piątek, 21 kwietnia 2017

13. W cieniu drzew

Znalezione obrazy dla zapytania forbidden forest
Nie była pewna w która stronę biegnie. Jej stopy pędziły własnymi drogami, podczas gdy umysł starał odegnać od siebie słowa Ayers. To wszystko co powiedziała... Przecież to nie mogła być prawda! Patrick taki nie jest! Wierzył w nią od początku! A Eddie... Jest dobrym kapitanem! Na pewno by nie zrobił TAKIEJ rzeczy! On docenia innych za talent i poświęcenie i... i...
Więc dlaczego tak bardzo się bała, że słowa Ślizgonki okażą się prawdą? Czemu uciekała od wszystkich, skoro najzwyczajniej w świecie mogła szybko podbiec do Patricka i zapytać go o to? No tak...
Bała się. Ayers brzmiała tak pewnie kiedy to mówiła, że niemal zdołała o tym przekonać Clarę. Poza tym... Miała świadka! Co jeśli to wszystko jednak jest  prawdą? Czy faktycznie jest tak beznadziejna, że w ruch musiały pójść pieniądze? A jeśli nie tylko to jest kłamstwem? No bo... Skoro osoba, której ufała mogła ją tak zdradzić... To czy w takim wypadku te wszystkie jej przyjaźnie też tak wyglądały? Ktoś z góry chciał...
Nie. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Przesadza! Znowu! To nie był pierwszy raz, kiedy usłyszała coś niemiłego i zamiast porozmawiać z tą osobą zaczęła rozmyślać nad wszystkim co by tylko pasowało do tego stwierdzenia! Gwałtownie się zatrzymała, biorąc kilka głębokich oddechów. Przecież WIE, że nic takiego się wokół niej nie dzieje. WIE, że jej przyjaciele są faktycznie jej przyjaciółmi a nie produktami jakiejś dziwnej maszyny wybudowanej wokół niej...
Westchnęła i ukrywając twarz w dłoniach, osunęła się na kolana. Postanowiła skupić się na tym, co jest wokół niej, aby w jakiś sposób odegnać swoje niewesołe myśli.
Ku jej zaskoczeniu trawa pod jej nogami była wilgotna, a rankiem, o dziwo, nie padało. Wzięła więc ponownie kilka głębokich wdechów i odjęła ręce od twarzy, rozglądając się uważnie wokół siebie.
Była w... Zakazanym Lesie. Zaskoczona i nieco przerażona próbowała zrozumieć, gdzie dokładnie mogła dojść. Z całą pewnością siedziała na jednej z wielu polan, jakie znajdowały się w tej puszczy. Gdy spostrzegła drzewo, znajdujące się idealnie pośrodku łąki zorientowała się, że zna to miejsce. Rok wcześniej trafiła tu z George'm, gdy ona, Laurel i bliźniacy zostali rozdzieleni przez testrala. Pamiętała również, że tutaj pierwszy raz napotkała elfa.
Wiedziona jakimś przeczuciem wstała i podeszła do drzewa. Wyciągnęła dłoń, dotykając chropowatej kory. Co dziwne, sam ten dotyk wystarczył jej, żeby choć trochę się uspokoić. Ponownie wzięła parę głębokich wdechów, pozwalając aby chłodne, listopadowe powietrze przepłynęło przez jej umysł. Z każdym wydechem wyobrażała sobie, że wyrzuca wszystkie ciemne myśli, jakie miała w głowie aż nie pozostało tam nic. Uśmiechnęła się lekko.
Odwróciła się plecami do drzewa, zsuwając się w dół. Delikatnie oparła się o jego pień, wznosząc oczy ku górze. Pomimo tego, że już powoli czuła się uspokojona nie chciała wracać do zamku. Na samą myśl o tym żołądek zawiązywał jej się w ciasny węzeł, a w gardle powstawał wielka gula. Objęła się rękami, odrzucając głowę w tył.
Ślizgonom nie wolno ufać, pomyślała. No, może niekoniecznie wszystkim, bo w końcu nie znała każdego z osobna, ale Ayers... Nie, ona na pewno kłamała. Mimo, że mówiła o świadku, ale... Może ten świadek nie istniał? Wymyśliła go na poczekaniu, aby jej historyjka była bardziej wiarygodna? Najprościej będzie, gdy najzwyczajniej w świecie zapyta o to Patricka, prawda?
Tak, pewnie, że tak. Ale w końcu jest Clarą Pond. Po co sobie ułatwiać życie, skoro można je utrudniać? Po co od razu nie iść do przyjaciela, aby to wyjaśnić? Przecież można zwiać do ZAKAZANEGO Lasu i... Nie wiedzieć jak wrócić do zamku! Jest po prostu świetnie!
Mimowolnie poczuła jak łzy ponownie zaczynają spływać jej po policzkach. Zacisnęła palce na włosach, czując jak każdy kolejny szloch wstrząsa jej ciałem. Nagle, w jednej chwili, poczuła jak coś w środku niej pęka. A to wszystko tylko z powodu głupiej plotki. Niepotwierdzonych słów dziewczyny, której nawet nie lubi i vice versa. Czemu słowa tak ranią? Ach, czemu jest tak głupia? przecież dopiero przed chwilą się uspokoiła!
Zadrżała, czując jak zimny podmuch wiatru przeszywa jej ciało. Zdezorientowana spojrzała w niebo, marszcząc czoło. Nad polaną zawisła ciężka, siwa chmura, która nie wyglądała ani trochę przyjaźnie. Po prawdzie sprawiała wrażenie jakby zaraz miała z siebie wypuścić całkiem potężna ulewę. Clara podniosła się więc z zimnej ziemi, obejmując się rękoma. Zaczęła podskakiwać w miejscu i rozcierać ścierpnięte ramiona. Szata do quidditcha, mimo że dość wygodna i przyjemna w dotyku, nie do końca była wiatroodporna. No a już na pewno nie była na tyle gruba, żeby nie przepuszczała zimnego powietrza. Przy kolejnym podmuchu wiatru dziewczynka ponownie zadrżała. Wzrok skierowała na przeciwną stronę Lasu, zastanawiając się.
Miała dwa wyjścia. Albo wejdzie w ten gąszcz i prawdopodobnie już z niego nie wyjdzie, albo tu zostanie, mając jakąś licha nadzieję, że ktoś w jakiś magiczny sposób ją znajdzie. Może bliźniacy, używając Mapy...
No właśnie, myśląc o Weasleyach... Ostatnio zaczęli się zachowywać dość... Specyficznie, przynajmniej w oczach Clary. Od ich selekcji zaczęli się bardziej dystansować od niej i Laurel. Często rozmawiali o czymś przyciszonym tonem i urywali, gdy ktoś inny do nich podchodził. Zirytowana przymknęła oczy, przypominając sobie historię sprzed dwóch tygodni.

— Claro? — usłyszała tuż za sobą czyjś znajomy głos. Jego ton nie brzmiał zbyt przyjaźnie, toteż dziewczynka nieco się wystraszyła. Zaskoczona odwróciła się, nerwowo przegarniając włosy z czoła. Jednak momentalnie całe jej napięcie zniknęło, gdy zobaczyła stojącego za nią Freda. — Mogłabyś coś przekazać mojemu kochanemu bratu?
Coś w tonie jego głosu nie podobało się dziewczynce. Może to przez przesłodzony ton jakim mówił lub przesadne zaakcentowanie słowa "kochanemu". Jego postawa  również sprawiała, że Clarę coś mimowolnie odrzucało. Ramiona, niby spokojnie założone na piersi, były napięte, jakby chłopak spodziewał się ataku. Szczęka również była spięta, jakby powstrzymywał się od zgrzytania zębami. Jednak coś co najbardziej ją odpychało znajdowało się w jego oczach. Zazwyczaj błyszczały ciepło, a psotne iskierki wesołości je jeszcze bardziej rozświetlały. Tym razem jednak ziało od nich pustką a ich kolor był ciemniejszy niż zazwyczaj.
W rezultacie Clara przyjęła podobną postawą co on, nerwowo odgarniając włosy do tyłu.
— Jasne — powiedziała cicho, spoglądając na niego niepewnie o co chodzi.
— Świetnie. Przekaż mu, że nie ma mowy. I to moje ostatnie słowo. Oraz, że rodzice pewnie zrozumieją, tylko trzeba im na to otworzyć oczy. Będzie wiedział o co chodzi — odparł, odwracając się na pięcie.
Zdezorientowana zamrugała kilkakrotnie oczami. "Że co?!" pomyślała zirytowana. Dopiero po kilku sekundach, gdy pierwszy szok jej minął, przypomniała sobie jak się mówi.
— Cze... Czekaj! FRED!
Zawołany odwrócił się, unosząc sceptycznie brew. Dziewczynka dobiegła do niego i zapytała:
— A mogę chociaż wiedzieć o co chodzi?
— O nic takiego — odparł ze stoickim spokojem chłopak, pocierając sobie kark. Tym razem to Clara uniosła sceptycznie brew.
— Nie kłam — westchnęła.
— Mówię prawdę!
— A ja jestem latającym jednorożcem. Proszę cię. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi — odparła, z nutką wyrzutu w głosie. Chłopak przewrócił oczami, wzdychając.
— Bo jesteśmy.
— No to o co chodzi?
— O nic! — odparł poirytowany, podnosząc głos.
— Laurel byś powiedział... — mruknęła cicho, zerkając na niego spode łba.
— Na pewno nie — rzucił. — Przekażesz mu to?
— Tak... Ale i tak sobie o tym porozmawiamy.
— Nie mogę się odczekać, latający jednorożcu. A teraz wybacz, śpieszę się na historię — i to mówiąc oddalił się śpiesznym krokiem w dal korytarza, zostawiając skołowaną Clarę na jego środku.
***
Aż podskoczyła, gdy zdenerwowana Laurel rzuciła opasłe tomiska na stół. Uniosła na nią wzrok, odrywając się od pisania jednego z esejów na astronomię. Co prawda, mieli go oddać dopiero w przyszłym tygodniu, ale dziewczynka wolała się do tego zabrać jak najwcześniej.
— Dlaczego oni są takimi idiotami? — zapytała blondynka, unosząc wzrok na przyjaciółkę. Ta, jak gdyby nic, spokojnie odłożyła pióro i kałamarz w bezpieczne miejsce, aby nie zachlapać sobie pergaminu, gdyby Laurel wpadła w swój gestykulacyjny nastrój.
— Fred i George? — zapytała.
— A kto inny?! — odparła poirytowana Krukonka, wyrzucając rękę w powietrze. — Rozumiesz, że George złapał mnie na środku korytarza, OZNAJMIAJĄC mi, tonem nieznoszącym sprzeciwu, że mam coś przekazać Fredowi?! GEORGE! MI!
W tym momencie zaszokowana Clara zamknęła książkę. Rzoejrzeła się szybko po bibliotece w której się znajdowały i wyszeptała:
— Serio? Co chciał, żebyś mu przekazała?
— Coś o tym, że nie podoba mu się ten pomysł i nie zmieni zdania. Oraz nie chce zawieść rodziców — odparła. — Co? — dodała, widząc, że przyjaciółka zamarła z otwartymi ustami. — Clar? Halo? — zamachała jej dłonią przed twarzą. Dziewczynka zamrugała parokrotnie oczami.
— Wybacz. Zamyśliłam się — powiedziała. — Przekazałaś mu to?
— Tak, choć od razu zaznaczyłam i jemu, i później Fredowi, że nie jestem ich sową, więc gdy Fred chciał przeze mnie przesłać odpowiedź, powiedziałam mu, że jak chce się tak bawić, to niech idzie do sowiarni i wyśle list.
— Kiedy to się stało? — zapytała Clara, marszcząc w zastanowieniu brwi.
— Przed eliksirami — odparła natychmiast dziewczynka, mrużąc oczy. — A co?
— Widzisz, miałam podobną stację... Tylko, że z Fredem i w odwrotnym słowach. On twierdził, że nie trzeba patrzeć na rodziców, i jakoś to rozwiążą, czy coś w tym stylu...
— ...a na pytanie co się dzieje, odparł ci, że nic, prawda? 
— Taaak... — odpowiedziała zamyślona dziewczynka, opierając łokieć na stole, podpierając sobie ręką głowę. Po jej minie widać było, że wyraźnie się nad czymś zastanawia. - Jak myślisz, o co chodzi?
— A ja wiem... — mruknęła Laurel, przyjmując podobną postawę, co jej przyjaciółka. — Są braćmi. Mogło pójść o wszystko. Choć przyznam, że trochę dziwnie się z tym czuję. Zazwyczaj to Fred i ja drzemy koty. Ewentualnie oni z Percy'm. Nigdy między sobą.
W tym momencie do biblioteki weszli obaj bliźniacy... z uśmiechami na twarzach. Kompletnie ignorując zdziwiony wzrok obu dziewczynek z charaktery statycznym dla siebie hukiem usiedli przy ich stoliku, o mały włos nie rozlewając otwartego kałamarza Clary.
— Co tam? — zapytał George, z uśmiechem przyklejonym na twarzy.
— Nic? — odparła niepewnie brunetka, zatykając sobie kałamarz, na wypadek gdyby chłopcy wstając nie zrobili takiego samego huku, zagrażającego bezpieczeństwu jej pracy. — W zasadzie właśnie o was rozmawiałyśmy.
— Naprawdę? — zapytał drugi z bliźniaków, unosząc brew. — Czemu?
— Daj spokój, Fred. Pewnie chciały nas zapytać jak to jest być tak wspaniałym...
— ...lub mądrym...
— ...lub jak być kłamcami i nie mówić swoim przyjaciółkom o tym, co się dzieje — prychnęła Laurel zakładając ręce na piersi. Obaj bliźniacy wymienili spojrzenia.
— Nie wiem, o czym mówisz, Lauruś — odparł Fred z kamienną twarzą. Na te słowa Clara teatralnie kichnęła.
— A ty co? Chora? — zapytał George, spoglądając na przyjaciółkę. Ta wzruszyła ramionami.
— Mam alergię na kłamstwo — odparła, patrząc na nich wyzywająco.
— Kiedy my mówimy najbardziej szczerą prawdę — stwierdził Fred, zakładając ręce na piersi, tym razem jednak bez napiętych ramion. Kichnięcie tym razem nastąpiło od strony Laurel.
— No patrz, Clar. Chyba ta twoja alergia mi się udzieliła — powiedziała. Dziewczynka bezradnie rozłożyła ręce. — Także, jeśli nie chcecie, żebyśmy umarły z tej alergii, to mówcie nam prawdę.
— Kiedy to prawda! — wykrzyknął poirytowany George. Obie dziewczynki równocześnie kichnęły. Chłopcy wywrócili oczami.
— Wiesz co, Freddie? Musimy stąd wyjść. Zaraz my zarazimy się alergią na przewrażliwienie i będziemy wmawiać innym coś, czego nie ma — powiedział Gryfon, wstając, a jego brat zrobił to samo.
— Masz rację. Pa, alergiczki! Do zobaczenia na kolacji! — i wyszli.
— Nie podoba mi się to... — mruknęła cicho Laurel, odprowadzając ich wzorkiem.
— Mi też nie - westchnęła Clara, wbijając wzrok w pergamin.

Martwiła się o nich. Nie podobało jej się to, że coś przed nimi ukrywają. To było nie fair. Ona zawsze o wszystkim im mówiła... No, może i nie o wszystkim, nadal nie wiedzieli co wydarzyło się u Laurel w wakacje... Choć w sumie oni też zdawali się o tym zapomnieć, bo do tematu nigdy nie wrócili. Kto może ich winić, przecież sytuacja zdarzyła się na początku roku, a Laurel nie zachowywała się tak, jakby faktycznie działo się u niej coś złego. Nie wzdrygała się, gdy jej rodzinna sowa przylatywała z paczką. Czasami tylko twarz jej lekko tężała, gdy czytała jakąś krótka notkę od rodziców, ale nie na tyle, aby dało się to zauważyć.
Uniosła wzrok. Z zaskoczeniem odkryła, że podczas swojego rozmyślania ponownie zagłębiła się w las, tylko tym razem nie była to polana. Nie był to też jakiś szczególny gąszcz. Drzewa stały rzadziej. Poprzez ich korony dało się dotrzeć poszarzałe, ciemne niebo, jednak nic poza tym. Dziewczynka nadal nie mogła dojrzeć chociażby prześwitu zamku, co wydawało jej się dość dziwne.
Szkołę zawsze było dobrze widać. Bądź co bądź została wybudowana na klifie i.. No cóż... Nie dało jej się nie zauważyć z powodu jej rozmiarów. Z okien wieży Ravenclawu zawsze była w stanie zobaczyć Zakazany Las w jego pełnej krasie, to dlaczego gdy sytuacja jest odwrotna nie widzi znajomych kształtów budynku?
Zamarła, czując jak panika ponownie przebija się do jej umysłu. Potrząsnęła głową. Nie. Musi się uspokoić. Jak sama stąd nie wyjdzie, to ktoś ją znajdzie. Fred i George maja Mapę. Zajmie im to chwilkę, ale wpadną na to, aby na niej jej poszukać. A jeśli nie oni to wymyślą, to zrobi to Laurel. Nie ma żadnych powodów do paniki. Najlepiej będzie jak usiądzie w jednym miejscu i na nich poczeka... Oby to zrobili przed burzą. Nie miała najmniejszej ochoty moknąć i, nie daj Boże, przeziębić się,
Już miała usiąść na jakimś bezpańskim kamieniu, kiedy usłyszała przeciągliwy pisk, dobiegający spod niej. Natychmiast odwróciła się, spoglądając w dół. Na szarym kawałku skały dostrzegła jakieś małe stworzenie, rozmiarów kreta. Ukucnęła ostrożnie, zaskoczona zauważając, że był to niuchacz. Nauczona doświadczeniem najpierw schowała swój naszyjnik pod szatę, a potem delikatnie trąciła zwierzę.
Stworzenie natychmiast obróciło się  na plecy. Wzrok czarnych, paciorkowatych oczu utkwiło w dziewczynce. Natychmiast założyło ręce na brzuszku, jakby chcąc ochronić swój dobytek. Na ten widok Clara uśmiechnęła się.
— Nie martw się. Nie zamierzam ci niczego zabrać — powiedziała spokojnie.
Na dźwięk jej głosu niuchacz lekko przekrzywił główkę, starając się chyba coś przypomnieć. Jego rączka powędrowała w głąb kieszonki, wyciągając z niej... wsuwkę Clary. Zdziwiona dziewczynka uniosła brwi.
— To ty mnie prawie okradłeś! — wykrzyknęła zdziwiona. — Serio, czy w tym lesie nie ma innych niuchaczy? — dodała po chwili na głos.
— Są. Tylko mało które są tak przyjacielskie — usłyszała tuż za sobą czyjś głos. Przestraszona odwróciła się. natychmiast wyciągając różdżkę i celując nią w nieznajomego, którym okazał się być... centaur. — Nie ma potrzeby do wyciągania różdżki, młoda czarownico — powiedział spokojnym tonem, ale coś w jego szarych oczach sprawiło, że dziewczynka natychmiast pożałowała takiego zachowania.
— Przepraszam... — wymamrotała. — Proszę, nie bierz tego do siebie, Las jest trochę... Przerażającym miejscem.
— A jednak znów to jesteś — odparł, spoglądając na nią nieco karcącym wzorkiem.
Dopiero po tych słowach Clara postanowiła mu się przyjrzeć uważniej.
Jego końska część ciała była siwa, tak samo jak długie włosy i broda. Przypominał jej trochę profesora Dumbledore'a, tylko, że centaur nie miał niebieskich oczu i z cała pewnością nie nosił okularów. Nie biła tez od niego ta ciepła aura, jaka zazwyczaj otaczała dyrektora Hogwartu. Coś w jej mózgu kliknęło i uświadomiła sobie z kim rozmawia.
O ile dobrze pamiętała był to Helios. Kiedy w zeszłym roku zgubiła się z Laurel i bliźniakami w lesie pomógł im wyjść. Zastanowiła się czy warto byłoby go poprosić o pomoc.
— Zwierzęta cię lubią — powiedział niespodziewanie centaur.
— Na to wygląda — pozwiedzała cichutko dziewczynka. — Nie mam pojęcia dlaczego tak jest... Ale z tym niuchaczem spotkałam się już wcześniej. Spotkałam też parę elfów ostatnio. No i jeszcze te testrale... — mruknęła. — Przepraszam — dodała szybko, widząc jak wzrok Heliosa tężeje. - Nie mam pojęcia dlaczego panu to mówię.
— Ja również nie — odparł spokojnie. — Ale to niezwykły dar nie marnuj go. Jednym czarodziejem w pełni sprzyjającym zwierzętom i szanującym nas, centaury, był Scamander. Tylko, że on nie widział testrali To zły znak.
— Dlaczego? Czytałam o tym wcześniej, ale nie jestem w stanie tego zrozumieć. Testarle widzi ten, kto zobaczył czyjąś śmierć, a ja nie jestem w stanie sobie przy...
— Nie jestem tym, kto zna odpowiedzi na twoje pytania, młoda czarownico. Być może powinnaś pytać tych, których znasz lepiej — odparł. Clara z całej siły powstrzymała się od prychnięcia.
— Pewnie tak zrobię, ale najpierw muszę się stad wydostać — odparła, starając się, aby jej głos nie brzmiał sarkastycznie. Od profesor Goldberg wiedziała, że centaury są bardzo dumnymi stworzeniami i bardzo łatwo je urazić. Dlatego, skoro chciała aby Helios ją wyprowadzić musiała się zachowywać.
— Być może byłbym w stanie ci pomóc — odparł spokojnie centaur, wyłapując niemą prośbę dwunastolatki. — Jednak musisz mi coś obiecać.
— Oczywiście. O co chodzi?
Zwierzę położyło palec na ustach i wskazał dziewczynce palcem coś, znajdującego się obok niej. Podążyła wzorkiem w tym kierunku, zauważając parę kocich, żółtych oczu wyłaniających się zza krzaka. Wraz za nimi przód podążyły  srebrzyste wąsy, cętkowany tułów, łapy aż w końcu tuż przed nią siedział dość sporej wielkości kot, przypominający persa. Machał zawzięcie ogonem zakończonym pędzelkiem, przypominającym Clarze lwi.
Po tym szczególe domyśliła się, ze nie miała do czynienia ze zwykłym kotmem, tylko kugucharem, o którym opowiedziała im na jednej z lekcji profesor Goldberg. Zwierze świdrowało wzorkiem dziewczynkę. 
Ta bezwiednie ukucnęła, niepewnie wyciągając w jego kierunku rękę. Ten zerknął na niuchacza, jakby go o coś pytał. Ten jakby kiwnął głową. Dopiero wtedy kuguchar zdecydował się podejść do dziewczynki i trąci płaskim pyskiem o jej rękę. Następnie kilkakrotnie trącił jej kolana spiczastymi uszami, przypominające rysie i głośno miauknął. Dziewczynka zerknęła niepewnie na centaura, a ten spokojnie kiwnął głową.
Już miała za nim iść, gdy powstrzymała ją ciężka dłoń Heliosa na jej ramieniu.
— Spełniłem swoją część obietnicy. Teraz twoja kolej. Przekaż swojej blondwłosej koleżance, aby pamiętała słowa centaurów sprzed roku. Droga, którą podąża, może się skończyć tragicznie — i jak gdyby nic odwrócił się na wszystkich czterech kopytach i pogalopował w las, zostawiając skonfundowaną Clarę. Kuguchar ponownie zamiauczał, zmuszając dziewczynkę do wyrwania się z szoku. Podążyła więc niepewnie za nim.
Przez całą drogę z Lasu dziewczynka zastanawiała się co znowu chodzi? Laurel cały czas skrywała to, co powiedziały jej centaury rok temu, a teraz TO? Skąd w ogóle te zwierzęta maja taką wiedzę? Nie. Nie miała na to dziś siły. Nie teraz. 
Gdyby ktoś później kazał opisać jej drogę, którą wróciła, nie potrafiłaby tego zrobić. Odpowiedziałaby tylko, że szła przez gęstwinę drzew i krzewów. Cała droga nie miała żadnych punktów charakterystycznych, których mogłaby się uczepić, ewentualnie odtwarzając w pamięci drogę. Dość aby powiedzieć, że po kilku chwilach stała na skraju lasu, widząc przed sobą znajome mury Hogwartu, a kilka metrów przed nią dostrzegła Patricka. Westchnęła i mentalnie przygotowując się na reprymendę z jego strony podeszła w jego stronę.
***
JESTEM! ŻYJĘ! LEDWO, ALE JEDNAK! Nie wiem, kiedy następny rozdział, mam nadzieję, ze w tracie majówki coś napisze, ech... W każdym razie dedyk dla Magdy!! ^^
Sonia

2 komentarze:

  1. Dobra, co też ta Laurel usłyszała od tych centaurów i co ona takiego robi? Kurde no, ciekawe. Bardzo ciekawe.
    Swoją drogą z ten talent Clar do zwierząt jest cudny. No i przynajmniej bez problemu wybierze jeden z dwóch przedmiotów w trzeciej klasie xDDD
    Mam nadzieję, że szybko sobie wyjaśnia sprawy z Patrykiem, bo Ayers już przesądza i to bardzo -,-
    Serio jej nie znoszę...

    NMBZT!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sukces, bo jestem w miarę szybko! Po pierwsze - dziękuję za dedyk 😚. Wszystkie Twoje rozdziały są takie tajemnicze... W sensie ze bohaterowie ukrywają miliardy tajemnic. Co z Laurel i Blizkiakami? I Cedrikiem? I meczem? I Ayers? I... ło rany, dużo tego xD
    Myślę, że Patrick nie powinien dać Clar ochrzanu, niech ona po prostu powiedz mu prawdę. Bo jeśli skłamie to źle, bo ma "alergię" xD W tym rozdziale o wiele bardziej podoba mi się zachowanie dziewczyn, wydają się takie... starsze. W sensie to dobrze, bo tak mniej więcejpowinno być na ich wiek :D A może to tylko moje wrażenie? Może one były os początku takie same? XD Whateverrrrr
    No co, ja się zbieram, geografia i historia czekają 😂
    Papa!
    NMBZT!
    Meg 😘

    OdpowiedzUsuń