piątek, 9 grudnia 2016

1. Witamy u państwa Pond

Znalezione obrazy dla zapytania house

Claro,
rodzice się zgodzili. Obiecali, że uszanują Twoje zachowanie anonimowości wśród Twoich mugolskich sąsiadów. Powiedzieli, że przyjedziemy pod twój dom "takiówką" czy czymś w tym stylu... A potem zbierzemy Cię po "czarodziejsku". Czy tak Ci odpowiada? Jeśli tak, to podjedziemy pod Twój dom czternastego lipca. Z tego co wiem, powinniśmy być gdzieś w okolicach szesnastej, jeśli Ci to odpowiada.

Odpisz mi jak najszybciej, błagam!

Laurel
Dwunastoletnia Clara Pond po raz kolejny przeczytała list od przyjaciółki. Kiedy skończyła rzuciła się na stojące za nią łóżko i westchnęła, spoglądając na kalendarz. Akurat tego dnia był czternasty lipca - tak długo wyczekiwany przez nią dzień wyjazdu.
Oczywiście, stęskniła się za rodzicami, ale... Z drugiej strony po roku mieszkania w Hogwarcie - szkoły dla młodych czarownic i czarodziejów - bardzo chciała aby rok szkolny już się rozpoczął.
Czy Clara Pond była zatem czarownicą? Odpowiedź brzmi: tak. Była nią i nie krępowało ją to. Wręcz przeciwnie - ona i jej rodzice byli z tego dumni. Jednak z powodu zasad panujących w magicznym świecie nie mogli tego ogłosić innym.
To właśnie dzięki szkole poznała między innymi Laurel Burton. Ona i "Lori", jak zdrobniale ją nazywała, były w jednym domu w Hogwarcie czyli Ravenclawie. Jej przyjaciółka pochodziła z jednego z staromagicznych rodów, toteż styczność z magią miała od dzieciństwa. Clarę bardzo ciekawiło o jakim "magicznym" sposobie Laurel mówiła...
Zerknęła na zegar z radością zauważając, że powoli zbliża się szesnasta. Oczywiście przyjaciółka zaznaczyła w  liście, że będzie OKOŁO czwartej po południu, a sama brunetka wiedziała, jak bardzo londyńskie ulice są  zatłoczone o tej godzinie, ale...  W końcu nie mieszkała w stolicy. Miała więc  cichą nadzieję, że Laurel wraz z rodzicami pojawi się właśnie o szesnastej.
Jej dłoń nieświadomie powędrowała do naszyjnika zawieszonego na jej szyi. Obracała między palcami jasnoniebieski, szklany koralik w kształcie łzy, zastanawiając się.
Jak bardzo dom Laurel może różnić się od jej własnego? Oczywiście, tu nie mogła uprawiać magii, ale czy w rodzinie czarodziejów jest na to pozwolenie? W końcu czytała kiedyś o zaklęciach specjalnie do domu, aby pomóc sprzątać... No, ale tutaj nie mogła używać magii, co na dłuższą metę było dla niej dość męczące.
Niemal podskoczyła, słysząc pisk opon hamującego samochodu. Natychmiast podbiegła do okna, wyglądając przez nie na ulicę. Tuż przy jej ganku stała typowa, żółta, londyńska taksówka. Z niej powoli wychodziły trzy osoby. Mężczyzna, kobieta i dziewczynka w której Clara rozpoznała Laurel.
Z piskiem podobnym do poprzedniego, zbiegła po schodach, wyprzedzając zaskoczoną mamę, która spokojnie kierowała się w stronę drzwi. Otworzyła je i wypadła na dwór. W jednej chwili znalazła się obok Laurel, ściskając przyjaciółkę tak mocno, jakby nie widziały się co najmniej rok a nie dwa tygodnie.
Oczywiście, blondynka ze śmiechem odwzajemniła przytulenie i stały tak przez klika minut, piszcząc z uciechy. Z tyłu, mama Clary z rozpaczą przyglądała się zaciekawionym sąsiadem.
Ich dzielnica zawsze należała do tych cichszych. Ludzie żyli tu spokojnie, bez pośpiechu. Przeważało tu starsze pokolenie, które było bardzo szanowane wśród młodszych. Nie zdarzali się tu chuligani. Domy o równych wymiarach zawsze były niezwykle zadbane. Nawet małe dzieci rzadko kiedy niszczyły na ogródki.
Nic więc dziwnego, że zaskoczeni sąsiedzi przylgnęli do okien, zaciekawieni tym nagłym hałasem ze strony domu państwa Pondów. Widząc radosne przywitanie dwóch przyjaciółek ci starsi po prostu uśmiechnęli się, widząc wyzierającą z obu dwunastolatek przyjaźń. Mamy z dziećmi ewentualnie je przeklinały, że pobudziły im swoje pociechy, choć w duszy również się uśmiechały na wspomnienie własnych młodych lat.
Rodzice Laurel przez chwilę przypatrywali się córce, ale po chwili ich wzrok spoczął na mamie Clary. Kobieta, czując ich spojrzenie na sobie, niepewnie się uśmiechnęła, przegarniając włosy, związane w luźny kok.
Oboje wyglądali bardzo.... arystokratycznie. Tak jakby para królewska w cywilu postanowiła przyjechać do swoich podwładnych, zobaczyć jak im się mieszka. Mama Laurel była wysoką kobietą o długich, brązowych włosach, zwykle skręcających się w luźne loki. Jednak to, co najbardziej zwracało uwagę patrzącego były jej oczy. Natura obdarzyła panią Burton niezwykłymi tęczówkami, nieokreślonego koloru. Ignoranci określali to zwykle jako piwny, ale to mogłaby być wręcz obraza. Właściwe kolor oczu mamy Laurel zmieniał się w zależności od padania światła, a okolone były niezwykle gęstymi, długimi, czarnymi rzęsami.
Pan Burton był jeszcze wyższy niż żona, także pozostaje tajemnicą, dlaczego Laurel była taka niska w porównaniu do rodziców. Miał on krótko ostrzyżone, blond włosy. Zwykle nosił zwyczajne, druciane okulary.
Oboje ubrani byli po mugolsku, ale wręcz biła od nich aura jakiejś takiej magii. Postronnemu patrzącemu trudno jednak było jednoznacznie sprecyzować, czemu się miało takie wrażenie. Mogły to być po prostu ich stroje, bo ubrani byli niby nieco na luzie, ale jednak elegancko. Samym staniem onieśmielali innych, więc nic dziwnego, że pani Pond czuła się nieco nieswojo w ich obecności.
— Ach, te dzieci — powiedziała, wskazując dłonią na Clarę i Laurel, które nadal stały w uścisku. Ojciec blondynki pokiwał głową.
— Tak, tak, proszę pani... Silenus Burton, bardzo mi miło a to moja żona, Alice Burton.
To mówiąc podszedł do pani Pond i pocałował ją w dłoń. Kobieta lekko się zawstydziła i nerwowo odgarnęła włosy z czoła.
— Rose Pond — odparła spokojnie. — Clara! Może zaprowadź koleżankę do siebie?! — krzyknęła do córki, a następnie wpuściła państwa Burton do domu.
W sumie, mama ma rację, pomyślała dziewczynka, gdy puściła w końcu przyjaciółkę. Tak więc chwyciła ją za rękę, krzycząc do niej, że zaprowadzi ją do swojego pokoju. Laurel, chcąc nie chcąc, pognała za nią, parę chwil później stając przed drewnianymi drzwiami. Brunetka przekręciła gałkę i wpuściła ją do swojego pokoju.
Oczom Laurel ukazało się dość małe pomieszczenie o wysokim stropie. Było one w pewien sposób idealnie prostokątne. Właściwie większą jego część zajmowała masywna szafa, z lustrem na jednym ze skrzydeł. Druga, nie oszklona część, była pokryta plakatami. Niektóre z nich były magiczne, a niektóre mugolskie. Wśród nich przeważały te zespołu Queen oraz przedstawiające Harpie z Holyhead w akcji.
Obok szafy postawiono wielki, przeszklony regał. Na jego półkach ustawiono wszystkie książki, jakie kiedykolwiek przeszły Clarze przez ręce. Choć nie tylko one. Na najniższej półce w zwykłych, kartonowych pudełkach, posegregowane według numerów, leżały komiksy.
Naprzeciw szafy stało łóżko, przykryte niebieskim kocem. Nie było duże, ale też nie tak małe, aby nie zmieściły się tam dwie osoby. U jego szczytu bezwiednie porozrzucano brązowe i granatowe poduszki, obok których zawsze leżały dwie pluszanki: hipogryf od Cedrika i kruk od Weasley'ów. Nad łóżkiem z kolei wisiały proporczyki Ravenclawu oraz ciemnobrązowe półki, bo książki powoli przestawały się mieścić na regale.
W przestrzeni między szafą a łóżkiem postawiono zwykłe, proste biurko, które w tym momencie zawalone było połamanymi piórami, zwojami i niektórymi podręcznikami. Na nim również , zazwyczaj, stała klatka Morgany. Uszatka w tym momencie smacznie spała, z głowa schowaną pod skrzydłem. W jej zwyczaju leżało wyfruwanie nocą o niespodziewanych porach, toteż okno, które było tuż nad biurkiem zawsze było dla niej otwarte.
Przed nim stało również zwyczajne krzesło, a podłogę przykrywał ciemnoniebieski, puszysty dywan.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Laurel po wejściu do pokoju było dokładne obejrzenie plakatów. Uśmiechnęła się na widok kapitana Harpii - Gwenog Jones. Jednak brwi jej się ściągnęły, gdy przypatrywała się obrazom Queen.
— Dlaczego oni się nie poruszają? — zapytała zdziwiona. Clara zaśmiała się.
— Bo to mugolski zespół. Mugolskie plakaty. Wiesz, one się nie ruszają — wyjaśniła. Laurel otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.
— Naprawdę? W takim wypadku będą musiała ci kupić plakaty Fatalnych Jędz, oni są na pewno lepsi od...
— Ej no! Słuchałaś kiedykolwiek ich muzyki? — ofuknęła ją brunetka a gdy ta pokręciła przecząco głową, natychmiast rzuciła się w stronę biurka, mówiąc: — To ich poznasz!
Z dna szuflady, która znajdowała się pod blatem, wyciągnęła najdziwniejsze urządzenie, jakie Laurel w życiu widziała. Było to prostokątne, metalowe pudełeczko, z różnymi dziwnymi guzikami i czarnym kablem, rozdwajającym się w połowie, na którego końcu znajdowały się jakieś okrągłe doczepy.
— Co to jest? — zapytała zaszokowana dziewczynka. Jej przyjaciółka zaśmiała się.
— Walkman — odparła. — Mugolskie urządzenie do odtwarzania muzyki.
— Jak to działa? — zapytała Laurel, siadając na skraju łóżka Clary. Ta jeszcze chwilę przetrząsała szufladę, aby w końcu po pięciu minutach tryumfalnie wyciągnąć z niej pudełeczko z kasetą. Na wieczku napisane było: Queen. The Miracle.
Laurel sceptycznie uniosła brew, gdy przyjaciółka umiejscawiała kasetę w środku walkmana, Szybko go zamknęła i cisze pokoju przerwał charakterystyczny dźwięk ładowania się kasety. Po chwili w słuchawkach dało się usłyszeć początek piosenki "Party".
Siedziały więc tak przez ponad pięćdziesiąt minut, przesłuchując każda piosenkę. W dodatku Clara, zupełnie nie przejmując się koleżanką, śpiewała najgłośniej jak potrafiła. W sumie później jak o tym myślała, to stwierdziła, że z perspektywy rodziców Laurel musiało to wyglądać dość dziwnie...
— No dobra, nie są źli... — powiedziała w końcu blondynka, wyjmując słuchawkę z ucha. — W każdym razie wiem co ci kupić na Boże Narodzenie...
Clara uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze znała swoją przyjaciółkę, toteż wiedziała, że zespół bardzo jej się spodobał. Ale Laurel, będąc sobą, w życiu by nikomu się nie przyznała do błędu. Nie powiedziała jednak ani słowa, a gdyby nawet chciała, nie zdążyłaby tego zrobić.
Właśnie gdy brunetka wstawała, aby odłożyć urządzenie na miejsce, drzwi zostały otworzone przez panią Pond.
— Kochanie, państwo Burton, mówią, że w zasadzie powinniście już iść — powiedziała pozornie spokojnym tonem głosu. — Ale dodają, że zrobią to w magiczny sposób...
Z tyłu Clary, Laurel lekko się skrzywiła, co jeszcze bardziej przestraszyło Rose. Widząc strach w oczach starszej kobiety, blondynka natychmiast zmieniła minę.
— Chodzi im zapewne o teleportację, pani Pond — wyjaśniła. — To nie jest niebezpieczne — dodała, lekko pocierając nadgarstek, jak zawsze gdy się denerwowała lub... kłamała.
Clara to wiedziała, ale jej mama nie, także wzięła jej słowa za dobra monetę. Jednak w tym samym momencie zdenerwowanie matki zeszło na córkę. Czemu Laurel skłamała? Czy rzeczywiście jest to niebezpieczne? Są o tym książki?
— No dobrze... Pan Burton zapytał, czy nie znieść ci kufra, kochanie — odezwała się pani Pond. Po chwili namysłu dziewczynka pokiwała głową.
— Jest dość ciężki — przyznała. Kobieta pokiwała głową i zeszła na dół. Po chwili wróciła w towarzystwie ojca Laurel.
Na jego widok Clara lekko się skuliła. Wcześniej była zbyt zajęta Laurel, aby zwrócić na niego uwagę. Teraz zrobił na nie nie mniejsze wrażenie niż  na jej mamie. Tak jak ona stwierdziła, że jest to człowiek wyniosły i wyraźnie arystokratyczny. Jednak dostrzegła też coś, na co pani Pond nie zwróciła uwagi. Dziewczynce mężczyzna wydał się również wyniosły, sprawiał wrażenie człowieka nieznoszącego sprzeciwu.
Poza tym nie dało się od niego oderwać oczu. Wszystko co robił, robił z gracją. Wyjął różdżkę z rękawa takim gestem, że magiczny przyrząd zdawał się wręcz spłynąć do jego palców. Lekkim ruchem wycelował w kufer mrucząc pod nosem: Locomotor kufer i spokojnie jak gdyby nigdy nic zszedł po schodach na dół, a kufer i klatka pofrunęły za nim.
Oczy Clary i jej mamy zrobiły się okrągłe jak spodki. Wymieniły spojrzenia, obie równie zdumione. Laurel przypatrywała im się nic nie rozumiejącym wzrokiem. Dla niej było to oczywiste, że tak się przenosi ciężkie rzeczy. Dlaczego one tego nie rozumiały? To jak niby mugole sobie radzą z przenoszeniem ciężkich rzeczy? Bo chyba nie rękoma?
Wzruszyła ramionami i zeszła na dół, a po niej w końcu ruszyły Clara i pani Pond. Jednak zanim matka z córką dotarły, kobieta chwyciła ją za rękę, wkładając jej do ręki kopertę. Wzrok dziewczynki wędrował z przedmiotu do Rose, nic nie rozumiejąc.
— To na twoje książki – odpowiedziała szeptem mama. — I... wydaje mi się, że równie dobrze byłoby, gdybyś kupiła sobie miotłę.
Oczy Clary rozszerzyły się, a usta ułożyły się w idealne "O". Nie spodziewała się takiego gestu od rodziców. Poza tym... Sama nie była pewna czy ma spróbować przy wyborze do drużyny. W końcu na lekcjach latania nie miała zbytnio praktyki quiddticha, znała tylko teorię... i mimo iż kochała tę dyscyplinę, to bała się nią uprawiać. W końcu jak siedziała na trybunach szkolnych i oglądała mecze to nieraz ciarki ją przechodziły widząc jak tłuczki atakują graczy, albo przeciwne drużyny siebie nawzajem. Widząc jej minę, pani Pond dodała:
— Ale nie musisz się spieszyć z jej kupnem. Oswój się najpierw z grą w praktyce.
Clara uśmiechnęła się. Naprawdę uwielbiała to, że z mamą rozumiały się bez słów. I owszem, jak to w rodzinie, kłóciły się, ale... Zawsze po przeprosinach nieporozumienia szły w niepamięć. W końcu , czy nie na tym polega miłość?
Zbiegła więc radośnie po ostatnich stopniach jakie jej zostały, chowając kopertę w kieszeń spodni. Poszła wprost do salonu, gdzie czekali już na nią rodzice Laurel i jej tata.
— Także z przykrością muszę stwierdzić, że musimy już iść — powiedział ojciec blondynki.
— Miło nam było państwa poznać — dodała dość pogodnie pani Burton. — Mamy nadzieję, że wkrótce powtórzymy to spotkanie.
— My również — odparł tata Clary, wstając z fotela i ściskając dłoń wyższego mężczyzny i ucałowując w policzek kobietę. Pani Pond ograniczyła się tylko do pocałunku z oboma rodzicami. Po czym przytulili swoją córkę.
— Pamiętaj, abyś do nas pisała — powiedziała kobieta. — Żeby się nie skończyło jak w zeszłym roku.
Clara przewróciła oczami.
— Oj będę, będę. Nie martw się o to — odparła.
Chwyciła więc klatkę Morgany, a pan Burton za rączkę od kufra, druga swoją rękę podając żonie. Ona złapała za dłoń Laurel a ta Clarę. Ojciec blondynki zamknął oczy i zmarszczył brwi, jakby się na czymś skupiał. Po pięciu sekundach brunetka poczuła mocne szarpnięcie w okolicach pępka i osunęła się w nicość.
***
Yaaaay! Wróciłam! Nowa opowieść, więcej sensu (mam nadzieję), więcej życia mam nadzieję) i więcej mnie XD Cieszycie się? 
Tak jak widzicie zmieniłam szablon. Stwierdziłam, ze do każdej "księgi" będę ją zmieniała, także no.. Bez fochów mi tu! Jak wam się podoba pierwszy rozdział? Podzielcie się opiniami w komentarzach ^^
Sonia

8 komentarzy:

  1. Ładnie to tak zamykać nawias, którego się nie otwarło? XD
    W końcu się doczekałam xD Nie spodziewałam się, że jednak wstawisz rozdział, bo to aż jednodniowe opóźnienie to przecież masa czasu! Wiesz jak mi się dzisiaj godziny dłużyły? :P
    Co do rozdziału, już mi smutno na myśl o Laurel. Tacy rodzice to mogą wszystkich o stan nerwowy przyprawić -,-

    NMBZT :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej. :) Wpadłam podzielić się swoimi myślami po przeczytaniu.
    Na początku chciałabym Cię pochwalić za lekki styl i ogólnie miłe wrażenie na początek. Podoba mi się, że zobaczyłam u Ciebie pytanie retoryczne. One są fajne, bo jakoś mocniej zachęcają czytelnika do myślenia. Podoba mi się, że stwarzasz nowe postacie, że nie bazujesz tylko na kanonie. Tworzysz tę historię w oparciu o iebie i swoją wyobraźnię, co jest super. Jedyna rzecz na minus, to, że drażni mnie brak akapitów.
    Trzymam kciuki za opowiadanie, bo jestem ciekawa tych bohaterów i ogólnie fabuły. Jeżeli możesz, to poinformuj mnie o nowym rozdziale. W spamie zostawiłam kilka słów o moim opowiadaniu. Mam nadzieję, że w wolnej chwili wskoczysz tez do mnie i zostawisz kilka słów opinii.

    Pozdrawiam xx
    OCZY w OGNIU

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jestem i wypełniam braki w tym blogu xD
    Ok! Po pierwsze: Clara, już Cię lubię za gust muzyczny. Ech, Queen... Freddie... Czemu był tak głupi i naraził się na HIV? No i potem EIC. Ale jak oni żyli to chyba i Queen żyli. Czy to nie ten Queen. Sama już nie wiem.
    No ok bez komentarza. Chcę jakichś shippingow typu Clara-Cedrik.
    Ok wyczerpałam wenę.
    NMBZT I CZEKAM NA NN!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ło Jezu. Pierwsze, co sprawiło, że prawie wysmarkałam serce — muzyka na blogu. W sumie nie mam nic do tych wszystkich dodatków, ale jeśli montujesz jakąś muzykę na blogu, może lepiej wyłączyć automatyczne odtwarzanie? Jeśli ktoś ma pootwieranych kilka okienek, a tu mu nagle pod wieczór (albo w nocy) huknie „Harry's Wondrous World”, może się lekko wystraszyć. Albo wkurwić. W innej sytuacji pewnie bym się wkurwiła (jak zwykle zresztą — czytałam kiedyś takie Sevmione, w którym nie dość, że odpalały się cholernie głośne kawałki a la pop, czyli totalnie bez związku z tematyką, to jeszcze wcześniej albo w międzyczasie potrafiła włączyć się reklama rexony czy innego gówna — to było chyba najbardziej irytujące czytanie opka w całej mojej blogowej karierze), że coś mnie straszy z jednego z czterdziestu okienek, ale jestem tak wychujana po egzaminie, że niemal czuję w czaszce muchy.
    Zastanawiam się... Widzę, że masz w spisie treści „Kruka i lwa”. To jest pierwsza część czy inne opowiadanie? Bo nie wiem, od czego mam zaczynać. Załóżmy, że zacznę od tego, bo ma mniej rozdziałów i pewnie więcej powie mi o Twoim stylu niż rozdziały sprzed roku, najwyżej (gdyby były jakieś nieścisłości, mam nadzieję, że wtedy mnie naprowadzisz, by zapobiec bezpodstawnemu czepialstwu) cofnę się do tego „Kruka i lwa”.
    Najsampierw przeskrolowałam rozdział, żeby formalności załatwić na samym początku, co by nie przeszkadzały w trakcie komentowania fabuły. Raczej nie poprawiam błędów formalnych (nie wypisuję każdego błędnie postawionego przecinka, literówki, nie poprawiam szyku ani innych takich), zbyt dużo czasu by to zajęło. Jasne, jeśli rzuci mi się w oczy coś wyjątkowo paskudnego, napiszę, ale zwykle w innych przypadkach radzę poszukać sobie dobrej bety, która pomoże nie tylko z lukami fabularnymi, ale przede wszystkim z błędami. U Ciebie widzę błędny zapis dialogów. Nie będę się rozwodziła nad problemem, zwyczajnie zaproszę Cię na tę stronkę, tutaj wszystko masz:
    http://www.jezykowedylematy.pl/2011/09/jak-pisac-dialogi-praktyczne-porady/
    I tu odnośnie pauz. To sobie koniecznie przeczytaj, bo zamiast pauzy stawiasz dywiz w wypowiedziach, a to jest błąd.
    http://fontnieczcionka.pl/trzy-znaki-czyli-dywiz-polpauza-i-pauza
    Hmm, mama zadzwoniła i wybiła mnie z rytmu, ale mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam.
    A! Nie, jednak zapomniałam. Akapity. Używasz spacji (albo dwóch?) na początku każdego, ale to nie są akapity. Na blogspocie robi się je za pomocą tego kodu:
    .date-outer {text-indent: 1cm; text-align: justify;}
    h3.post-title {text-indent: 0cm;}
    h2.date-header {text-indent: 0cm;}
    Wklejasz go w css bloga (on jest w zaawansowanych ustawieniach szablonu), tylko później musisz uważać przy wklejaniu rozdziału z Worda czy gdzie go tam piszesz, żeby nie wstawiać swoich akapitów, bo wtedy zrobią Ci się jakieś podwójne cuda. Ten kod robi akapity z automatu i nie ma później tych brzydkich spacji po zaznaczeniu tekstu. Możesz sobie sprawdzić u mnie (w tych początkowych rozdziałach), to bardzo wygodne. Zwłaszcza dla czytelnika, no i o wiele estetyczniej wygląda.
    Okej, formalności mamy już za sobą, więc możemy przejść do fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się, że czarownica nie do końca łapie się w mugolskim nazewnictwie. W opkach potterowskich często się o tym zapomina i później wychodzi, że wychowująca się wyłącznie między czarodziejami i czarownicami bohaterka czystej krwi (bez wybitnych zainteresowań mugolską technologią) doskonale wie, czym jest suszarka, w rozmowie poprawnie używa słów „telewizor”, „komórka” czy inne. A ten zabieg z przekręcaniem mugolskich nazw (choć jest trochę dziecinny i robi z czarodzieja ignoranta, ale kanon to kanon, nie nam osądzać, nam się trzeba do tego stosować) jest całkiem uroczy, dodaje scenie miłego luzu.
    Aaa, znów bym zapomniała. To, co użyłaś w liście, to cudzysłów angielski, nie polski. Piszesz prosto na blogu, prawda? Cóż mogę Ci polecić. Albo Worda (ewentualnie inny program, ale nie za bardzo się na nich znam, więc musiałabyś popytać w grupach pisarskich na fejsie albo w googlach), albo kod:
    dolny: „ - ALT+0132
    górny: ” - ALT+0148
    Pomiędzy podpisem (Laurel) a kolejnym akapitem powinnaś zrobić odstęp, bez odstępu wygląda nieestetycznie i wielkie imię niemal zlewa się z resztą tekstu pod spodem.
    Okej, na same formalności powyżej zeszło 632 słowa, muszę się streszczać, bo o zachowaniach suicydalnych nikt za mnie nie przeczyta.
    Widzę, że masz problem z prostymi zasadami interpunkcji. Już w pierwszym akapicie wita mnie brak przecinka pomiędzy „kiedy skończyła” a „rzuciła się na stojące za nią łóżko”. Jeśli masz taką w miarę niecodzienną sytuację, odwróć sobie szyk w zdaniu. „Rzuciła się na stojące za nią łóżko, kiedy skończyła”. Wiadomo, że w takiej sytuacji przed „kiedy” przecinek należy się temu zdaniu jak psu zupa, więc w odwrotnej sytuacji przecinek również będzie dzielił te dwie części.
    A miałam nie poprawiać formalności. Okej, już nie będę, to mnie po prostu bardzo raziło. No wiesz...
    https://zapodaj.net/images/a6a81c43810af.jpg
    Cała ja.
    Rozumiem, że Clara Pond jest szlamą, skoro jej rodzice byli dumni, że chodzi do Hogwartu? Całkiem fajnie, rzadko się z tym spotykam, zwykle czarownice i czarodzieje OC, na których miałam okazję natknąć się na blogach, nie mieli kompletnie nic wspólnego z mugolami. A mimo to wiedzieli, czym jest komórka albo suszarka. Czary. XD
    „Zerknęła na zegar z radością zauważając, że powoli zbliża się szesnasta” — zbliżała. Jeśli zdecydowałaś się pisać opko w czasie przeszłym, nie ma od niego odstępstwa (chyba że w wypowiedziach bohaterów, one mogą sobie być całkowicie różne i nawet niepoprawne), chyba że piszesz o rzeczach niezmiennych. Np. Polska jest krajem katolickim. Hogwart jest szkołą dla czarownic i czarodziejów. Ziemia kręci się wokół Słońca. Wtedy można, w innych wypadkach — nie.
    Powinnaś dokładniej czytać to, co napisałaś. Np. natknęłam się na kilka spacji pomiędzy dwoma wyrazami, które znalazły się tam zapewne przez roztargnienie. Przed opublikowaniem rozdziału warto go zostawić na jeden dzień (albo chociaż na noc), żeby odleżał. Później przeczytaj, co tam wypociłaś (najlepiej na głos albo chociaż wymamrocz pod nosem), wtedy najlepiej wyłapuje się wszystkie błędy i literówki. Czasami zgubisz jakieś zdanie, bo coś Cię rozproszyło, a potem zapomniałaś dokończyć. Albo masz jakiś dziwnie brzmiący szyk w zdaniu. Naprawdę polecam. (Zwłaszcza jak masz dysleksję, a litery po X godzinach pisania zaczynają tańczyć Ci przed oczami.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej, nasza bohaterka ma dwanaście lat, zatem idzie właśnie do drugiej klasy. Trochę mnie dziwi, dlaczego zakaz używania czarów jest dla niej męczący, skoro potrafi póki co przyprawić wąsy salaterce, lewitować pióro i zmienić szpilkę w zapałkę.
    Całkiem urocze to spotkanie przyjaciółek. Podoba mi się, że główna bohaterka zachowuje się jak na swój wiek. Wiem, że autorzy mają tendencję do postarzania swoich postaci, dzięki czemu mamy trzynastolatkę, która zachowuje się jak siedemnastolatka. Chce pić alkohol, malować się, wyzywać starszych uczniów.
    W opisie rodziców jest masa powtórzeń, a samo ich przedstawienie wypada płasko. Jasne, nie ma problemu, kiedy powiesz, że „mama była dużo niższa od taty, miała niebieskie oczy, jasną karnację i długie blond włosy”, ale znacznie ładniej to brzmi, kiedy „długie, jasne włosy spływały mamie na ramiona, które trzymała sztywno jak arystokratka, a czarna, aksamitna szata ładnie współgrała z jasną karnacją i sprawiała, że kobieta wyglądała na jeszcze niższą i smuklejszą niż w rzeczywistości”. Niby to samo, ale jednak nie do końca. Słowem można malować, świetnie się przy tym bawiąc. Owszem, wyszukiwanie ładnych porównań, rozmyślanie nad synonimami i zlepianie ze sobą tych wszystkich cząstek, żeby powstało fajnie brzmiące zdanie — to nie zawsze jest łatwe i zajmuje trochę więcej czasu niż wymienienie po przecinku cech charakteru czy poszczególnych części ciała bohatera, ale warto posiedzieć nad opisami, żeby później powstawały miłe dla oka fragmenty. No i zawsze będą się wyróżniały, a nie tylko na jedno kopyto „była”, „miała”, „posiadała”, „był”, „miał”.
    „Mogły to być po prostu ich stroje, bo ubrani byli niby nieco na luzie, ale jednak elegancko. Samym staniem onieśmielali innych, więc nic dziwnego, że pani Pond czuła się nieco nieswojo w ich obecności” — okej, ładnie opisałaś, jakie uczucia w postronnych wzbudziło przybycie tych delikwentów, to się ceni, bo nie na samych opisach rzeczy opiera się opowiadanie, ale warto byłoby jeszcze dodać, w co takiego byli ubrani. Można to bardzo ładnie wpleść w sam opis cech fizycznych (jak podałam wyżej), przez co unikniemy ciągnącego się opisu i kolejnej listy „byciów” i „mieciów”. Może płaszcz pana Burtona wyglądał wyjątkowo osobliwie w połączeniu z jego rudą brodą? Albo elegancka, młodzieżowa sukienka pani Burton (choć nie pasowała do kobiety w jej wieku) odsłaniała żylaka na jej udzie?
    Pan Burton niby taki elegancki i arystokratyczny, ta królewskość aż od niego bije, ale nie wie, że pod gołym niebem nie powinno się całować kobiety po ręce? XD
    Opis pokoju już nieco zgrabniejszy.
    Bardzo fajnie przedstawiłaś zetknięcie czarownicy czystej krwi z tym całym mugolskim ustrojstwem, z plakatami, które (o dziwo) nie poruszają się. Nasza główna bohaterka pewnie nareszcie poczuła, że zna się na czymś zdecydowanie bardziej niż jej przyjaciółka, bo w Hogwarcie to pewnie Laurel. Przynajmniej pod względem znajomości magicznego świata.
    Pierwszy rozdział jest całkiem okej. Bardzo mało wiemy o bohaterach, bo mamy samych OC, ale wierzę, że powoli wszystko jakoś się rozwinie. Jeśli mogę Ci coś polecić — poszukaj sobie dobrej bety. A jeśli nie bety, to przynajmniej korektorki, które pomoże Ci z interpunkcją (są sytuacje, w których przecinki stawiasz poprawnie, ale kilka zdań później w takiej samej sytuacji przecinka nie ma), bo Twoje przecinki żyją własnym życiem. A jeśli nie, to poszperaj sobie w tych Językowych Dylematach (to ten pierwszy blog, który podałam przy temacie poprawnego zapisu dialogów), mają tam mnóstwo poradników. Sama się z niego douczałam. :)
    Okej. Na dzisiaj tylko jeden rozdział; jak pisałam — nauka. Jestem w trakcie sesji, więc wypadałoby się poduczyć, choć w tym semestrze zaliczam niemal same gówniaki. Prawdopodobnie do zobaczenia jutro. :)
    http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/
    Aha! Masz odpowiedź u mnie pod swoim komciem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra. Dobiłam! Przeczytałam wszystko co mi wypisałaś! I absolutnie na to nie narzekam. Dzięki tobie wiem, nad czym mam pracować, choć przez całe moje, krótkie jeszcze, życie, nie potrafiłam się dogadać z przecinkami. Wiem, że te "myślniki" od zdań są złe, tak samo jak te pseudoakapity, ale to właśnie dlatego, że nie umiałam ich zrobić, co mnie bolało :/
      Odpowiadając na twoje pytanie: tak, Kruk i Lew są jakby pierwszą częścią i tam masz więcej o bohaterach, choć fabuła ogólnie leży i kwiczy. Tytułem całej serii jest "Krucze pióro".
      Co do czytania przez wstawieniem... Zawsze czytam przed, może tylko czasem robię to zbyt pobieżnie i nie widzę niektórych błędów, jak, legendarne już "zaskoczyli zaskoczone spojrzenia". Ale no cóż, człowiek się uczy przez całe życie.
      Tak, piszę od razu na bloggerze, a w Wordzie... sama nwm, jakoś ciężej mi się pisze...
      Opisy... O Jezu, bycie i miecie to moje zmory przy takich rzeczach >.< Staram się ich wyzbyć jak tylko mogę, ale czasami nie mam pomysłu na to jak je zastąpić ://
      Cieszę się, że mimo wszystko jest coś dobrze xd naprawdę staram się jeśli chodzi o charaktery postaci i chcę aby wyszły realistycznie, bo uwielbiam babrać się w psychice moich bohaterów i tych kanonicznych.
      Niestety do twoich uwag pewnie się zastosuje dopiero w okolicach tego piątku, gdy wstawię kolejny rozdział, bo jestem z tych, co piszą na zaś i mam w bloggerze rozdziałów na półtorea miesiąca w przód xd
      Czekam na dalsze uwagi i powiedzenia na sesji, moja korektorka,której nie zawracam głowy właśnie dlatego, też ją ma xd
      Sonia

      Usuń
  7. 1. Rozumiem chęć podkreślenia niezwykłości koloru oczu pani Burton, ale nadal nie wiem nic poza tym, że były piwne, ale tak naprawdę to nie. Poza tym skąd Clara wiedziała, jak zmienia się ich kolor w zmiennym oświetleniu, skoro widzi ją od minuty?
    2. Pan Burton zwykle nosił zwyczajne, druciane okulary. I znowu: skąd Clara o tym wie, skoro pierwszy raz widzi go na oczy?
    3. Jeszcze raz użyjesz w opisie ‘jakiegoś takiego’ epitetu, to będę lać po łapach, przyrzekam :v
    4. ‘Tak jak ona stwierdziła, że jest to człowiek wyniosły i wyraźnie arystokratyczny. Jednak dostrzegła też coś, na co pani Pond nie zwróciła uwagi. Dziewczynce mężczyzna wydał się również wyniosły, sprawiał wrażenie człowieka nieznoszącego sprzeciwu.’ Czyli pani Pond stwierdziła, że jest wyniosły, a Clara od siebie dodała, że jest wyniosły? Okej XD
    5. Ale za to spotkanie przyjaciółek jest w 100% prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń