czwartek, 17 listopada 2016

23. Powrót do domu

Znalezione obrazy dla zapytania harry potter and philosopher's stone final scene
 Koniec czerwca nastał bardzo szybko. Wydarzenia sprzed paru tygodni uniknęły jakoś rozgłosu. Profesor Bowman oficjalnie opuściła szkołę na wskutek jakichś problemów rodzinnych. Oczywiście żaden uczeń w to nie uwierzył i po szkole rozniosły się przeróżne plotki. Każdy miał jakąś swoją teorię na ten temat.
 Fred i George już parokrotnie chcieli naprostować te pogłoski, ale zawsze był powstrzymywani przez dziewczyny. Obie Krukonki niezbyt chciały, aby cała szkoła dowiedziała się o wariactwie nauczycielki. W końcu zdrowie to coś osobistego - nikt nie musiał wiedzieć co taj naprawdę się wydarzyło. Poza tym cała czwórka najchętniej wymazałaby z pamięci tamten wieczór.
 Clara westchnęła, stojąc przed lustrem w dormitorium, sprawdzając czy poprawnie włożyła na głowę tiarę.
- Clar! Schodź już wreszcie! - usłyszała krzyk Laurel, która czekała na nią na dole schodów.
- Ta, już idę! - odparła, po raz ostatni ogarniając wzrokiem swoje dormitorium.
 Spędziła tu niemal cały rok na uczeniu się, rozmawianiu z Laurel, odpoczywaniu. Z lekkim smutkiem stwierdziła, że będzie tęskniła za tym miejscem przez wakacje. Za wielkim łóżkiem z kolumienkami, którego ciemnogranatowe draperie przysłaniały miękkim materac i pościel, powleczoną błękitną poszewką. Za cichym stukaniem deszczu o szyby okien i za szumem wiatru łopoczącym za nim niemal każdego dnia roku. Nawet za tym przeciągłym wyciem, dochodzącym w nocy z Zakazanego Lasu. Westchnęła.
- Clara, an litość boską! - usłyszała sfrustrowany głos przyjaciółki. - Bo się spóźnimy!
- No już idę! - odparła i szybko wybiegła z pokoju. Niemal sfrunęła po schodach i po paru chwilach była już obok przyjaciółki. - No to zaczynajmy - mruknęła i wraz z dwunastolatką ruszyła w stronę Wielkiej Sali.
 Powstrzymały nagły odruch wyjścia z sali, widząc, jak jest udekorowana. Wszędzie królowały barwy Slytherinu - srebrny i zielony. Przy stole nauczycielskim wisiał olbrzymi transparent z godłem tego domu, czyli wężem. Oczywiście Wielka Sala była tak wystrojona, ponieważ to dom węża wygrał tegoroczny konkurs na Puchar Domów. 
 Clara twierdziła, że jest to nieco nie fair. Ślizgoni zawsze punktowali u Snape'a, nieważne ile by stracili u innego nauczyciela. Za to mistrz eliksirów bardzo się starał, aby nie daj Boże inny dom nie wyprzedził jego. Choć... Może "znajomość" z Jenną zmieniała jej trochę spojrzenie na ten dom? W końcu Tiara podczas swojej piosenki wspomniała, że Ślizgoni to ludzie ambitni, po trupach dążący do celu... Może w tym kryje się ta całą tajemnica?
 Jej rozmyślania przerwał potężny głos dyrektora szkoły.
- A więc jeszcze jeden wspaniały rok za nami - rzekł, uśmiechając się ciepło do wszystkich uczniów.- Rok jak zwykle wspaniałych, kreatywnych uczniów... Z wielką radością mogę powiedzieć, że wasza bitwa na jedzenie była chyba pierwszą taką, która wydarzyła się w Hogwarcie od czasów mojej młodości, czyli dla was zapewne są to czasy pierwszych wojen goblińskich... - po sali przeszedł szmer tłumionych chichotów. - W każdym razie cieszę się, że tegoroczna młodzież wykazała się wielką kreatywnością i dość... specyficznym poczuciem humoru - tu niebieskie oczy Dumbledore'a zatrzymały się na bliźniakach, którzy zaczerwienili się aż po końcówki uszu. Mam nadzieję, że podczas wakacji zdołacie odpocząć i opróżnić swoje głowy z wiedzy wam tak bardzo potrzebnej w życiu... No cóż, chyba wypada przedstawić wam tabelę, prawda? Także, zobaczmy... Na czwartym miejscu Gryffindor z liczbą punktów trzysta dwadzieścia osiem. Na trzecim Hufflepuff, który tychże punktów posiada aż czterysta. Drugi Ravenclaw, czterysta pięćdziesiąt punktów. No i pierwszy, po raz czwarty, Slytherin z liczbą punktów czterysta osiemdziesiąt jeden. Bardzo proszę o brawa.
 I sam dyrektor zaczął klaskać a w jego ślad poszła cała szkoła. Najgłośniej brawo bili sami zwycięzcy, za to reszta domów uderzała dłońmi od dłonie z minami, jakby mieli zaraz iść na ścięcie. Widząc uradowaną minę Ayers Clara wzdrygnęła się. Jedynym dla niej pocieszeniem pozostawał fakt, że drużyna Gryfonów wygrała tegoroczny turniej o Puchar Quidditcha. Na szczęście dyrektor ukrócił katorgi domów innych niż Slytherin. Zwyczajnie, unosząc dłoń, uciszył salę. - No to... Chyba nie mam nic więcej do dodania... Jedzcie!
 Wszystkie półmiski i dzbany napełniły się jak zwykle jedzeniem i piciem, które było tak uroczyste jak te na uczcie powitalnej. Dziewczynki z ulgą rzuciły się na jedzenie, czując się tak, jakby to by ich ostatni posiłek w życiu.
- Dobra, ale za rok im pokażemy - usłyszały gdzieś obok głos Fiony, której wzrok nienawistnie spoczął na stole Ślizgonów.
- Co roku tak mówisz - mruknął Patrick, spokojnie jedząc zupę. - I jakoś za każdym razem nie masz racji... Uwierz mi, niczego nie chciałbym bardziej - dodał szybko, widząc minę piętnastolatki. - Ale no bądźmy realistyczni... Dopóki nie stanie się jakiś cud to wątpię aby ktoś przegonił Slytherin. I jak bardzo lubię Gryfonów, to jeśli się nie wezmą w garść...
- Och no, nie smutaj tak! - rzuciła Fia, obejmując go jednym ramieniem. - Zobaczysz, za rok powtórzymy nasze zwycięstwo sprzed pięciu lat!
- No mam nadzieję... Ale naprawdę jakiekolwiek zwycięstwo by mnie ucieszyło, bylebym nie musiał patrzeć na te ich roześmiane twarze, kpiące ze wszystkiego co wierzę. Każdy mógłby przejąć ten Puchar, byleby to znowu nie byli Ślizgoni - westchnął chłopak, poprawiając okulary. Clara i Laurel tylko wymieniły spojrzenia. 
 Brunetka musiała przyznać, że zgadzała się z Patrickiem. W końcu ta cała ślizgońska zabawa i w ogóle to arystokratyczne spojrzenie na całą szkołę wywoływało u niej odruchy wymiotne. W dodatku w porównaniu ze smutnymi minami bliźniaków i Cedrika wyglądało to naprawdę... przykro. Choć Fred i George byli trochę hipokrytami - ich dom w końcu zdobył Puchar Quidditcha, a Hufflepuff i Ravenclaw pozostały bez jakichś większych osiągnięć. To dom jej i Cedrika w tym roku był najbardziej pokrzywdzony. W następnym roku dadzą radę. Na pewno.

 W ciągu paru dni zdążono ogłosić wyniki egzaminów klas od pierwszej do czwartej oraz szóstych. Clara z ulgą i wielką radością zauważyła, że zdała wszystko z najlepszymi ocenami, a Laurel była zaraz po niej. Bliźniacy cudem zdali, bo mimo, że takie przedmioty jak historia magii czy astronomia poszły im fatalnie, to zrównoważyły im to zaskakująco dobre oceny z eliksirów i zaklęć. Obronę i tak wszyscy zdali na mniej więcej tym samym poziomie, więc nie było mowy, aby jakikolwiek uczeń nie przeszedł do następnej klasy.
 Jedynymi uczniami, którzy nadal nie byli pewni swojej przyszłości, byli piąto- i siódmoklasiści. Wyniki SUMów i owutemów miały zostać im ogłoszone dopiero w trakcie wakacji. I Patrick i Fiona ubolewali nad tym faktem, ale co mogli zrobić. W tym wieku systemu edukacji nie zmienią.
 Wkrótce kufry zostały spakowane, zgubione skarpetki odnalezione, a sowy schowane do klatek. Każdy uczeń otrzymał notatkę z informacją, że używanie czarów, w szczególności w obecności mugoli, poza Hogwartem jest surowo zabronione. Fred i George skwitowali to cichym "a mieliśmy nadzieję, że jak raz o tym zapomną", ale zasady do zasady. Trzeba się ich trzymać. Choć w przypadku bliźniaków bywa różnie...
 Pojawił się Hagrid, aby zaprowadzić ich do doków aby stamtąd spłynęli łódkami w dół w stronę stacji pociągu Hogwart Express. Clara była jedną z ostatnich osób, które z westchnięciem przez kilka minut jeszcze patrzyły w tył na zamek, który teraz wydawał się być malutkim punkcikiem zawieszonym na klifie. Nadal czuła w sobie magię tego miejsca i wiedziała, że Hogwart zawsze będzie robiła na niej duże wrażenie, nieważne ile razy będzie do niego wracała.
 W końcu dotarli na peron, gdzie czekał już na nich błyszczący czerwienią i czernią parowóz. Oczywiście zamieszania z przedziałami było sporo, bo w przeciwieństwo od jazdy do Hogwartu, gdy nowi uczniowie jeszcze się nie znali i siadali gdzie popadnie, to teraz w ciągu roku powstały przyjaźnie i animozje. Prefekci mieli pełne ręce roboty z godzeniem i w miarę pozytywnym sadzaniem pierwszaków na miejscach, którzy sami sobie wybrali.
 Na szczęście Clara, Laurel, Fred i George takich problemów nie sprawiali. W zasadzie dzień przed wyjazdem ustalili między sobą jak chcą usiąść. I tak oprócz nich w przedziale znalazł się jeszcze Lee Jordan.
 Podróż spędzili głównie na rozmowie, śmiechach i wypróbowywaniu fasolek wszystkich smaków, oraz twardym targowaniu się o karty z czekoladowych żab. Bliźniacy oczywiście nie byliby sobą, gdyby w trakcie jazdy czegoś nie nabroili, także wychodzili co kilkanaście minut na korytarz tylko po to, aby od razu sprintem wrócić do przedziału na wstępie wszystkich uprzedzając, że jakby coś to to nie byli oni. Reszta współpasażerów tylko przewracała oczami, śmiejąc się.
 Czas upływał im nieproporcjonalnie szybko, przyrównując do jazdy w stronę Hogwartu. Właściwie nie wiedzieć kiedy głos konduktora rozległ się po korytarzach informując, że niedługo przyjadą do Londynu. Dziewczyny szybko wywaliły bliźniaków i Lee, aby przebrać się w mugolskie ubrania. Po chwili same wyszły, czekając aż chłopcy się przebiorą. W trakcie tego oczekiwania brunetka poczuła rękę na swoi ramieniu. Bez zaskoczenia obróciła się, widząc przed sobą Cedrika, już przebranego w mugolskie ubrania. Uśmiech automatycznie pojawił się na jej twarzy.
- Nie pożegnałaś się - rzucił. Dziewczynka zmarszczyła brwi.
- Ty również - stwierdziła, przegarniając włosy.
- No cóż, w takim wypadku chyba oboje możemy to zrobić teraz - odparł, Dziewczynka pokiwała głową, ale... jakoś chyba żadne nie chciało się tak do końca żegnać. W końcu po dłuższej chwili powiedzieli równoczesne:
- No... To pa?
 Zaśmiali się nerwowo. Cedrik sięgnął do kieszeni, wyjmując z niej czarne, wąskie pudełko.
- Weź to, OK? - zapytał wyciągając je przed siebie. - Żeby przypominało ci o mnie przez lato.
- Em... J... Jasne... - zająknęła się dziewczynka, czując jak końcówki uszu zaczynają jej się czerwienić. - Ale.. Ja nie mam niczego dla ciebie - dodała ze wstydem. Chłopak zaśmiał się.
- Nic nie szkodzi. Nie spodziewałem się abyś miała - odparł. - Tylko pisz czasem, co?
- No jasne! Morgana chyba odnajdzie drogę - odparła. - Dotarła na święta wśród zamieci, to doleci pewnie i w lato! - dodała wesoło. Puchon lekko się uśmiechnął po czym mocno przytulił brunetkę i z szybkim "pa" przeszedł wgłąb korytarza, pewnie do swojego przedziału.
- Uuuu - usłyszała obok Laurel. Już otwierała usta, aby zwrócić jej uwagę, kiedy argument sam do nich przyszedł.
- Trzymaj się Laurel. Uważaj na siebie - usłyszały głos Wooda, który pojawił się dosłownie znikąd, lekko przytulając dziewczynę i idąc sobie dalej. Brunetka wzięła oddech, aby powtórzyć zachowanie przyjaciółki, kiedy ta stanowczym gestem zasłoniła jej usta, mówiąc:
- Ani. Słowa.
 Kwadrans później wszyscy wychodzili z pociągu wielką chmarą. Stary, pomarszczony strażnik wypuszczał uczniów po parę osób, aby nie wzbudzić podejrzeń u mugoli. W końcu nie codziennie widzi się około trzystu dzieci wychodzących ze ściany i idących dalej jak gdyby nigdy nic.
 Kiedy przyszła kolej Clary, dziewczynka ostatni raz obrzuciła wzorkiem peron, starając się zapamiętać każdy jego szczegół i, wstrzymując oddech, przeszła przez barierkę wkraczając ponownie do mugolskiego świata.
 Mimowolnie uśmiechnęła się na widok mamy i taty. Jednak zanim podążyła w ich stronę chciała się pożegnać z przyjaciółmi. Odwróciła się więc w ich stronę i z uśmiechem mocno przytuliła każdego z osobna.
- W to lato do mnie przyjeżdżasz. I to bez żadnych ale! - zaanonsowała jej Laurel. - Wyślę ci sowę, kiedy ustalę wszystko z rodzicami, OK?
- OK - odparła dziewczynka. Chłopcy po prostu odwzajemnili uściski i poszli za swoimi braćmi w stronę otyłej, rudej kobiety i wysokiego czarodzieja z przekrzywionymi okularami na nosie. Clara pomachała jeszcze lekko Percy'emu i ostatni raz uściskała Laurel, która z kolei podbiegła do wyniośle wyglądającej kobiety o długich, brązowych włosach i blondwłosego mężczyzny. Podbiegła jeszcze do Patricka i Fiony, którym obiecała pisać listy i trzymać mocno kciuki za ich wyniki SUMów i nareszcie podbiegła do rodziców.
- No, już myśleliśmy, że o nas zapomniałaś - zażartował jej tata, mierzwiąc córce włosy. Clara tylko się zaśmiała.
- No co wy! - odparła. - Nigdy w życiu!
 Obaj rodzice tylko się zaśmiali. Tata wziął od niej wózek bagażowy i razem wyszli na parking, gdzie spakowali jej rzeczy do bagażnika.
- A co ty tam masz w ręce, kochanie? - zapytała Clary pani Pond. Dziewczynka zerknęła na czarne pudełeczko.
- Prezent - odparła. Jej mama tylko domyślnie pokiwała głową i wsiadła do samochodu. Dziewczynka wolno zajęła miejsce z tyłu, czekając na tatę. Popatrzyła jeszcze raz na stacje King's Cross. Aż w końcu pan Pond uporał się z bagażami i zajął miejsce za kierownicą.
 Clara zacisnęła palce na pudełeczku. Zabawna myśl przemknęła jej przez głowę. To chyba będą pierwsze wakacje, przy których będzie z utęsknieniem wyczekiwała powrotu do szkoły. I jakoś nie bolało ją to.

Koniec Części Pierwszej

Yeap, skończyłam. Początki zawsze są trudne i mam przeczucie, że gdy w przyszłości bd do tego wracała to będę miała takie WTF co to jest. No ale na razie daleeeeko w fabule nie jestem, więc mogę ocenić tę część na takie mocne 2+. Gratuluje tym co dotrwali do końca. Rozdział miał być jtr, ale jadę na "Fantastyczne Zwierzęta", toteż nie miałabym czasu aby go wstawić...
Z ogłoszeń parafialnych... Robię sobie 3 tygodnie przerwy. Jeden z nich jest zadedykowany dla E.M.S, aby zdążyła nadrobić, ponieważ zaczynam poprawiać przeszłe rozdziały wg jej wskazówek. A dalej zapewne po prstu będe ogarniaął fabułę drugiej "książki" o tyule "Kruczy Lot". Mam nadzieję, że pójdzie trochę lepiej :P
Niech Magia będzie z Wami !!
Sonia

4 komentarze:

  1. WOOOOOOOOOOOO *.*
    PER
    FEC
    TOO
    *.* *.* *.* *.*
    ALE SUPER!!
    Naprawdę, mega mi się podoba! Ja bym chciała trochę więcej CedrikoClary! Albo jeszcze tych Fredow i Geogreow
    No nie no. No super! Teraz będzie zupełnie inna ta. Czekam i z niecierpliwością czekam!! Jej, wstawione na moją prośbę!
    Ps: jak dawałaś mi dedyk na SW to napisałaś dla Mg :p fajny skrót ^^
    W ogóle oni mają śmieszne sowy! Jakbym ja żyła tam w tej szkole z nimi tyle czasu to też bym tęskniła... szkoda życia... Czasami mam wrażenie, że jestem złym człowiekiem...
    Nieważne. Oprócz tego że jest idealnie i w ogóle słodko i słodzę jak jakaś cukrzyca to no.
    NMBZT! XDD
    Meg

    OdpowiedzUsuń
  2. BRAWOOOO!
    Gratuluję ukończenia pierwszej części <3
    Doczekałaś się w końcu komentarza, ale nawet nie wiesz, co ja musiałam przejść, żeby go napisać! Mycie sanitariatów, pójście po buty mamy do szewca, zmywarka, wyjście z psem, obiad, robienie ciasta... xD Normalnie nawet teraz musiałam drzwi otwierać! Wszystko przeciwko mnie! :D
    Nie wiem, jak ja wytrzymam następne trzy tygodnie bez rozdziału xD Nie mogę się doczekać ich kolejnych przygód i oczywiście Clary i Cedrica <3 Ten gest z prezentem jest naprawdę słodki ^^

    NMBZTiCNKL! (Mwahahahahah)
    <3
    Jawa ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Moc Będzie Z Tobą i Czekam Na Kolejne? XD Dobrze rozszyfrowałam? XD

      Usuń
  3. ARGH! Nie podoba mi się to jakoś na samym początku - jakoś uniknięto rozgłosu, jakieś rodzinne problemy Bowman... Ja chcę wiedzieć, jakie! Zapamiętaj - kiedy nie wiesz, co powiedzieć/napisać, to nigdy nie daj po sobie tego poznać! To złota rada mojego nauczyciela od infy, którą powtarza przy każdej uczniowskiej prezentacji.
    Generalnie kilka uwag do całości:
    1. Boziu, przepraszam, ale strasznie mnie wkurzają te zdrobnienia imion :v Jest ich za dużo - wiem, że są wypisane w zakładce z bohaterami, ale uwierz, nikt nie zagląda tam na bieżąco. Więc proponuję po jednym, po dwóch, na spokojnie.
    2. Nie wiem, jaki ta księga miała motyw przewodni, oprócz bycia swoistym wprowadzeniem. Przygody Clary, Laurel i bliźniaków, które królowały w większości rozdziałów, nie miały się nijak do kulminacyjnej kwestii pani Bowman, która wyskoczyła znienacka. No, chyba że kwestia pani Bowman nie była tą kulminacyjną...
    3. Twoje opisy są absolutnie CUDOWNE.
    4. Czasami piszesz zbyt potocznie - chodzi mi tu o narrację.
    5. Nie zrobiłaś z bohaterów Mary Sue/Gary'ego Stu/Jace'a Herondale'a (niepotrzebne skreślić), czego najbardziej się obawiałaś.
    No, podsumowując, nie jest źle. A za następną część wezmę się rano, bo jest, cholera jasna, po pierwszej w nocy XD

    OdpowiedzUsuń