piątek, 11 listopada 2016

22. Wierzba Bijąca

Znalezione obrazy dla zapytania Whomping Willow
 Clara lekko westchnęła, pocierając sobie ramiona. Było jej zimno, a oczekiwanie na bliźniaków jakoś nie poprawiało jej humoru. Siedziała na schodku przed głównym dziedzińcem, pozostając w cieniu drzwi wejściowych. Pozornie uważnie przyglądała się Mapie, obserwując nadchodzących chłopców i Laurel. Jednak myślami była daleko.
 Prawdę mówiąc przepowiednia profesor Trelawney od obiadu zaprzątała jej głowę. Nie mogła się już na niczym innym skupić. Poza tym to objaśnienie znajomości kart przez Percy'ego... Ta wróżba była bardzo złowieszcza.
 Zazwyczaj jest tak, że gdy wrażliwa osoba słyszy coś przerażającego nie da sobie wmówić, że to się nie zdarzy. Bardzo dobrze widać to u dzieci właśnie w wieku od ośmiu do dwunastu lat, a u tych wrażliwszych nawet do czternastu. Gdy tylko usłyszy ono coś złego, wierzy w to i niemal oczekuje aby przepowiedziana sytuacja się zdarzyła. W ten sposób dąży do jej urzeczywistnienia, wierząc w nią. A przecież każdy wie, że wiara czyni cuda...
 To właśnie działo się w tej chwili z Clarą. Na wszelkie możliwe sposoby starała się zrozumieć wróżbę pani profesor. Próbowała sobie przypomnieć jakiekolwiek nieszczęśliwe kobiety z którymi miała styczność. Jakoś żadna szczególnie nie przychodziła jej do głowy. Oczywiście profesor Bowman miała swoje dziwności, a dzisiaj zachowywała się bardzo niepokojąco, nawet jak na nią, ale... Jakoś nie wyglądała na nieszczęśliwą. Oczywiście wyjątkiem była sytuacja z Nocy Duchów, ale potem... Nigdy nie widziała nauczycielki w takim stanie. Oczywiście mogło być tak, że takie sytuacje były zatajane przez szkołę, ale przecież dyrektor nie narażałby ich na kontakt ze osobą niestabilnie psychiczną...
 Poza tym czy faktycznie powinna wierzyć wróżce? Przecież w mugolskim świecie żaden porządny człowiek im nie ufa, a większość uważa je za oszustki... Ile razy zostało udowodnione, że ta czy inna osoba jest po prostu wyzyskiwaczem i mówi ludziom to, co chcą usłyszeć? Ale... Już tyle razy przekonała się, jak bardzo świat czarodziejów różni się od mugolskiego... Może tutaj wróżki naprawdę mają jakiś szczególny dar? Może tu są brane ich przepowiednie na poważnie?
 Choć z drugiej strony... Percy nie wypowiedział się jakoś bardzo pochlebnie o Trelawney... Oczywiście, jak to on, starał się nie obrazić nauczycielki, ale... Coś jej tu nie grało... Nie wiedziała jednak do końca co.
 Tak się zamyśliła, że nie zauważyła jak bliźniacy z Laurel dotarli pod drzwi. Dotarło to do niej, gdy poczuła czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu. Podskoczyła i z lekkim okrzykiem odwróciła się tylko po to, aby zobaczyć rozbawionych Weasleyów i Laurel, która usilnie powstrzymywała się od uśmiechu. Westchnęła, przewracając oczami.
- Co tak długo? - ofuknęła ich. - Mieliśmy się spotkać o dwudziestej drugiej a jest...
- Dwudziesta druga i trzy minuty  odparł Fred, z całych sił starając się nie roześmiać na widok skonfundowanej miny Clary.  Za to jego brat nie wytrzymał i wybuchł śmiechem. Brunetka przewróciła oczami.
- Po prostu nie lubię, jak ktoś się spóźnia - odparła, wzruszając ramionami. - Dla mnie...
-...każda minuta spóźnienia do strata czasu, tak wiemy - odparł raźno George. - Ale spokojnie, cała noc przed nami...
 Clara zerknęła na Laurel, która po prostu założyła ręce na piersi i wzruszyła ramionami. Widocznie przyjaciółka znowu była w buntowniczym nastroju. Brunetka ciężko westchnęła. No jasne, jak się potrzebuje poparcia, to się go oczywiście nie ma...
 Co prawda ją samą ciekawiło dokąd mogły prowadzić przejścia wychodzące poza Mapę... Ale na litość boską, czemu wybrali akurat to obok drzewa? Już wielokrotnie zdarzało się, że gdy dziewczynka była na błoniach wydawało jej się, ze wierzba, przy której znajdowało się przejścia się... porusza. No, może nie porusza tak, że mogła to po prostu zrucić na wiatr. Czasem widziała jak pień ni z tego ni z owego zaczyna się przekręcać. Nikt nie wmówiłby jej, ze to wiatr. To drzewo ŻYŁO. Ale... Nie powinno ją to chyba dziwić. Na zielarstwie poznała już tyle roślin, które wydawały się posiadać własny rozum. Także jeszcze jedno drzewo zdolne do myślenia nie powinno jej dziwić, ale... Nie podobało jej się to.
- Ziemia do Arie! - usłyszała głos George'a. Zamrugała kilkakrotnie oczami. - Fred, czemu my ją tracimy średnio dwa razy na dzień? - jęknął rudzielec, zwracając się do brata. Ten lekko wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia, Georgie, ale przyznaj, że wygląda to wtedy dość zabawnie... Szczególnie gdy mruży oczy, z wielką uwagą przypatrując się jakiemuś patykowi czy innemu kamieniowi.
- Ej! Wcale tak nie robię! - żachnęła się brunetka. Reszta spojrzała po sobie, zagryzając nerwowo wargi.
- Clar... Nie pogrążaj się, błagam - mruknęła Laurel, biorąc przyjaciółkę za rękę. - Idziemy w końcu? Bo tkwimy tu już od jakichś dziesięciu minut! - dodała blondynka, zwracając się do bliźniaków. Ci wzruszyli ramionami.
- W sumie to przecież czekaliśmy tylko na naszą drogą przyjaciółkę, aby w końcu oderwała wzrok od tego pięknego patyka - odparł ze spokojem George, idąc w stronę drewnianego mostu. Za nim naturalnie podążyła pozostała trójka.
 W ciągu kilku chwil znaleźli się na błoniach. Po prawej stronie mieli wąską ścieżkę, prowadzącą na sam szczyt wzniesienia, na którym stała sowiarnia. Normalnie Clara skierowała swoje stopy dokładnie tam. W sumie ta wieża, oprócz biblioteki i dormitorium, była jej ulubionym pomieszczeniem w Hogwarcie. To nic, że zimą i w chłodne noce można było tam zamarznąć na kość. Dla brunetki było tam po prostu... Cudownie cicho. Oczywiście cisza panowała również w bibliotece, no i było tam znacznie cieplej, ale... Na dziewczynkę jakoś bardziej uspokajająco wpływały ciche pohukiwania sów niż szepty które rozlegały się w bibliotece. Poza tym nie tylko to wpływało na nią relaksująco. Często po wyjątkowo stresującym dniu  wchodziła tutaj tylko po to aby wziąć Morganę na kolana i pogłaskać ją po łebku. Zawsze wtedy momentalnie czuła, jak się uspokaja...
 Teraz tylko lekko westchnęła. Wiele by dała, aby teraz usiąść w ciemnym pomieszczeniu na samym szczycie wieży, i przy świetle różdżki pisać do rodziców. Ale w końcu obiecała. I nie dało się ukryć, że jej krukońska ciekawość pchała ją do podążenia za bliźniakami i Laurel w stronę błoni, a tym samym w stronę tego dziwnego drzewa.
 Po kilku minutach dotarli na skraj błoni. Widok stąd roztaczał się na wschodnią część zamku. Pomimo mroku nocy nadal można było zobaczyć fragment Czarnego Jeziora i doki, w  których przez cały rok szkolny stacjonowały łódeczki, którymi przypłynęli tu z peronu. Dziewczynka stanęła wychylając się, aby przypatrzyć się lustru wody, w  której odbijało się nocne, rozgwieżdżone niebo i księżyc w nowiu. Jakoś nigdy podczas swojego pobytu w Hogwarcie nie pomyślała skąd oni właściwie wypłynęli. W sumie... Teraz też nie zamierzała się nad tym zastanawiać.
- Clar? - usłyszała cichy szept Laurel. Zaskoczona odwróciła głowę w kierunki przyjaciółki.
- Co? - zapytała. Blondynka założyła ręce na piersiach.
- Wiesz może... No... Kto zbił tę buteleczkę... W bibliotece w marcu? Wiesz, gdy Fred i George założyli się z Ayers... - wyrzuciła z siebie w końcu. Clara uniosła brwi, jednocześnie zakładając włosy za ucho.
- Dlaczego teraz o to pytasz? Przecież to się wydarzyło jakieś... No... Trzy miesiące temu!
- I nadal tego nie wiesz... - mruknęła cicho, Laurel. - W sumie nie wiem, tak mnie jakoś naszło...
- Dziewczyny! - przerwał im Fred głośno szepcząc. - Chodźcie tu! Szybko!
 Obie Krukonki wymieniły spojrzenia, ale podeszły do bliźniaków.
- Co jest? - zapytała Clara.
- TO jest - odparł George, wskazując otwartą dłonią na pobliski pagórek. Na samym jego szczycie rosła wierzba - ta sama którą widziała brunetka z okna sali do obrony przez czarną magią. Jednak nie to zaniepokoiło Weasley'ów. Niedaleko drzewa widać było światło, najprawdopodobniej wywołane zaklęciem Lumos. Dziewczynki zmarszczyły brwi. I czaiła się tam jakaś postać.
- Nadal chcemy tam iść? - zapytała Clara, przegarniając włosy do tyłu.
 Nie podobało jej się to. Ta postać przy wierzbie... Może i nie wyglądała jakoś przerażająco, ale na nowo wzbudziła w niej niepokój. Słowa przepowiedni profesor Trelawney zaczęły ponownie kołatać jej w głowie. Pokręciła stanowczo głową. Nie dajmy się zwariować, MUSI istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie... Przecież chyba nie ciąży nad nią jakieś fatum lub coś w tym rodzaju, tak?
- Tak, chcemy. Trochę adrenaliny wam nie zaszkodzi - odparł Fred, mimo to pocierając ze zdenerwowaniem kark. Po tym odruchu dziewczynka wiedziała, że nie jest on pewien swoich słów. Mimo tego pokiwała głową, lekko wzdychając. I tak zeszli razem w dół zbocza, trzymając się ciemnej linii Zakazanego Lasu.
 Dopiero gdy ponownie zaczęli się wspinać poczuli... Chłód. I jakieś takie uczucie przejmującego niepokoju. Clara wzdrygnęła się. Im bliżej byli pagórka tym zimniej im się robiło. W przejmującej ciszy, która ich otaczała słychać było tylko ich kroki i szczekanie zębów. Mimo to uparcie szli naprzód. Gdy znajdowali się niemal na szczycie, zdawało im się, że słyszą jakieś szepty. Clara miała nawet wrażenie, że cały pagórek zaczęła otaczać srebrna mgła. Zamrugała kilkakrotnie oczami, chcąc się wyzbyć tego złudzenia, ale... ono nie znikało. Spojrzała na swoich przyjaciół, w pewnym sensie z ulgą zauważając, że oni również chyba widzą ten utrudniający widoczność gaz.
 Mimo to dotarli aż na sam szczyt wzgórza. Na ich szczęście tajemnicza postać była odwrócona do nich tyłem. Cała czwórka skorzystała z tego, że linia Zakazanego Lasu jeszcze się nie skończyła i skryli się w bezpiecznym cieniu drzew, chuchając sobie cicho na ręce i zbijając się w ciasną gromadkę, aby choć trochę się ogrzać.
 Clara zmarszczyła brwi, uważnie obserwując tę dziwną postać, stojącą parę stóp od nich. Mimo, że widziała tylko jej plecy, w dodatku okute jakimiś ciemnym płaszczem, mogła wywnioskować, że była to kobieta. Poprzez zgarbione plecy nie mogła określić jej wzrostu ani postury, ale miała dziwne wrażenie, że gdzieś już ją widziała i to nie raz...
 Wtem usłyszeli, jak te dziwne szepty zaczęły się nasilać, a mgła gęstniała. Przestraszeni spojrzeli na siebie.
- Ewakuacja? - zaproponowała cichutko Laurel. Tym razem wszyscy pokiwali głowami i gdy już mieli zrobić pierwszy krok w stronę zamku, brunetka spostrzegała karty leżące bezpośrednio przed wierzbą. Trefl. Dziewiątka trefl, ale ułożona normalnie. Dostrzegła również leżącą pod nią kartę ze znaczkiem damy kier. Gwałtownie się zatrzymała, powodując, że Laurel i Fred na nią wpadli.
- Clar, co do... - zaczęła rozjuszona blondynka, ale przerwała widząc przerażone spojrzenie przyjaciółki. - O co chodzi? To tylko karty...
 Dziewczynka już otwierała usta, aby wytłumaczyć jej dziwne zdarzenie z popołudnia, kiedy wszyscy usłyszeli ochrypły, znajomy głos, mówiący coś w niezrozumiałym dla nich języku. Zerknęli na siebie. Fred odważnie wyszedł nieco naprzód, tak, aby dostrzec twarz zakapturzonej postaci. Reszta cichutko poszła za nim, uważając, aby nawet najmniejsza gałązka nie trzasnęła pod ich butami.
 Kiedy w końcu ustawili się tak, że mogli zobaczyć postać, a na tyle byli ukryci, aby ona nie zobaczyła ich, ujrzeli... Bardzo dziwny widok.
 Kilka metrów od drzewa sporządzono coś na kształt... ołtarzyka. Ze swojego miejsca mogli dojrzeć tył jakiejś ramy, przy której po obu stronach ustawiono po jednej palącej się świecy. Obłoczek dymu, który się z nich wydobywał zdawał się właśnie powodować tę dziwną mgłę, otaczającą pagórek. Niedaleko nich zostały rozłożone karty, które Clara dostrzegła wcześniej. Jednak nie to najbardziej ich zdziwiło. Naprzeciwko tego dziwnego ołtarzyka stała... profesor Bowman. Jednak nie wyglądała już tak samo jak zwykle. Długie blond włosy musiała mieć chowane pod kapturem, bo zupełnie nie było ich widać. Poza tym jej oczy były srebrne, a sama nauczycielka wyglądała jakby była w transie. To właśnie ona szeptała te dziwne słowa, które rozbrzmiewały w uszach uczniów odkąd dotarli na szczyt wzniesienia.
- Em... Fred? Czy w magicznym świecie istnieją jakieś... rytuały czy coś w tym stylu? - zapytała niepewnie Clara, starając się mówić jak najciszej, aby Bowman ich nie usłyszała.
- Nie wiem. Musiałabym zapytać o to taty... - mruknął chłopak.
- No teraz to go raczej nie zapytasz - odparła sarkastycznie Laurel, zakładając ręce na piersi. Oczywiście, jak to już się  chyba wpisało w tradycję oboje zaczęli się kłócić. Tylko tym razem to na George'a spadł obowiązek uspokajania tamtej dwójki, bo Clara spostrzegła coś, czego żaden z jej przyjaciół nie zdołał. Dokładnie w tym samym miejscu co była wcześniej z bliźniakami i Laurel stała teraz zupełnie inna postać. Uniosła ona wzrok, wyczuwając, że jest obserwowana. Gdy tylko dostrzegła brunetkę uniosła palec do ust... Po czym znikła w Lesie. Wtem zdarzyło się coś, co natychmiast przerwało sprzeczkę Freda z Laurel.
 Niewiadomo skąd zerwał się wiatr, który uniósł wszystkie karty, które zawirowały przed Bowman, ostawiając się w równy rządek. Lecz wtedy na ich oczach dama kier zmieniła się w damę karo a dziewiątka trefl odwróciła się. Ostania karta, as trefl, uniosła się nad głowę nauczycielki. ta krzyknęła, machając rękami nad sobą, jakby próbując zdjąć tę kartę z siebie, ale ta nie poruszyła się. Gdzieś w tle rozległ się grzmot i...
 Potężna gałąź drzewa zwaliła się prosto w kierunku Bowman, która z wrzaskiem odskoczyła. Clara i Laurel wydały z siebie zduszony oddech. Co się dzieje?!
- Czy to drzewo żyje? - krzyknął zaskoczony George.
- Nie wiem! Ale z całą pewnością jest wkurzone! - odparła Laurel, starając się przekrzyczeć następny grzmot. Wtem kolejna gałąź powędrowała w ich stronę. Przestraszeni odskoczyli w dwie różne strony - Clara i Fred po jednej, Laurel i George po drugiej.
- Wiem co to jest! - krzyknął George, nie dbając już o zachowanie ciszy. - To Wierzba Bijąca!
- No co ty nie powiesz! - warknęła Laurel, odskakując w bok, widząc wić zmierzającą w jej stronę. - W życiu bym na to ie wpadła, szczególnie teraz!
- Lori, nie czas teraz na sarkazm! - odparła Clara, uchylając się przed kolejnym atakiem drzewa. - Musimy stąd uciekać! I to szybko! Zanim ta Wierzba nas zabije!
- A jak chcesz to zrobić, oprócz ucieczki w Las? - odparł Fred, potykając się o jakiś korzeń. Ledwo zdążył się przewrócić na bok, a już witka pomknęła w jego stronę.
- FRED! - krzyknęli pozostali.
- Immobilus! - wrzasnęła Clara, wyciągając różdżkę i celując nią w gałąź. Jednak nie tylko ona zdecydowała się na to zaklęcie. Laurel i George również je wykrzyknęli. Później dziewczynka zastanawiała się, skąd chłopak znał to zaklęcie - w końcu nigdy nie wydawał się być zainteresowanym nauką ponad program - ale wtedy nie miało to znaczenia. Na skutek Zaklęcia Zamrażającego i siły trzech zaklęć rzuconych równocześnie pół drzewa zostało... sparaliżowane. Cała czwórka spojrzała po sobie zaskoczona. Każdy z nich otwierał usta, aby coś powiedzieć, kiedy usłyszeli czyjeś krzyki.
- Tam jest!
- Na brodę Merlina, to już kolejny nauczyciel obrony, który będzie musiał trafić do Munga...
- A dzieci? Sybilla mówiła, że tu były jeszcze jakieś dzieci!
 Kroki przyspieszyły a całą czwórka ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu dostrzegła profesor McGonagall.
- Tu są! - krzyknęła nauczycielka gdzieś za siebie, po czym szybkim krokiem do nich podeszła. - Co wy tu robicie o tak późnej porze? - zapytała, patrząc na każdego z nich osobno. Przyjaciele skulili się w sobie.
- Obudziły nas te grzmoty - powiedziała Clara. - I wyszliśmy sprawdzić co to.
- My spotkaliśmy dziewczyny na schodach - podbił George. Nauczycielka spojrzała na nich z niedowierzaniem.
- Dlaczego nie zawiadomiliście żadnego z profesorów? Albo chociaż któregoś z patrolujących prefektów? Pana Adaira lub waszego brata na przykład?
- No bo... działaliśmy na szybko - wtrąciła Laurel. - Sama pani profesor wie jak to jest, kiedy człowiekowi uderzy do głowy adrenalina... nie myśli się logicznie..
 Przez chwilę stali cicho, patrząc z niepokojem na McGonagall. Czarownica westchnęła, przecierając oczy pod swoimi okularami.
- Za waszą niesubordynację powinnam odjąć wam wszystkim po sto punktów na dom - odparła srogo. Cała czwórka spojrzała na siebie ze strachem w oczach. - Ale myślę, że to, co dziś doświadczyliście będzie wystarczającą nauczką na przyszłość. Idźcie do swoich dormitoriów.
 To mówiąc oddaliła się. Przyjaciele wymienili spojrzenia.
- To wszystko? - zapytała w końcu Clara, nerwowo odgarniając włosy z czoła.
- A co? Chcesz stracić te sto punktów dla Ravenclawu? Lub nawet dwieście bo jeszcze plus Laurel? - prychnął Fred, zbierając się w końcu z ziemi. - Nie wiem jak wy, ale moim zdaniem to i tak było bardzo łagodne jak na McGonagall...
- Tia... Może ona jednak ma serce... - mruknął George, pomagając bratu wstać. - Idziecie, dziewczyny?
- Tak. Jasne - odparły obie Krukonki i wraz z chłopakami ruszyli w stronę zamku.
- Jednego wciąż nie rozumiem - rzucił Fred, gdy stali na Wielkich Schodach. - O co chodziło Bowman? Ona ukradła nam Mapę?
- Wydaje mi się, że tak - odparła Clara. - Parę dni później słyszałam, jak Snape z kimś rozmawia o tym, że coś mu skradziono z jego prywatnych zbiorów. Myślę, że to była właśnie Bowman. Dzięki Mapie mogła sprawdzić, czy on tam się nie znajduje i ukraść to, co było jej potrzebne do tego... rytuału. No i... te karty... Ona chyba oszalała... W sensie wiecie, ja po egzaminie trafiłam na nauczycielkę wróżbiarstwa... No tę kobietę co nam wbiła do klasy podczas egzaminu i która ostrzegała Bowman. Ona zaczęła przy mnie coś przepowiadać i tam właśnie były te karty, które wcześniej zawisły wokół Bowman... A z tego co mówił mi Percy... takie karty to nie jest zbyt dobra wróżba... Tylko nadal nie wiem, dla kogo ona to wszystko zrobiła...
 Przez chwilę między nimi zaległa cisza. Żadne nie wiedziało jak skomentować to dziwne zdarzenie.
- No cóż... problemem szkoły będzie teraz znaleźć nauczyciela do obrony - westchnęła Laurel, zakładając ręce na piersi. - W każdym razie... Dobranoc?
- Dobranoc - odparli obaj bliźniacy.
 Obie Krukonki podreptały na górę. Clara zamyśliła się. To całe zdarzenie wydawało jej się być... Dziwne. Niby wszystko się jej rozjaśniło, ale nadal nie wiedziała dla kogo to wszystko zostało zrobione. No i.. Po co Bowman szukała w bibliotece czegoś o ponurakach? Westchnęła, rzucając się na łóżko.
 Może kiedyś się tego dowie. A może nie. Nie wszystkie tajemnice tego świata musiała rozwiązać.
***
 Tymczasem  na wietrze łopotała pewna kartka. Deszcz uderzał o nią, powodując niezadowolenie u postaci na niej sfotografowanej postaci. W końcu podmuch zelżał, a fotografia wylądowała miękko na mokrej od wody ziemi. 
 Postać na zdjęciu przedstawiała człowieka, który mógł być nawet w wieku dwudziestu lat, ale blizny postarzały go tak, że właściwie jego wiek pozostawał nieodgadniony. Jego kolor włosów i oczu pozostawał nieodgadniony, ponieważ zdjęcie było czarno-białe. Mimo to, osoba która go znała stwierdziłaby, że tęczówki są zielone a włosy ciemne.
 Taką osobą był starszy mężczyzna o długiej, srebrnej brodzie i równie długich i srebrnych włosach. Jego niebieskie oczy błysnęły zza okularów-połówek, gdy rozpoznał człowieka na fotografii.
- Remus... Lupin... - rzekł z niedowierzaniem Albus Dumbledore.
***
Auuu... Nie podoba mi się zbytnio ten rozdział. Modyfikowałam go już kilkakrotnie, a ostatni fragment właściwie dopisałam dziś... Mam nadzieję, że chociaż Wam się choć trochę spodoba... Meh... Szkołą mnie wysysa z energii do pisania, to boli... Także z oczywistych względów nikomu tego rozdziału nie dedykuję.
Pozdrawiam
Sonia

7 komentarzy:

  1. Trochę chaotyczny ten rozdział i części nie rozumiem...
    Akcja oczywiście świetnie poprowadzona i sam pomysł na plus, ale jakoś tak nie rozumiem tego, co się tam działo xD.
    Znalazłam jedną literówkę gdzieś na początku, ale nie była jakaś rażąca.
    Całkiem mi się podobała, chociaż poproszę o wytłumaczenie xD

    NMBZT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bowman jest nie bez powodu nauczycielka obrony. Podróżowała po świecie, dowiadując się o różnych sposobach magii. Niejako jednak w głowie miała Lupina, a więc rytuał miał na celu odnalezienie go i zmuszenie do zakochania się w nim (chaos goni chaos, wiem). Mówiłam, że ten rozdział mi nie wyszedł zbyt dobrze, ale no cóż...
      Sonia

      Usuń
  2. Co robi Magda o 23? Czyta rozdział u Soni :P
    Ale mi się podoba. Czemu zły rozdział? Bardzo dobry właśnie! Akcja super, opisy super, łatwo się czyta i w ogóle! Tylko jest straszne napięcie. Mam wrażenie, że na miejscu Clary to bym chyba że strachu zjadła 3 paczki dużych żelkow Haribo (polecam na odmóżdżenie, jedna paczka starczy i daje długotrwały efekt. Testowane na... żywych ludziach xd). Nie rozumiem drugiego zdania w ostatniej części rozdziału. Coś tam pokrecone, ale ja ogóle zrozumiałam prawie wszystko tylko nie wiedziałam tyły rzeczy związanych z kanonem... nie ważne.
    Czekam na jakiś Shipping czy coś! XD
    NMBZT!
    Meg :*

    PS: Jak zwykle jestem zbyt leniwa żeby sprawdzać błędy w komie więc no :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meg shipping będzie, ale Clar musi do tg shippingu nieco dorosnąć, sama rozumiesz XDD Ale jak chcesz spoileru to do ostatniego rozdziału Jawy zapraszam XD

      Usuń
  3. Choć wpadłam przypadkiem, rozdział mi się spodobał i nie był wcale taki zły jak myślisz. Pozdrawiam.
    lenaskolowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że Ci się podoba ^^ Mam nadzieję, że "przypadkiem" zostaniesz na trochę dłużej :P

      Usuń
  4. Okej, zgadzam się, że rozdział jest nieco chaotyczny, ale nawet by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że ta sprawa z Bowman wynikła tak nagle? Bez uprzedzenia? I trochę żałuję, że wyjaśnienia, które napisałaś powyżej, nie ma w rozdziale, bo by się przydało.

    OdpowiedzUsuń