupionymi na nauce. Ale zdarzyły się przypadki kiedy specjalnie powtarzali jeden temat po dwa razy aby jego "przylepa" czegoś się nauczyła. Choć z drugiej strony, były również te wredniejsze osoby, które gdy tylko dostrzegły słuchacza specjalnie zaczynały powtarzać w ciszy, ku uciesze reszty oczekujących na egzamin.
 Sam sprawdzian to był koszmar. W salach, pomimo uchylonych okien, było bardzo parno. Większość uczniów właściwie nie była pewna, czy pocą się ze stresu czy z gorąca. Oczywiście nie pozwolono im pisać własnymi piórami, w obawie o możliwe oszustwa. Dostawali więc za każdym razem takie specjalne, zaczarowane, które nie pozwalały ściągać, co Fred i George przywitali z jękiem.
 Oczywiście oprócz egzaminów pisemnych mieli również te z praktyki. Często były one dla uczniów trudniejsze niż te pisemne. W końcu z takich nie ma jak ściągnąć. Dla wielu najbardziej stresującym przedmiotem byłą transmutacja. W końcu podczas całego roku szkolnego, niewielu udało się opanować zamianę przedmiotów czy zwierząt w inne rzeczy, a wzrok profesor McGonagall wcale nie pomagał im się skupić.
 Jeszcze gorzej było na eliksirach. Snape dyszał im nad karkami z bardzo niezadowoloną miną przyglądając się ich pracy. Łagodnym, kompletnie do niego niepodobnym, uśmiechem obdarzał oczywiście tylko Ślizgonów, którzy otwarcie kpili sobie z innych domów. Szczególnie szyderczy śmiech Jenny działał Clarze na nerwy. Parę razy w ciągu egzaminu miała ochotę się odwrócić albo chociaż użyć jakiegokolwiek zaklęcia, aby ją uciszyć. Jednak za każdym razem powstrzymywała się, wiedząc, że przez jedno stracenie nerwów mogłaby nie zdać. A tego absolutnie nie chciała.
 Przedmiotami na które większość uczniów miała wywalone to była obrona przed czarną magią i zielarstwo. Wszyscy wiedzieli, że profesor Sprout da im takie rośliny z którymi na pewno daliby sobie radę, no może nieco gorzej z teorią. Optymistyczne nastawienie uczniów sprawdziło się, ponieważ nauczycielka kazała im tylko pokazać, jak powinni się obchodzić z diabelskimi sidłami. Z kolei na obronę wszyscy mieli, mówiąc w skrócie, wywalone. Każdy wiedział, że czegokolwiek by nie napisali, profesor Bowman by to zatwierdziła. Także na ten przedmiot wszyscy szli odstresowani, wręcz odprężeni.
 Podczas egzaminu Clara z uwagą przyglądała się pani profesor. Kobieta myślami wydawała się być daleko od sali lekcyjnej. Na dobrą sprawę mogli ściągać, nawet pomimo zaczarowanych piór. Blondynka kołysała się lekko w swoim fotelu, wyglądając przez okno, mamrocząc coś do siebie. Cała klasa niemal podskoczyła, gdy senną atmosferę przerwało pukanie do drzwi. Profesor Bowman jakby nieco się ocknęła i obrzucając klasę nagle zaciekawionym spojrzeniem wymruczała:
- Proszę. Tylko cicho.
 Klasa odwróciła się. W drzwiach stała najdziwniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widzieli na oczy, co już było nie lada osiągnięciem, biorąc pod uwagę przedziwne postaci na portretach Hogwartu. Clarze przywodziła na myśl błyszczącą ważkę ludzkiego rozmiaru. Byłą bardzo chuda, choć poprzez tuziny szali, które pobłyskiwały lekko za każdym razem gdy nieznajoma się poruszała, nie było tego widać. Na nosie miała okulary, o szkłach tak grubych, że powiększały jej oczy parokrotnie. Gdy szła, pobrzękiwała lekko milionami bransoletek, naszyjnikami i pierścionkami oraz bardzo długimi kolczykami, którymi obwiesiła się tak, że niejeden jubiler pozazdrościł by jej asortymentu.
 Mina Bowman mocno zmarkotniała, widząc kobietę. Oczy zwęziły jej się w szparki a usta zacisnęła w wąską kreskę. Cała klasa zamarła widząc tę niespodziewaną zmianę u nauczycielki, powszechnie uważaną za lekko stukniętą. Clara spojrzała na Laurel i bliźniaków. Wszyscy troje mieli zmarszczone brwi, podobnie zresztą jak reszta klasy, która nagle całkowicie straciła zainteresowanie egzaminem.
- Moja droga - zaczęła nieznajoma głosem przyciszonym i lekko tajemniczym. - Przyszłam cię ostrzec...
- To miło z twojej strony, Sybillo - przerwała jej natychmiast nauczycielka. - Ale jak widzisz, uczniowie mają teraz egzamin, Nie chciałabym, aby otrzymali złe stopnie tylko z twojego powodu.
 Teraz nawet te niedobitki, które jednak starały się olać całą sprawę skupiły się na blondynce. Nikt nigdy nie słyszał, aby profesor używała tak twardego, ostrego tonu W głowach ponad trzydziestki uczniów pojawiły się dwa pytania. Mianowicie: o co chodzi? Co się dzieje? Nieznajoma chyba również zauważyła tę nagłą zmianę, ponieważ powiedziała:
- Dobrze. Poczekam za drzwiami.
 I wyszła, zostawiając zaszokowaną klasę. Wszyscy z niedowierzaniem wpatrywali się w nauczycielkę. Ta obrzuciła ich dość dziwnym, jakby zamglonym wzrokiem.
- A wy co tak patrzycie, jak niuchacz w złoto? - ofuknęła ich. - Piszcie, zostało wam niecałe piętnaście minut - i ponownie straciła zainteresowanie klasą, wpatrując się w okno. Uczniowie tylko wymienili spojrzenia, ale większość po prostu wzruszyła ramionami i skupiła się na kończeniu pracy.
 Clara tylko lekko westchnęła i spuściła wzrok na pergamin z zaskoczeniem odkrywając, że w zasadzie już skończyła. Dlatego też po prostu wstała i podeszła do biurka nauczycielki by odłożyć pergamin na stół. Jak można by się spodziewać pani profesor nawet nie zaszczyciła jej spojrzeniem. Dziewczynka więc wykorzystała moment, aby spojrzeć co tak bardzo przykuwało wzrok Bowman. Ku swojemu zaskoczeniu dziewczynka za oknem dostrzegła... drzewo. Zwykłe drzewo, wierzbę o ile się nie myliła. Zmarszczyła zaskoczona brwi, wychodząc z sali. Co jest takiego interesującego w zwykłej wierzbie? Nic z tego nie zrozumiała...
 Wtem poczuła czyjąś kościstą dłoń na swoim ramieniu, wyrywająca ją z zamyślenia. Podskoczyła, omal nie krzycząc. Odwróciła głowę w bok, widząc tę samą dziwną kobietę co wcześniej w klasie. Tylko teraz wyraz jej twarzy był zupełnie inny. Bardziej... rozmyty. Jej oczy wydawały się być lekko zamglone,a  kobieta sama w sobie sprawiała wrażenie jeszcze bardziej obłąkanej.
- TRAGEDIA... - powiedziała ochrypłym głosem, jeszcze bardziej tajemniczym niż w klasie. - TA, KTÓRA CHOWAŁA URAZĘ PRZEZ LATA DZIŚ ŁAKNIE O ZEMSTĘ... A DRZEWO UKOCHANEGO PRZYNIESIE JEJ ZGUBĘ... I NIC JUŻ JEJ NIE POWSTRZYMA... A KARTY WSKAŻĄ JEJ PRZYSZŁOŚĆ... ODWRÓCONY TREFL W PARZE Z PANIĄ KARO... A JEJ ŻYCIE ODTĄD ZNACZYŁ BĘDZIE AS ŻOŁĘDNY...
 Kobieta nagle urwała, jakby chcąc zaczerpnąć oddech. Przerażona dziewczynka przyglądała jej się w zdumieniu. Nieznajoma z kolei nagle straciła ten tajemniczy wyraz twarzy a jej oczy wyglądały już niemal przejrzyście.
- Pani... profesor? - zapytała dziewczynka, sądząc, że skoro nieznajoma jest w Hogwarcie to musi tu chyba uczyć. Nie wiedziała w końcu nic o jakimś nowym woźnym czy bibliotekarce, więc to wydało jej się być jedyną logiczną opcją. - Co... co pani przed chwilą powiedziała? Czy to prawda?
- Nie rozumiem o co ci chodzi, moja droga - odparła nieznajoma, już zwyczajnym głosem. - Jesteś pewna, że stres z egzaminów nie zadziałał jakoś na twój umysł? Bo widzę, że... - tu jednak słowa nauczycielki przerwał głośny dzwonek, także Clara nie dosłyszała dalszej części zdania. A gdy zamierzała coś odpowiedzieć, poczuła dłoń Laurel na swoim ramieniu.
- Przepraszam, chyba pani profesor ma rację - mruknęła tylko i oddaliła się wraz z przyjaciółką w jakieś bardziej zaciszne miejsce korytarza, oczekując na bliźniaków.
- Dziwna ta kobieta... - mruknęła blondynka, z uwagą przyglądając się nieznajomej. - Ciekawe przed czym chciała ostrzec Bowman? I w ogóle czemu tak się profesorka zdenerwowała?
- N... nie wiem - odparła cicho brunetka nie patrząc jej w oczy. - W ogóle jakie znaczenia mają karty we wróżbiarstwie?
- Nie mam zielonego pojęcia. Normalnie to powiedziałabym ci abyś zapytała Fiony, ale chyba wciąż jeszcze ma egzamin z praktyki wraz z Patchem...
 No właśnie. Clara w swoim codziennym ferworze testowym niemal zupełnie zapomniała o tym, że Patrick i Fiona zdawali w tym roku SUMy. Każdego dnia widywała ich z nosami w książkach, sporadycznie odzywających się do kogokolwiek z otoczenia. I jedno, i drugie było bardzo zestresowane, a ona z Laurel czasem nawet bały się do nich odezwać. Oczywiście rozumiały ich zachowanie. W końcu SUMy to pierwsze poważne egzaminy w ich życiu. Dopiero za dwa lata mieli zdawać owutemy. Jednak obie dziewczynki doszły do wniosku, że lepiej będzie im nie przeszkadzać w tym czasie.
- Albo zapytam się kogoś innego - mruknęła spokojnie dziewczynka, dopatrując się w tłumie rudej czupryny Percy'ego. Wzrok Laurel poszedł z jej. Blondynka lekko się skrzywiła.
- Naprawdę? On jest strasznie nudny... - jęknęła. Brunetka wywróciła oczami.
- Brzmisz jak Fred i George, wiesz? - zapytała, przegarniając włosy do tyłu. -  Poza tym nie narzekaj, zobacz z kim rozmawia...
 Laurel ponownie spojrzała w stronę starszego brata bliźniaków. Faktycznie, twarz osoby z która rozmawiał wydawała jej się znajoma... Zmrużyła oczy, przyglądając się jej bliżej i... pisnęła, chowając się za przyjaciółką.
- W życiu do niego nie podejdę - powiedziała cicho, chowając twarz w dłoniach. Clara uśmiechnęła się drwiąco.
- Nie sądzę abyś musiała - odparła, po czym uniosła dłoń w górę machając nią i krzycząc: - Hej! Percy!
 Chłopak, usłyszawszy swoje imię uniósł głowę. Gdy dostrzegł Clarę, która już niemal podskakiwała w miejscu, uśmiechnął się lekko i podszedł do brunetki.
- Witaj, Claro - odparł, nieco pompatycznie Percy. Za nim podszedł towarzyszący mu Oliver.
- Hej, Laurel. Cześć, Clara.
 Brunetka nawet nie musiała się odwracać, aby wiedzieć, że jej przyjaciółka jest czerwieńsza od krawatu Gryfonów. Mimo to specjalnie odsunęła się kawałek, tak, aby blondynka nie była już za jej plecami.
- Hej... - odparła Laurel, zdejmując dłonie z twarzy, rzucając Clarze szybkie spojrzenie pod tytułem "zabije cię przy najbliższej okazji". Ale dwunastolatka jakoś nie zwróciła na to uwagi.
- Jak egzaminy? - zapytała, kierując swoje pytanie do Percy'ego, Wooda zostawiając Laurel.
- Całkiem dobrze, dziękuję. A tobie?
- Jestem pewna, że wszystko zdałam - odparła dziewczynka, starając się nie brzmieć zbyt optymistycznie. - W każdym razie...
 I tu zaczęła mu opowiadać o dziwnym zdarzeniu z przed chwili, omijając tylko te dziwne słowa, które padły z ust nieznajomej. Percy zmarszczył brwi. Przez chwilę stali cicho, aż chłopak w końcu pstryknął palcami.
- Wiem kto to był. Profesor Trelawney, od wróżbiarstwa. Nie przejmuj się nią. Jest dość... hm... specyficzna to chyba dobre słowo... I każdej nowej klasie przepowiada śmierć przynajmniej jednego ucznia... - odparł spokojnie. - Nie przejmuj się nią, naprawdę. Do tej pory wszyscy, którym przepowiedziała śmierć, żyją - dodał, widząc, że Clara ma minę nieco niepewną.
- A zdarzyło jej się kiedyś przepowiedzieć coś prawdziwego? - zapytała.
- Nie, nie wydaje mi się. Oczywiście prócz takich drobiazgów jak zbicie filiżanki czy przewidzenie sobie planu lekcji na cały rok. Może dlatego mało kto traktuje ją poważnie, a profesor McGonagall już w ogóle ją niemal lekceważy.
- A wiesz może co oznacza we wróżbiarstwie odwrócony as trefli... w parze chyba damą karo? I as żołędny, jakikolwiek to jest?
- Czekaj... - odparł chłopak, unosząc palec w górę, wyraźnie się zastanawiając. - Odwrócony as trefl i dama karo razem oznaczają utratę nadziei... a sam as trefl, bo właśnie to jest ten "żołędny", o którym mówiłaś, to nieszczęście, łzy czy przerażenie, do wyboru... A czemu pytasz? Złapała cię na korytarzu i zaczęła ci coś przepowiadać? - zapytał, z nagle zatroskaną mina. Dziewczynka szybko pokręciła głową.
- Nie, nie. Natrafiłam na to w jakiejś książce, ale jakoś nie zapamiętałam tytułu - skłamała. Percy spojrzał na nią, zakładając ręce na piersi. Clara niemal na sto procent stwierdziła, że już wie, że go okłamała, ale gdy się odezwał już nie była tego taka pewna.
- Jak uważasz - odparł. Dziewczynka już otwierała usta aby coś powiedzieć, kiedy usłyszała z tyłu głos Freda:
- Jesteśmy! Długo czekałyście?
- Nie. Co wam tyle zabrało? - zapytała brunetka, zauważając, że Laurel w ogóle nie zareagowała na przyjście bliźniaków. Ale cóż, kiedy blondynka rozmawiała z Woodem równie dobrze armata mogłaby obok niej wystrzelić, a ona i tak by na to nie zwróciła uwagi.
- Bowman chciała z nami o czymś porozmawiać - odparł George, wzruszając ramionami. Percy spojrzał na nich podejrzliwie.
- Co żeście znowu zrobili? - zapytał, ponownie zakładając ręce na piersi.
- Nie twoja sprawa, Percy - odparł zimno Fred, przyjmując podobną postawę co jego starszy brat. Widząc to, Clara lekko się uśmiechnęła. Całą trójka może na siebie psioczyć ile chcą, ale widać po nich, ze są rodziną. Pal licho charakterystyczny wygląd, genów się po prostu nie oszuka.
- Moja, jeśli pod koniec roku znowu będziecie mieli szlaban, Fredericku - odparł trzynastolatek mierząc wzrokiem obu bliźniaków, kładąc szczególny nacisk na pełne imię jedenastolatka. Chłopiec zmrużył oczy.
- No to nie twoja. Nie będziemy mieli szlabanu, dziękujemy ci bardzo za wiarę w nas, Perseuszu - odparł George, niemal wypluwając imię starszego brata. - Dzięki za dotrzymanie towarzystwa dziewczynom. Pa - dodał, biorąc Clarę pod ramię i odciągając ją od brata idąc w stronę wyjść z zamku. Dziewczynka tylko zdążyła posłać trzynastolatkowi przepraszające spojrzenie i dała się powieść rudzielcowi w stronę "ich" miejsca przy czarnym Jeziorze.
- Co to było, chłopaki? - zapytała zdenerwowana, wyrywając swoją dłoń George'owi. Fred zmierzył ją wzrokiem.
- Denerwuje nas trochę - odparł wreszcie. - Nic, tylko się nas czepia...
- A nie sądzicie, że może mieć jednak trochę racji? - zapytała Laurel.
 Brunetka zerknęła na nią zaskoczona. Nie sadziła, aby przyjaciółką dobrowolnie oderwała się od Wooda i poszła za Fredem. A odgłosów walk między nią o drugim z bliźniaków jakoś nie było. Laurel spojrzała na nią wzrokiem pod tytułem "och daj spokój, nie chciałam zrobić z siebie idiotki".
- Po czyjej wy jesteście stronie? - zapytali obaj Weasley'owie, mrużąc oczy. Krukonki przewróciły oczami.
- Po niczyjej - odparły. Przez chwilę cała czwórka mierzyła się wzrokiem, zakładając automatycznie ręce na piersi. W końcu Clara dała za wygraną.
- No dobrze. Po coś nas tu przyprowadziliście. O co chodzi?
- Rozumiem, ze odkrywanie przejścia nadal aktualne? Czy już nie chcecie nas w ogóle znać? - zapytał Fred, nadal nieco zły.
- Czy ktoś coś  w ogóle mó... - zaczęła obruszona Laurel, ale widząc proszące spojrzenia przyjaciółki urwała. - tak, nadal jest ono aktualne. O której? Po kolacji? Czy później?
- Później. Najlepiej, gdy już będzie naprawdę ciemno. Ostawiam jakąś dwudziestą drugą - odparł George, już nieco spokojniejszym tonem.
 Obie dziewczynki wymieniły spojrzenia. Czemu to zawsze musi być w nocy, przemknęło Clarze przez głowę. Poza tym słowa profesor Trelawney nadal brzmiały jej w głowie. Oczywiście, ufała Percy'emu, ale on jej wtedy nie słyszał.... Dziewczynka nie sądziła, aby tamte słowa to było tylko czcze gadanie. Mimo to z ciężkim sercem odpowiedziała:
- OK.
***
Auuuu... Ale mnie boli beznadziejność tg rozdziału... tym bardziej, ze jak tak czytam te ostatnie to aż mnie to boli, ale well... I tak trzy razy sobie zmieniałam koncepcję, starczy. Szkołą mnie wykańcza... A ten tydzień to już wgl był majstersztykiem w stresowaniu mnie, meh...
W każdym razie dedyk dla E.M.S jako, ze powróciła "zza grobu" Xd 
Sonia <3

3 komentarze:

  1. No cześć.
    Wczoraj zaczęłam sobie czytać, ale okazało się, że jest trochę późno i musiałam przerwać. W każdym razie czemu beznadziejność? Mi się bardzo podoba! Miałam nadzieję, że ta ważka przepowie zbicie szklanki...
    No, ten tydzień był jednym z najgorszych. Tu Ci przyznam absolutną rację, bo miałam z 8 testów czy kartkówek lub innych takich. I kompletnie nie wiem, jak zabrać sie za sprawozdanie, help...
    No dobra. Kończę. Olivier Wood kojarzy mi się z jakimś dziwnym człowiekiem z mojej szkoły i już go nie lubię xDD

    NMBZT!
    Meg :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Beznadziejny? W końcu tajemnica zaczyna się rozwijać, zaczyna się fajna akcja <3 Jest super.
    "jest czerwieńsza od krawatu Gryfonów." - wszyscy Gryfoni mają jeden krawat? XD Musi im być trochę ciężko ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie w trakcie lektury jedno rzuciło mi się w oczy: nie jestem przeciwniczką mowy potocznej w opowiadaniach, ale w wypowiedziach postaci, a nie narratora! Jak każdy uczeń wiem, że na niektóre rzeczy ma się wywalone, ale wszechwiedzący narrator powinien wiedzieć, jak zgrabniej to opisać, no, bo... wiesz... jest wszechwiedzący, nie? :v

    OdpowiedzUsuń